czyli: PORZĄDEK

by romskey

Nie jestem noblistą, a jednak całkiem dobrze rozumiem i wykorzystuję to o czym wspominało kilku z nich. Niektóre problemy można porównać do warstw cebuli: skoro zdejmując pierwszą, drugą, trzecią i czwartą zauważamy, że są podobne, to możemy śmiało – choć teoretycznie – założyć, że 5 i 6 (jeszcze nie odkryte) również będą podobne. Powstaje w ten sposób dość prosty wzór, który zawiera cechy owych podobieństw i pozwala przewidzieć wynik tego co jeszcze nie jest znane. Naszą cebulą może być działalność człowieka, teoretycznie wydająca się niebywale kreatywna. Działalność człowieka to oczywiście uogólnienie – bo mamy m.in. noblistów – ale np. działalność Polaka prowadząca do spieprzenia wszystkiego za co się weźmie, jest już pewnego rodzaju uściśleniem. Należy jedynie stwierdzić w badanym przypadku istnienie kilku najistotniejszych tradycyjnych polskich cech (pasujących do wzoru), by przewidzieć skutek wszelkich podejmowanych działań.

Zaczęło się całkiem mądrze, ale będzie całkiem prosto. Co łączy tablicę ogłoszeń i wolny rynek? Otóż wiele. Opisywałem jakiś czas temu przypadek kobiety, która rozwiesiła kilka ogłoszeń w miejscach niedozwolonych (bez wiedzy o tym, że są niedozwolone) za co miejscowa straż miejska nałożyła na nią dość wysoką karę. Spotkałem właśnie tę osobę, dzięki czemu poznałem dalszy ciąg jej historii. Zgodnie z zaleceniami straży miejskiej postanowiła rozwieszać swoje anonse na legalnych tablicach ogłoszeń. Któregoś dnia, po przypięciu swojej mizerniutkiej karteczki przysiadła na pobliskiej ławce by odpocząć, gdy do tablicy ogłoszeń podjechał młody człowiek na rowerze z wielkim zszywaczem i – mówiąc delikatnie – zasrał tablicę sporymi jednakowymi reklamami: „Tanie kredyty – gotówka od ręki” (nie muszę oczywiście dodawać, że wszystkie wcześniej pozostawione ogłoszenia zostały dokładnie zasłonięte). Straż miejska nie zareagowała, bo przecież wszystko jest legalnie, prawda? Opowiadająca mi historię kobieta, kolejny raz złamała prawo, gdyż wściekła zerwała część reklam „kredytów” by odsłonić swój anons, szczęśliwie straż miejska jej desperackiego czynu nie widziała.

Ustalenie tego „gdzie i czego nie wolno” idzie stróżom polskiej praworządności idealnie. Jeszcze lepiej idzie ustalenie „ile” za działania nielegalne należy zapłacić. Natomiast miejsca, w których „wolno” stróżów praworządności nie obchodzą w ogóle, tam uczciwcy mogą się powyrzynać. Związek tablicy ogłoszeń z wolnym rynkiem w Polsce jest taki, że tam gdzie „wolno” praktycznie tylko wolno, bo niewiele z tego korzyści a nawet wcale.

tk

Reklamy