JAKI ATEIZM

by romskey

W jednym z portali społecznościowych natknąłem się na ciekawą polemikę, która rozwinęła się pod grafiką porównującą dokonania nauki i ateizmu. Nauka była ukazana jako działanie ludzi w białych kitlach z próbówkami przy aparaturze, zaś działanie ateistów (o ile dobrze dojrzałem – grafika była niewielka) polegało na obsobaczaniu wierzących w sieci czy ciągłym dyskutowaniu. W podsumowaniu, nauka zmieniała świat, a ateizm pozostawiał go takim jakim był. „To właśnie ateizm rości sobie pretensje do bycia światopoglądem naukowym” napisał ktoś w komentarzu niżej a za chwilę pojawiała się riposta: „Ateizm NIE jest światopoglądem. Jest to pozycja braku wiary w jakieś wyimaginowane przez kogoś tam – bóstwa.”. Zgoda. Nie ma sensu porównywać tego co niemożliwe do porównania, bo równie dobrze można porównywać dokonania filozofa i kopacza dołów. Jednak jak to jest z tym ateizmem? Czy ateista jest zawsze postępowy i pcha świat do przodu? Czy może ateiści to po prostu ludzie sprawczo i naprawczo ułomni choć mocno swoim ateizmem zachłyśnięci i napuszeni?

Przyznam, że zrobiło się mi trochę głupio, gdyż niestety obraz polskiego ateisty jest dość prosty. Antyklerykał, lubiący powoływać się na naukę, zwolennik lewicy lub radykalny liberał, rozkrzyczany, przekonany o swojej wyższości nad wierzącymi. W bardziej rzeczywistej perspektywie, ateizm to przecież jedynie punkt widzenia, wewnętrzne podejście. Nie wszyscy ateiści utożsamiają się z działającym w przestrzeni publicznej „aktywem ateizmu” – ateizmem uzewnętrznionym. Ateizm tak jak i religijność może dotknąć fanatyzm a radykałowie (dowolnej opcji) raczej nie pomagają światu, ba! wytrącają go ze spokojnej orbity.

„Ateizm” stał się zbyt określony politycznie, społecznie a nawet mentalnie dlatego bardziej odpowiada mi ostatnimi czasy określenie „ludzie niewierzący” lub „racjonaliści”. Nie jestem przekonany do eksterminacji religii (czyli tercetu: wierni, wiara, duchowni) jako sposobu na wszystko. Chcę by religia zostawiła niewierzących w spokoju i nie meblowała im życia. Jestem zwolennikiem świata, w którym ludzie niezawracający sobie głowy wierzeniami czują się wolni i bezpieczni. Popieram organizacje, partie, fundacje, dążące do ustanowienia wyraźnego rozdziału państwa od kościołów (świeckie państwo), gromadzące dane na temat naruszania swobód i praw człowieka przez związki wyznaniowe, popieram racjonalne a nie religijne podejście w nauce, sądownictwie, ekonomii. Nie rozstrzygam czy świat bez religii będzie lepszy, bo to zależy od ludzi i ich działań. Zło może wyrządzić tak samo wierzący jak ateista, więzienia są pełne zwolenników obu przekonań.

Istnieje kilka istotnych osi sporu pomiędzy racjonalistami a wierzącymi. Religie dają rzekomo odpowiedzi na trudne pytania. Racjonalizm zaś, nakazuje dokonać próby, zdobyć doświadczenie i wprowadzić wnioski w życie lub je wycofać. Racjonalizm jest więc bardziej ryzykowny niż wiara, która sprzeciwia się wszelkiemu postępowi czerpiąc poniekąd z prawdy „nie myli się ten kto nic nie robi”. Jednak trzymając się twardo religijnych zasad możemy żyć jak Talibowie i jedynie udawać, że nie wiemy o tym, że AK-47 nie jest wynalazkiem Mahometa. Czy śluby homoseksualne, większa liczba zamrożonych zarodków, czy eutanazja mogą doprowadzić do zagłady cywilizacji? Skoro istnieją uzasadnione humanitarne argumenty „za” warto spróbować i oceniać skutki. Prawo w demokracji nie jest dekalogiem, można je zmienić działając w interesie dobra tak jednostki jak ogółu. Okoliczności decydują o tym czy dane działania są słuszne i służą społeczeństwu czy nie.

Likwidacja czy ograniczenie wpływów wiary nie gwarantują postępu. Postęp przyniesie dopiero działanie na rzecz postępu. Kościoły i religie są zawalidrogą w tym procesie i tutaj gniew domagających się szeroko rozumianych zmian jest uzasadniony, jednak postulaty wyrażane przez nazwijmy „walczących ateistów” również pozostawiają wiele do życzenia. To jest jak rozmowa o aborcji. Kościół mówi bezwzględnie NIE, lewica mówi bezwzględnie TAK. Ty człowieku głów się nad tym, czy embrion to człowiek albo co to jest życie. Klonowanie, transplantacje, genetyka – ile debat poświęcono tym tematom pozostając praktycznie w punkcie wyjścia. Komisje bio-etyczne nierzadko zabawiające się w otwarte na dialog przedstawicielstwa bóstw na ziemi. Czy to jest właściwa płaszczyzna? Naukowy postęp ma służyć ludziom, ludzkości. Czy argumenty religijne powinny być brane pod uwagę? Ewentualnie brane ale na pewno nie traktowane ze szczególnym namaszczeniem. Nie wyobrażam sobie sędziego, który odrzuca na bok akta sprawy i ogłasza, że bóg przekazał mu we śnie wiadomość o tym, że oskarżony jest winny. Podobnie nie wyobrażam sobie naukowca, który powołując się na komunikację z bogiem mówi o wyniku eksperymentu, którego nie dokonał.

Moralność, etyka. Kościół utrzymuje, że bóg jest jedynym i wiecznym źródłem etyki. Racjonaliści za sprawą doświadczeń własnych i historycznych dochodzili do wielu podobnych wniosków przytaczanych w świętych pismach, choć równie często podważali nieomylność praw boskich. Doświadczenia ludzkości ukazały że przepojone religijnymi dogmatami prawa państw nie pomogły uniknąć dwóch wojen światowych, niewolnictwa, kolonializmu, dyskryminacji, prześladowań. Nawet analizując problem moralnie, należałoby zapytać o to jaki bóg pozwoliłby na holokaust czy inkwizycję? Humanizm, racjonalizm, doświadczenie okazały się odwracać tę niechlubną tendencję. Skoro popieram dążenia ludzi do równouprawnienia, sprawiedliwości, rozumnej wolności, posiadania wyboru, rozwoju – to chyba pcham świat do przodu, dokładam swoją cegiełkę do tego by czuli się lepiej.

jaki

Advertisements