OSZUKAĆ ZMYSŁY

by romskey

Stoicie w podekscytowanym, szumiącym tłumie. Ponad Waszymi głowami powiewają polskie flagi a wokół Was Polacy, tacy sami jak Wy: zwyczajni, codzienni, niezadowoleni. W powietrzu wyraźnie wyczuwa się nastrój wyczekiwania, wymieniacie z zebranymi przyjazne uśmiechy i powitania, gdy wreszcie tłum cichnie. Przestrzeń wypełnia dźwięk patriotycznej muzyki. Na mieniący się bielą i czerwienią podest-scenę wchodzi wolno po schodkach nobliwy, niewysoki, siwowłosy człowiek. Muzyka uderza w Was coraz mocnej pełnymi uniesienia dźwiękami a bijąca świeżością młodzież zajmująca miejsca w tyle sceny wstaje witając z szacunkiem dostojnego gościa. Czy to anioły grają? Kim jest ów człek, którego tłum wita jak Zbawiciela? Ależ to on! Nadzieja Nasza, Jarek! Zanim dojdzie do wskrzeszania zmarłych i czynienia innych cudów, Jarek otrzymuje wielki biało-czerwony bukiet kwiatów. Dziękując składającemu mu pokłon darczyńcy oddaje kwiaty swojemu asystentowi i staje za mównicą pamiętając o tym, by z uwagi na wzrost nie trzymać na niej łapek w stylu „na chomika”. Spogląda przez chwilę z podziwem na widzów dowiezionych w 3/4 autokarami w zamian za otrzymanie zapomogi ze stoczniowej kasy. Wódz spokojnym gestem otwartych dłoni ucisza Polski Tłum. Potakuje doń pojednawczo głową i uśmiecha się. Nie chce gasić gromkiego entuzjazmu, ale musi przecież coś powiedzieć, pozwólmy mu. Jego zdrowa twarz nastolatka tężeje w poważnym grymasie a z ust wydobywają się bliskie sercom zebranych słowa: „ONI!” – wskazuje gromowładnym palcem gdzieś w horyzont – „kradną i mataczą! Zdrajcy i wrogowie, mordercy! Zabójcy polskości i świętości!”. Słowa wywołują potężny aplauz mas, młodzież za plecami Jarka wstaje i bije głośno brawo. Jarek musi ponownie uciszyć tłum. Kontynuuje. „Tu jest polskość! Nie tam!” – grzmi a lud spija w ekstazie jego słowa. Przesłanie jest dostojne, prawe a już na pewno sprawiedliwe, rozsadza patriotyczne serca widzów. Właściwie dobra połowa nie słyszy o czym mowa, nie tylko dlatego, że jest przygłucha bo i gwar wielki, ale przecież jesteśmy jednymi z nas, Polaków. Promienne oblicza wokół, niektóre zdecydowane i zawzięte – to rycerze sprawiedliwości, silni mężowie, którzy na dźwięk trąbki staną na barykadach przebudzenia. Tłum skanduje. Oto nawiedził nas mesjasz i wybawiciel. Ucałowalibyśmy jego stopy ale jest w butach – zadowolimy się dłońmi. Uroczystość, powoli ma się ku końcowi. Nasze umysły wypełniły się nadzieją, ujrzeliśmy Jego twarz, twarz Ojca Narodu, poczuliśmy naszą siłę w jedności, wiemy gdzie jest wróg, który czyha na naszą nieuwagę. Jesteśmy czujni na ukryte opcje a logo partii – świętego zakonu – pewnie przez kilka dni będzie się nam wyświetlało w negatywie po każdym zamknięciu oczu. Zbawienie jest bliskie.

Na pewno zgodzicie się ze mną w tym, że informacje o otaczającym nas świecie pozyskujemy dzięki zmysłom. Wzrok, słuch, smak, węch, dotyk (w tym zmysł bólu „nocycepcja” i odczuwania temperatury), zmysł równowagi, zmysł ułożenia części ciała (propriocepcja). Niektóre zwierzęta wyposażone są w zmysł echolokacji, wyczuwania prądów wodnych, pola elektrycznego czy magnetycznego. Można powiedzieć, że jako żywe istoty jesteśmy potężnymi urządzeniami odbiorczymi, wyposażonymi w najwyższej jakości sensory, znane i te, które prawdopodobnie dopiero kiedyś odkryjemy. Różnorodne sygnały trafiają do naszych mózgów i zostają zapisane jako to, co zwykliśmy nazywać prawdą. Wyobraźcie więc sobie sytuację, w której gryziecie jabłko, w ustach czujecie smak frytek, Wasz nos znajdujący się tuż nad owocem rejestruje wyraźny zapach skoszonej trawy, dłoń wyczuwa chłód metalowego sześcianu a do Waszych uszu nie dociera odgłos gryzienia ale np. picia. Gdyby to było pierwsze jabłko w Waszym życiu, zapisany w mózgu opis owocu mógłby być nieco zaskakujący. Jednak z uwagi na to, że nie jest to Wasze pierwsze jabłko uznacie, że dzieje się z Wami coś niedobrego.

Oszukiwanie mózgu znane jest ludziom od tysiącleci. Może nie tak radykalne jak opisane w akapicie powyżej (wymagające dość skomplikowanego przygotowania i właściwie w jakim celu?) lecz umiarkowane, co oczywiście nie oznacza, że w ogólnym rozrachunku bezpieczniejsze. Teraz, wyobraźcie sobie, że do Waszych zmysłów docierają jak najbardziej prawdziwe i znane Wam informacje o jabłku, lecz jeden ze zmysłów otrzymuje sygnał niepasujący do pozostałych. Gdyby chodziło wyłącznie o elementy fizyczne, to jeszcze pół biedy, ale co z sytuacją gdy dany sygnał należy rozpatrzyć w kategoriach „fałszu lub prawdy”? Możemy taki sygnał zignorować lub zapamiętać prawdę, tyle że z dodatkami. Prawdą z dodatkami, może być np. usłyszana w trakcie konsumpcji informacja o tym, że jabłko jest „pryskane” lub zmodyfikowane genetycznie. Nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić organoleptycznie i niezależnie od tego, czy popędzimy do zlewu szorować jabłko czy kupimy nowe (bio-naturalne), nasz mózg zapamięta to, że niektóre jabłka mogą nam szkodzić. Wszelkie ostrzeżenia traktujemy dość poważnie, a gdy wyrazi je znany profesor botanik, za którego plecami widzimy pełny regał książek a stół, przy którym siedzi ugina się od mikroskopów, próbówek i innej aparatury, ostrzeżenie weźmiemy sobie bardzo do serca. Gdy owe ostrzeżenie usłyszymy kilka razy a do tego obawy potwierdzą nasi najbardziej zaufani znajomi, to w przyszłości na pewno zainteresuje nas ktoś oferujący w sprzedaży jabłka zdrowe czyli genetycznie poprawne i ‚niepryskane’ a do tego ze specjalnej polskiej odmiany i w przystępnej cenie.

J.Goebbels celowo przedłużał swoje wystąpienia i kończył raptownie po to, by snop słonecznych promieni wyłaniający się zza chmur rozjaśnił oblicze wchodzącego po nim fuhrera. Ciekawe jest to, że rzecz miała miejsce niemal wiek temu.

kacz
(fot:www.polskieradio.pl)

Reklamy