O! POLITYKA! – świat wg. mediów

by romskey

Właśnie przebrnąłem przez wywiad z K. Duroczkiem w Gazecie i przyznam, że polubienie go jak i jego programów jest mimo koncyliacyjnych chęci trudne. Autorskie widzenie świata, intuicyjny dobór tematów, które mogą (mają) zainteresować ludzi, ucieczka od nudnych analiz czy transmisji na rzecz krótko ujętych ciekawostek. W ramach auto-testu K. Durczok powinien zostać blogerem anonimem i sprawdzić jak rozbuduje zainteresowanie wokół swojego przekazu. Czy głupiejemy od niego i innych?

Sieć dała nowe perspektywy zwykłym ludziom, choć z wykorzystaniem tej epokowej szansy idzie tak sobie. Bloger – a już z całą pewnością polityczny – zaczął żyć dzięki mediom choć prawdopodobnie tylko dlatego, że media są. Istnienie mainstreamu jest dla blogera w miarę wygodne, gdyż zwalnia go z trudu pozyskiwania informacji a pozostawienie autorskiego lub obiektywnego komentarza jest dość proste. Gorzej gdy medialne informacje dobiera np. K.Durczok zainspirowany lifestylem (dowiedziałem się właśnie, że tak określa się newsy z Pudelka). Skutek jest taki że i przekaz blogowy spłyca się, podporządkowuje narodzinom royal baby czy przyłapanemu na parkingu posłowi, który myli samochody. Na każdej bzdurze można oprzeć jakąś wartą uwagi myśl i w tym bloger może zrobić coś dla szarych komórek, ale od „newsu dnia” do czegoś „coś dającego” droga wydłuża się. Jak połączyć proces Katarzyny z jakimś bliższym ciału tematem? Medialne kości są coraz chudsze i coraz rzadziej zawierają szpik.

Z twórcami autorskiego widzenia świata w mediach można zgodzić się w tym, że wyznają zasadę S.Jobsa „Ludzie nie wiedzą czego chcą do póki im tego nie pokażesz”. S.Jobs różnił się jedynie od większości z nich tym, że chciał coś zrobić dla ludzi, dać im produkt o szerokiej używalności, gdy wykorzystanie polskiego medialnego papu jest dość problematyczne. Nie warto już wspominać o „medialnych ideałach”, choć o odpowiedzialności można. Autorskie widzenie problemów wychodzi Polakom bokiem. Prawda Wyborczej, prawda Gazety Polskiej czy prawda TVN? Gdzieś w środku ogłupiały obywatel, który musi zdecydować, która prawda jest prawdziwsza. Owszem, istnieje nisza dla telewizji publicznej, choć ta zdaje się być bardziej zainteresowana egzekwowaniem abonamentu niż tym, czy jej przekaz w ogóle ktoś ogląda i co ów przekaz zawiera.

Zastanawiająco, nikt z mainstreamu nie chce być prorokiem i przewidzieć tego jak obieg informacji będzie wyglądał za 10 lat, a jest w tym punkcie widzenia pewien „zgrzyt”. Czyżby nasze nowoczesne i kreatywne media opierały swój byt wyłącznie na żerowaniu, naśladownictwie, sprowadzaniu i zrzynaniu sprawdzonych na świecie komercyjnych wzorców? Przecież o przyszłości decydujemy już dziś, tym co robimy, jak pracujemy. Przyszłość nie jest sferą niezależną od nas, to my ją stwarzamy, będzie dokładnie taka jaką sobie wypracujemy jako odbiorcy i jako nadawcy. Jaka przyszłość może powstać w oparciu o dostarczane nam współcześnie informacje? Od ich poziomu całkiem sporo zależy.

media page cameras_630x250
(fot:www.brookings.edu)

Reklamy