WROGOWIE PUBLICZNI

by romskey

„Gdybyśmy znali wszystkie fakty, byłoby prościej o wnioski”. Tylko skąd je zdobyć? Media nie interesują się ich dostarczaniem, choć lubią samo słowo i jego synonimy, które koniec końców mają oddziaływać identycznie co gazetopolskie „Oni kłamią, my mówimy prawdę”. Kontrowersje są medialnie ciekawsze, gdyż trwalsze (dłużej je można wałkować) a rola nadawców ogranicza się zasadniczo do kontrolowania tego, by ktoś nie przedstawił na antenie jakiejś genialnej syntezy, która ukontentuje spragnionych wiedzy odbiorców. Lud błądzący w niepewności wykazuje większe zapotrzebowanie na przewodników niż „wiedzący”, dlatego jednym ze skutków jest to, że fakty a „Fakt” lub „Fakty” to nierzadko bardzo odległe sprawy.

Za ujawnienie faktów, jak okazuje się, grozi nawet 138 lat więzienia w USA, choć w lżejszych przypadkach – w ramach konsekwencji – można tułać się jak cień po lotnisku lub zostać oskarżonym o gwałt. Nie wymieniam już szerzej takich nagród jak utrata obywatelstwa czy zakaz kontaktu z mediami, gdyż wyliczenie wszystkich zajęłoby zbyt wiele czasu. Wycieki w dobie nieznanego w historii masowego przepływu informacji stały się zjawiskiem niepokojącym polityków. Przewrót „Wiosny Arabskiej” (zapalnikiem był wyciek) na pewno dał wielu przywódcom i wywiadom do myślenia.

Assange, Snowden, Manning.

Jak myślicie, co łączy tych ludzi? Otóż, oprócz tego, że nie potrafili trzymać pokornie języka na uwięzi, łączy ich umiejętność obsługi komputera. Właściwie – dość zaawansowana umiejętność. Dostrzegając ten związek, doznałem olśnienia. Stosunkowo młodzi ludzie, pełni idealizmu i wiary w lepszy świat, niezepsuci i nieuwikłani, z racji posiadanych umiejętności, zostają wprowadzeni w najtajniejsze arkana dyplomacji, działań militarnych czy gospodarczych. To zderzenie dwóch światów aż prosi się o iskry i te iskry są.
Wyobraźcie sobie siebie, spokojnych, uczciwych ludzi, którzy otrzymują nagle dostęp do najpilniej strzeżonych sejfów. Oczywiście Waszą rolą nie jest analizowanie udostępnionej zawartości, lecz zwykłe jej przerzucanie z jednej stery na drugą. Wasz idealizm da o sobie znać, gdy kątem oka dostrzeżecie to, że pajace i niemoty, o których lekko rozmawiają ludzie trzymający stery to właśnie Wy. Idealizm da o sobie znać, gdy zauważycie, że to co wiecie z mediów i co uznajecie za prawdę, znacznie różni się od tego co widzicie na ekranie monitora. Idealizm da o sobie znać, gdy przyłapiecie się na tym, że Wasz idealizm a prawda są niezbyt dobrym towarzystwem.
Będziecie zwlekać, Wasz umysł zapętli się rozważając co jest prawe, uczciwe i szlachetne. Zaczniecie zastanawiać się nad tym, dla kogo właściwie pracujecie, bo służba ojczyźnie może okazać się nie tak całkiem służbą jej mieszkańcom. W odruchu desperacji podejmiecie najmądrzejszą Waszym zdaniem decyzję i pójdziecie do mediów, a wtedy dowiecie się ile kosztuje służba ludzkości.

Zastanawia to, że np. twórcy programu PRISM, w założeniu antyterrorystycznej inwigilacji prywatnych rozmów m.in. w Facebooku, dostają za swoją pracę wypłatę, gdy działanie w drugą stronę obarczone może być nawet karą śmierci. Nie sposób uniknąć skojarzenia ze znanym z literatury prawem, które sparafrazowane otrzymałoby następujące brzmienie: „Jeżeli system grzebie w Twojej szufladzie to jest dobrze, gdy się o tym dowiesz i system oskarżysz to jest źle – pójdziesz siedzieć”. I niechby chodziło o szpiegowanie Chińczyków przez Amerykanów, ale tu chodzi o szpiegowanie (zasadniczo) swoich własnych. Swoich, którzy żyją w przeświadczeniu o szacunku dla ich prywatności, opiekuńczej roli państwa prawa; swoich, którzy uważają że system, który demokratycznie wybierają jest transparentny (wyłączając niektóre kraje Europy Środkowo-Wschodniej).

Bismarck twierdził, że robienia polityki i kiełbasy nie powinno pokazywać się ludziom. Czasy jednak były nieco inne i nie tylko dlatego, że dziś ludzie są kiełbasą. Zachodzi znaczna zmiana rozumienia pojęcia „obywatelska kontrola władz i polityki”. Dotychczas rolę tę pełniły media, lecz coraz częściej kontrolę przejmują zwykli obywatele przypłacając skórą swoje działania. Nie zasypiajcie informatycy.

dem

P.S.
Dziękuję za komentarze pod wczorajszą notką. Uzmysłowiły mi optymistycznie (nie pierwszy raz zresztą), że potrafimy wychodzić z obowiązujących i już trochę ciasnych, stereotypowych punktów widzenia. Sadzę, że za rok, czy za kilka lat, daleko od epicentrum medialnej wrzawy, wrócimy do tematu z jeszcze większą porcją przemyśleń i odkryć. Osobiste zainteresowanie problemem nie musi prowadzić do zupełnie nowych wniosków, ale to co indywidualnie sprawdzone i dowiedzione, ma zdecydowanie większą wartość i trwałość niż rzucony pod drzwi gotowiec. Jeszcze raz Dzięki.

Reklamy