HODOWLA NARODU

by romskey

Gdy dowiedziałem się o śmiałym projekcie Ministerstwa Finansów mającym umożliwić podglądanie przez organy skarbowe tego co obywatel ma na swoim koncie, gdzie i co przelewa, gdzie się ubezpiecza, itd. zadałem sobie pytanie o to, czyją własnością jest obywatel? Pytanie nie jest w najmniejszym stopniu dziwne, gdyż w taki sposób nie traktuje się ludzi. Pomysł ministerstwa wskazuje na to, że obywatele muszą do kogoś należeć, być jakąś kolonią bezwolnych bakterii hodowanych przez naukowców. Kilka lat temu, przyjmowałem z pewnym zrozumieniem działania J.V.Rostowskiego, skoro rolą ministra finansów jest odnaleźć i opodatkować ostatnią schowaną koszulę obywatela, ale warto pamiętać też o tym, że rolą sejmu jest, by ewentualnie obywatelowi prawo do nieopodatkowanej koszuli zostawić. Gdy pojawia się propozycja „legalizowania” kontrowersyjnych metod śledczych łapię się za głowę. Zaglądanie do kont czy śledzenie transferów można podeprzeć uzasadnionym podejrzeniem np. o to, że obywatel kręci spore lody lub np. wspiera terroryzm, ale ot tak? Kościół chce kontrolować sypialnie a minister finansów szuflady?

Prawdopodobnie koncept nie przejdzie, gdyż trudno spodziewać się by obywatele i ich reprezentanci zaczęli do ministra J.V.R. mówić „tato” i pokornie zgodzili się na to, by ten przeglądał kieszenie kurtek wiszących w przedpokoju. Jednak w samym pomyśle wciąż tkwi pytanie o to kim dla państwa jest obywatel? Mamy wolne media – które robią co chcą, mamy niezależną prokuraturę – która działa jak chce, mamy immunitet poselski – dający spore swobody, nawet banki mają jakąś niezależność. Kiedy u licha przyjdzie czas na wolność obywatela? Dziś obywatel wydaje się być hodowlaną krową, z tym że krową która sama ma się wykarmić by państwo mogło w odpowiednim momencie podejść do niej z pustym wiaderkiem.

cow2 copy

więcej:
Fiskus chce zajrzeć na nasze konta? Powinien udowodnić, że to niezbędne!

Reklamy