NIE MA TEGO ZŁEGO? – PROMUJ

by romskey

Bycie działaczem wciąż kojarzy się w naszym kraju źle, ponieważ wszelkie „partyjniactwo” czy „społeczniactwo” przez długie lata nie były powodem dumy. Do tego, będąc aktywistą należy angażować się, chodzić na ryzykowne pochody, płacić składki i ponosić współodpowiedzialność za liderów, którzy podobnie do polityków ulegają różnym – nie zawsze pożądanym – metamorfozom a szczególnie wtedy gdy o dotowaniu organizacji decyduje jakieś politycznie określone samorządowe gremium. Zdecydowanie lepiej i bezpieczniej stać z boku a poparcie wyrażać jedynie w wyborach.

„Polacy nie potrafią się jednoczyć” – ten slogan rozbrzmiewa jak mantra i niestety jest zgodny z prawdą. Przyczyny nie są skomplikowane. Polaków nie tyle jednoczą poglądy co zaufanie do członków danej grupy. To taka partyzancko-plemienna zaszłość, niosąca ze sobą cały bagaż dość uciążliwych stereotypów. Wybijającym się jest np. założenie mówiące o tym, że osoba z podejrzany biogramem nie może powiedzieć czegoś wartościowego a sama obecność takowej rzuca cień na dane towarzystwo. Taki stan rzeczy sprzyja tworzeniu dziesiątków hermetycznych grupek, wyrażających identyczne przekonania a jednocześnie będących w otwartym konflikcie. Dziwiłem się. Dziwiłem się, gdyż jednoczenie wokół idei jest przecież całkowicie odległe od refleksji nad tym, kto je wspiera. Skoro zgadzamy się z jakimiś poglądami, to każdy sprzymierzeniec jest wartością dodaną. Nie musimy znać jego nazwiska, genealogii, grupy krwi czy płciowej preferencji.

Pytanie o to „Jak nakłonić ludzi do samo-organizowania się?” z pominięciem czarów politycznego marketingu – spędzało mi sen z powiek choć nie tylko mnie, bo już J.Kuroń zalecał zakładanie komitetów z dość marnym skutkiem. Odpowiedź pojawiła się niespodziewanie. Wysyp mediów społecznościowych w internecie ukazał ogromne zainteresowanie ludzi tego rodzaju działalnością. Bez zobowiązań, łatwo, wygodnie, sam Facebook kipi od tysięcy, niekiedy dublujących się w programach grup. Sieć okazała się ominąć biurokratyczny ściek, którego zaduch ciąży nad powstawaniem formalnych społecznych inicjatyw. Praktycznie, państwowe przepisy zdają się wciąż zakładać, że każda społeczna zbiorowa aktywność jest przykrywką dla przekrętów lub próbą obalenia systemu.

Los chciał, że politycy poszukujący widzialności lub prywatnych profitów w kilku ostatnich latach dotknęli swoimi pomysłami muru wytrzymałości społecznej. Właściwie skruszyli ten mur. Obecne 30%-owe zainteresowanie polityką, objawiające się m.in spadkiem oglądalności mediów komentujących wydarzenia polityczne, wywołuje wrażenie, że „nie ma już nic dalej”. Partie uznane za siły sprawcze równe postaciom niebiańskim, zaczęły zawodzić. Wierzący w partie naród, zaczął masowo przechodzić na polityczny ateizm popadając w ponure przeświadczenie o tym, że czeka nas już tylko powolny rozkład i zagłada. Jednak nie. Oto, pojawiły się (a może zaczęliśmy je wyraźniej dostrzegać) konkurencyjne wobec polityki skarbczyki naszych przekonań i oczekiwań: niezależne organizacje pozarządowe, fundacje, instytuty i luźne nieformalne grupy obywateli w internecie, będące mniej ryzykowną lokatą ideowego kapitału. Lista plusów jest imponująca. Nie musimy głosować na znane nazwiska, zastanawiać się nad zaufaniem, lecz wspieramy programy lub treściwe hasła. Liczba sympatyków jest stale dostępna i aktualizowana a poparcie nie jest czteroletnim cyrografem jak w przypadku polityki. Wstęp i wystąpienie są wolne, w każdej chwili widząc nieprawidłowości możemy starać się je korygować lub poszukać czegoś bardziej na naszą miarę. Możemy wspierać kilka konkretnych inicjatyw, nie popadając w zadumę nad filozofiami partii będącymi obecnie zapchanymi w imię populistycznych założeń silosami wykluczających się lub odległych poglądów. Nie musimy martwić się o zrozumienie przesłań, gdyż wspierając finansowo i dobrowolnie działalność społecznych inicjatyw stajemy się podmiotem i celem a nie przymusowym sponsorem. Aktualna klęska zaufania do polityki przyczynia się więc, nie apokalipsie, lecz swoistemu demokratycznemu odrodzeniu. Oto znaczenia nabrało nie brane pod uwagę w naszym kraju ogniwo demokracji, ogniwo bez którego „społeczeństwo obywatelskie” jest pojęciem martwym. Czyż „Nie ma tego złego…”? Myślę nawet, że dokona się „samonaprawa” polityki, która zostanie zmuszona wyjść do ludzi i stanąć naprzeciw ich realnym oczekiwaniom niesugerowanym przez media, polityków, bezładnym i krzykliwym, lecz opracowanym przez działających w ramach wolontariatu ekspertom organizacji pozarządowych. Przypartyjne thin-tanki, stanowiące dziś fatalny substytut omawianego elementu (dokonujące analiz pod gotowe tezy zarządów partii), również czeka konieczność samo-przebudowy. Idzie ku lepszemu – polska demokracja może wejść w kolejną fazę rozwoju i tym razem, wszystko zależy wyłącznie od nas. Rozejrzyjcie się.

tt
(graph:deliberacion.org)

P.S.
Znalazłem wczoraj coś dla siebie.
Popieranie dynamicznego i wszechstronnego rozwoju społeczeństwa polskiego, a zwłaszcza działalności społecznej, informacyjnej, kulturalnej, naukowej i oświatowej na rzecz postępu cywilizacyjnego i demokracji w Polsce, czego warunkiem jest świecka, nowoczesna i dostępna dla wszystkich edukacja w której rozum jest ważniejszy niż wiara, oraz poszukiwanie prawdy obiektywnej i szukanie naukowego poglądu na świat w duchu szeroko pojętego humanizmu. Przeciwdziałania w dążeniach kleru do uzyskania instytucjonalnego wpływu na życie społeczne, polityczne i kulturalne.Prowadzenie kampanii społecznej mającej na celu urzeczywistnienie konstytucyjnego zapisu o rozdziale wszelkich związków wyznaniowych od państwa, co przyczynić się ma do istnienia świeckiego, uniwersalnie wykształconego, a tym samym zamożnego społeczeństwa. Niesienie wszelkiej pomocy ludziom dotkniętym problemem wykluczenia społecznego, a w szczególności osobom doświadczającym przejawów dyskryminacji zarówno wskutek niedorozwoju właściwego ustawodawstwa, jak i kulturowych uprzedzeń oraz stereotypów. Udzielanie bezwzględnej pomocy osobom, rodzinom które są przedmiotem niszczącego działania innych osób lub społeczności np. przemocy, szantażu, idoktrynacji. Działanie na rzecz ujawniania i zapobiegania patologiom powstających z różnic kulturowych, wynikających z płci, rasy, pochodzenia etnicznego, światopoglądu, niepełnosprawności, wieku, orientacji seksualnej. Wspieranie społecznych inicjatyw w dążeniu do równouprawnienia osób i grup, zapobiegania ich izolacji, dyskryminacji i ostracyzmu, a w szczególności ochrony praw człowieka jako najważniejszej jednostki społecznej, z wyróżnieniem kobiet i dzieci.
www: http://www.fundacja-asa.pl/
fan-page Facebook: Fundacja AŚA

Reklamy