Jak uratować taki kraj?

by romskey

Zaparzcie sobie kawę albo nalejcie coś w szklankę z lodem. Gotowi? Ok, zaczynam: Jeżeli sam dochodzę do jakiegoś wniosku, to jeszcze nic. Gdy podobny wniosek osiągają osoby z różnych części kraju (niezależnie od siebie), to znaczy, że coś jest na rzeczy. Wnioskiem takim okazało się to, że drenowanie społeczeństwa (podatki, kary, ceny / stałe zawężanie lub utrzymywanie niskiego standardu swobód obywatelskich) i jednoczesne mrożenie rodzimej przedsiębiorczości, jest bardzo negatywną wróżbą na przyszłość. Gdybyśmy byli Niemcami, Holandią czy USA – szukalibyśmy źródeł dochodów w dawnych koloniach czy w strefach okupowanych (czyt. wyzwalanych, demokratyzowanych, odbudowywanych). Nie mając znaczenia w owym globalnym rynku, resort finansów skupił się na eksploatacji rodzimych złóż i nie chodzi o surowce naturalne, ale o ludzi, którzy nawet mając niewiele są w stanie zapłacić a raczej muszą.

Pojęcie „kapitał ludzki” brzmi w tym kontekście dość ironicznie, ale taka jest prawda. Kapitałem w Polsce jest niemal 40 mln. obywateli. Nasz kapitał jest kapitałem typowo afrykańskim, choć co ważne, nie posiadamy cennych złóż naturalnych mogących być obiektem wewnętrznego czy zewnętrznego zainteresowania i nie za bardzo chcemy się mordować dlatego nie interesuje się nami światowy przemysł zbrojeniowy. W takich ubogich w złoża a bogatych w liczbę mieszkańców regionach świata, doskonale radzi sobie kościół nauczający o potrzebie dzielenia się „wdowim groszem”, operatorzy telekomunikacyjni, przedsiębiorstwa zajmujące się energetyką, banki oferujące niespłacalne warunki kredytowe i chętnie wyciągające ręce po nieruchomości, ziemię czy dobytek dłużników.

Jak uratować taki kraj? Pojawia się oczywiście sporo domysłów typu: J.V.Rostowski siedzi w garści globalnej finansjery, ale być może jestem naiwny gdyż w taką teorię nie wierzę. Nie wierzę w nią, gdyż podobnie spekuluje się o wielu problemach na świecie zadając pytanie „czy odczuwane działania są celowe, czy są po prostu skutkiem okoliczności (w tym mentalności ludzkiej)?” – dowodów w obu przypadkach brak. Ta druga możliwość (skutki okoliczności) wydaje się mi bardziej prawdopodobna i nie tylko dlatego, że nie chcę wierzyć w cynizm władzy. Współczesna władza wydaje się mocno oderwana od społecznych realiów, dlatego moim zdaniem nie wykazuje choćby względnej wrażliwości. Każda ekipa zastaje w Polsce określone warunki i próbuje sobie radzić. Sądzę, że obejmując urzędy, odkrywa to jaki jest realny stan państwa i że nie jest to stan dobry. Walka o polityczne przetrwanie we miarę wygodnych warunkach jakie polskie prawo zapewniło politykom daje większe szanse osobistego rozwoju niż zrobienie czegoś dla ludzi – wiążącego się z prawdopodobnym załamaniem gospodarki. Przetrwanie u władzy zapewnia budowa dróg czy pomników będących widzialnymi dla społeczeństwa symbolami robienia czegokolwiek. Obywatele otrzymują dobra widzialne a budowniczowie materialne. To bardzo „korzystny” stan, w którym obywatele nie pytają o koszty, które sami pokrywają. Nic dziwnego, takie pojęcia jak „prawo” czy „ekonomia” dla większości rodaków to terminy rodem z horrorów. Edukacja w tej materii stoi na dość niskim poziomie i czasem można zdziwić się, gdy użycie tych słów natychmiast wywołuje uwagi typu „o! rozmawia intelektualna elita kraju”. Rany, o kulisach globalnego handlu bronią w polityczno-społecznym kontekście potrafi opowiedzieć prosty film z Nicolasem Cage’em.

Władza nie jest kreatywna, obawia się eksperymentów – może słusznie może nie, ale sprawy nie idą w dobrym kierunku. Ostatnio zatrzymałem się gdzieś w mieście i zauważyłem, że na polskich ulicach nie ma polskich samochodów, wokół ulic nie ma polskich sklepów a jeżeli już to mikre zieleniaki. Ludzie na chodnikach nie korzystają z polskich telefonów a dziatwa w domach z polskich komputerów. Nawet operatorzy dostarczający telewizję czy internet nie są polscy. Nie są polscy główni udziałowcy wielu polskich mediów i portali. To co jeszcze polskie utrzymuje głównie rozrośnięty niemożliwie aparat administracji (1 urzędnik na 80 Polaków w tym ok. 20 pracujących a więc urzędnika utrzymujących). Oczywiście na podobnych spostrzeżeniach urósł kapitał polityczny PiS, choć proponowane przez tę partię (wespół z kościołem) kierunki „prorodzinnej polityki” wydają się skierowane głównie na wyż demograficzny, a więc powiększanie „kapitału ludzkiego”, który choćby ze szczawiu i mirabelek będzie można formalnie ograbić.

To co dzieje się w Polsce, trudno nazwać kryzysem. To raczej stan totalnego braku pomysłu na leczenie sytuacji. Nie da się ukryć, że lata 90-te, były złotym okresem dla Polaków z inicjatywą, choć obecnie uwolnienie rynku byłoby jak wpuszczenie kilku chrześcijan na arenę, po której pałętają się niezbyt miło nastawione lwy czy słonie. Wyjazd wydaje się optymalnym rozwiązaniem, gdyż nawet pracujący na czarno Polak zbliża się w zarobkach do średniej europejskiej. Tylko ta ojczyzna umiłowana – jest jak garb. Ci którzy wyjechać z patriotyzmu nie chcą, mówią: „przepędźmy obcych, będzie lepiej”. Szkoda że statystyki ukazują, że owych obcych w Polsce mieszka ok. 70% i nawet nie każdy popierający patriotów zalicza się. Tu zgoda: odgrodzona zasiekami od świata Polska z 30% populacją mogłaby nawet sobie radzić. Kozy, szczaw, mirabelki – wielu ludzi czuje sentyment do takiej rzeczywistości.

Pozostaje opcja buddyjska. Pogodzić się z losem, choć wtedy na frekwencję wyborczą raczej trudno byłoby liczyć. Na pewno dobrym rozwiązaniem ze strony PO przed kolejnymi wyborami byłoby wprowadzenie ustawy nakazującej obowiązkowe posiadanie broni przez wszystkich polskich Żydów, homoseksualistów, ateistów, liberałów, ludzi o lewicowych przekonaniach, przedstawicieli mniejszości religijnych, narodowych, intelektualistów, artystów i wszelkich wolnomyślicieli.

guns

Advertisements