PALIKOT DOBRZE KOMBINUJE – TYLKO JAK TO RUSZYĆ?

by romskey

Przypierdalanie w Tuska przez Palikota nie kręci mnie i nie dlatego, że Tuska kocham. PO stała się partią z innej i wcale nie europejskiej rzeczywistości. PO nie wzbudza już moich i nie tylko moich emocji, kojarzy się z rozczarowaniem, naczyniem z dziurawym dnem, pogorzeliskiem, bramą, której spokojne minięcie daje radość płynącą z faktu, że nie wyskoczył z niej i nie zaczął nas ścigać jakiś komornik. Takie miejsca omija się szerokim łukiem a nie krzyczy w ich kierunku, prowokując. Atakowanie Tuska przysporzyło Palikotowi wrogów. Tak już bywa, że ludzie potencjalnie myślący wolą rozmowę z inteligentnym esesmanem niż tępym esesmanem kanalią, nawet gdy globalne skutki obu rozmów są identyczne. Tusk robi wrażenie istoty rozumnej a nawet obytej. Nie na pięści więc z nim, nie na inwektywy. Z takimi ludźmi konkuruje się na innych płaszczyznach. Wizerunkowo walenie w intelektualistę zawsze wygląda fatalnie, nawet gdy bywa słuszne. Mamy zresztą w Polsce speca od chamowatego obsrywania wszelkiego istnienia wokół. Potrzebujemy dublera?

W czym Palikot może konkurować z Tuskiem? Okazuje się, że istnieje taka płaszczyzna, należałoby jedynie obniżyć nieco poziom społecznego szumu wokół formy by skupić się na treści. Doskonale wiem o tym, że Polska nie jest krajem ludzi dialogu, lecz areną zapasów w błocie, dlatego kto głośniejszy, dosadniejszy lub głupszy ma szanse zyskać uwagę stosując się do marketingowych założeń typu: „na tysiąc odbiorców reklamy jeden klient”. Na zachodzie to działa, ale warto dbać o to, by tych 999 pozostałych nie chciało reklamującego zabić.

Kto mnie czyta wie, że duchem najbliżej mi do demokracji. Jestem zwolennikiem demokracji opartej na dwóch filarach – dobrym prawie i szacunku dla obywatela. O ile wykazuję niekiedy brak należytej uwagi pobratymcom, to zasadniczo dzikusom kreującym się obnośnie na cywilizacyjne zaplecze kraju. Jeżeli coś jest demokratyczne – doceniam to, zauważam i to jest ów poziom konkurencji, o której wspomniałem.

Niby nic wielkiego, lecz Palikot zrobił ostatnio coś dobrego. Na swojej stronie internetowej wymienił kiść postulatów, na które można zagłosować. Pozostawiając na boku otoczkę z klimatu fantasy, to sensowny ruch, nie tylko pozwalający ustalić to, co powinno być priorytetem aktywności partyjnej jego ugrupowania, ale także przypominający o tym, że istnieje w Polsce ugrupowanie, któremu jeszcze zależy na byciu „bliżej ludzi”. To ważne, szczególnie w czasach gdy polityczny mentoring i dyktat stały się powszechnie obowiązującą normą. Widząc tego rodzaju inicjatywy, zaczynam zastanawiać się nad dyskusjami o JOW-ach czy referendach, bo przecież tak właśnie powinny działać partie: „daliście nam głosy, współdecydujcie o kierunkach”. Szkoda, jedynie że np. ankieta ukazująca to, że wszyscy Polacy w mniejszym lub większym stopniu zgadzają się z J.Gowinem, zyskuje większy rozgłos i uwagę niż demokracja zaproponowana przez Palikota. No, ale ludzie są ludzie. Gdy spojrzymy na niektóre okładki Faktu czy Superekspresu (wysokonakładowe), to ocena sprawności obywatelskich mózgownic krytycznie zjeżdża w dół. TV człowiek nie wybiera, opłaca pakiet kablówki, ale płacić za lichy papier toaletowy? Skoro obywatele płacą, to znaczy, że potrzebują, skoro potrzebują, to znaczy, że wolą wypełnić czaszki sianem niż poszukać czegoś regenerującego neurony. Wiem, że Palikot nie jest zbyt wyszukaną terapią, ale czasem coś „błyska” i stąd dzisiejszy tekst.

ankieta Palikota

jpalikot
FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA

Reklamy