POZIOM EMOCJI

by romskey

Zapewne Każdemu i Każdej z Was zdarzyło się zacząć czymś żyć, jakąś sprawą, zdarzeniem, problemem, lecz gdy zaczynaliście o tym mówić, spotykaliście się z obojętnością, brakiem zrozumienia. Zastanawiając się nad reakcją otoczenia uznawaliście niejednokrotnie, że ludzie są źli, cyniczni, znieczuleni i dopadała Was gorycz, zwątpienie, bezsilność, czasem chęć odwetu. Wściekli, niejednokrotnie deklarowaliście sobie: „postąpimy tak samo gdy ktoś inny będzie w potrzebie, niech oni również tego zaznają”. Jednak w większości przypadków odstępowaliście od realizacji tego zamiaru, bo przecież ktoś wobec kogo chcieliście wyładować swój gniew, mógł nie mieć czasu wysłuchać Was, mógł mieć na głowie inne problemy (może ważniejsze), niesprawiedliwe byłoby krzywdzenie go z pełną premedytacją, gdy on mógł skrzywdzić nas nieświadomie. Pozostajemy wówczas ze swoimi myślami sam na sam lub dzielimy się z najbliższymi osobami, szukając wsparcia, akceptacji. Problem pozostaje w zawieszeniu.

Człowiek, który poddał się swoim emocjom popada w swoistą psychozę. Nie zauważa, że jego ogląd rzeczywistości został zdezorganizowany, że skoncentrował się na danej kwestii wymazując niemal wszystko inne. Tkwi w przekonaniu o tym, że to czym aktualnie żyje wychodzi na zewnątrz, że wszyscy to powinni widzieć i odbierać identycznie. Gdy doświadcza braku zrozumienia podpiera się krzykiem, łzami, „wydzieraniem włosów z głowy” pogarszając sprawę. Gdy przesadzi, skutkiem bywa to, że zyskuje opinię osoby upośledzonej umysłowo lub cynicznego gracza, który chce wywrzeć określoną presję na otoczeniu.
Skąd bierze się nieufność wobec intencji takiej osoby? Otóż, emocji nie widać i wciąż nie potrafimy sobie owej niewidzialności uświadomić.

Jak w takim razie ukazać to co niewidzialne? Jak zyskać zrozumienie? Jak przekonać otoczenie do szczerości własnych emocji? Niestety, sami zrobiliśmy i robimy wiele złego dla sprawy. Czy żebrząca Romka rzeczywiście jest głodna i cierpiąca skoro codziennie zarabia 50 czy 70 zł, czy rodzice poszkodowanego chłopca rzeczywiście domagają się pokrycia kosztów leczenia czy może odkryli w wytoczonym procesie sposób zrobienia biznesu na rodzinnym nieszczęściu, czy twórcy kampanii antyaborcyjnych rzeczywiście troskają się od ludzkie dobro czy oczekują jedynie widoczności i związanych z nią polityczno-religijnych profitów? Patologie nie są rzadkością i co gorsza je akurat widać bardzo wyraźnie. Życie stawia nas niezwykle często przed koniecznością dokonania trudnego wyboru „zaufać, czy nie zaufać?”. Często nie potrafimy nabrać pełnej pewności a wątpliwość nie krzepi.

Niektórzy ludzie, w akcie desperacji dokonują samopodpaleń, samookaleczeń. Wtedy jesteśmy gotowi dać wiarę ich problemom, choć często jest już za późno. Ratując sumienie, naszą wcześniejszą ignorancję staramy się rozgrzeszyć przypisaniem ofierze negatywnych cech, głupoty, problemów z psychiką. Nie pochylamy się nad problemem ofiary marginalizując go, uważając, że osoba była słabsza, mniej wytrzymała, gdy inni sobie radzą. Nie warto już opisywać w tym punkcie tego, że taka krzywda staje się nierzadko szansą osiągnięcia różnych korzyści przez fałszywie zjednoczonych z ofiarą. Często w sprzeciwie wobec takich graczy, odrzucamy nieświadomie sam problem.

Niewątpliwie, ważnym osiągnięciem w dziele radzenia sobie z wyrażanymi przez innych emocjami, jest to, że zaczęliśmy mówić otwarcie: „trudno dyskutować z emocjami”. Staramy się odczekać aż emocje opadną, a wtedy podekscytowany człowiek zyska możliwość bardziej konstruktywnego i spokojnego opisania swojego problemu. Warto dać mu czas, zapewnić poczucie bezpieczeństwa, uwagę. Czas powrotu do normalności niekoniecznie bywa krótki, ale mija.
Bezpieczeństwo (obecność, możliwość przyjęcia wygodnej pozycji), uwaga (kontakt wzrokowy), poważne traktowanie (bez prób rozładowywania napięcia dowcipami), zbudowanie atmosfery nadziei na zajęcie się problemem – organizm osoby otoczonej taką opieką zareaguje spokojem. Niekiedy sama obecność drugiej osoby czyni cud, gdyż rozwiewa poczucie osamotnienia z problemem (grupa wsparcia). Dobrze gdy pogrążony w emocjach człowiek, chce współpracować i tu pojawia się pewien trop, próbnik szczerości. Czy osoba, która chce rozwiązać swój problem, odrzuci rękę, która chce jej pomóc? Owszem, nieufność do takiej pomocy może zaistnieć, np. policja nie zawsze bywa najlepszą grupą wsparcia dla ofiar gwałtów, jednak przełamanie nieufności polega na użyciu bardzo ludzkich i wymienionych wcześniej narzędzi: bezpieczeństwo, uwaga, obecność, poważne traktowanie, zapewnienie o chęci pochylenia się nad problemem. W ekstremalnych przypadkach.

Czy będąc ofiarami własnych emocji możemy wspomóc proces wyciszania się, dla własnego dobra? Możemy, choć to niestety trudne, gdyż często nie wiemy o tym, że ulegamy emocjom. Znajdujemy się w stanie opisanej wcześniej specyficznej psychozy. Nie jesteśmy w stanie właściwie rozstrzygać, analizować, funkcjonować. Zareagujemy gniewem i agresją na wszelkie próby podważania naszej wiarygodności, oddalając praktycznie szanse rozwiązania naszego problemu. Wbrew pozorom jednak, akurat poziom agresji możemy kontrolować.

Zaufanie ograniczą:

– napastliwość i agresja
– szantaż emocjonalny (wzbudzenie poczucia winy)
– niewspółmierna, nieautentyczna widowiskowość
– występowanie w cudzym imieniu

 

Radzenie sobie z emocjami wymaga współpracy wszystkich stron oraz wzajemnych ustępstw. Rozemocjonowany człowiek powinien powściągnąć agresję, oskarżanie i ubliżanie otoczeniu – gdyż działa na szkodę swojej sprawy. Świadek cudzych emocji o ile zechce pomóc może zapewnić rozemocjonowanemu uwagę, poczucie bezpieczeństwa, chęć udzielenia pomocy. Rezygnacja z pomocnej postawy (lub zastąpienie jej tym co niepożądane m.in. żarty) może jedynie pogłębić negatywne nasilenie skutków. Warto wiedzieć o tym, że tłumienie emocji sprzyja rozwojowi chorób wewnętrznych, nałogom. Niekontrolowane ich wyzwalanie może wywołać twardy sprzeciw otoczenia. Ignorancja wobec cudzych emocji skazuje nas na poczucie winy. Pozostaje też obszar emocji fałszywych, na których wykorzystaniu (imitowaniu rzeczywistych) oparto większość założeń medialnego, biznesowego, politycznego czy religijnego marketingu. Nie jest łatwo, dlatego emocje są wciąż bardzo ważnym i nie całkiem okiełznanym czynnikiem sprawczym w naszej rzeczywistości. Dobrze byłoby, gdyby o emocjach mówili głównie artyści. Tylko oni, potrafią nadać im zrozumiały dla innych wymiar, choć czy rozumiemy i odbieramy sztukę identycznie? Szczęśliwie mamy wielu artystów.

Brain

Advertisements