KAPITAŁ NIESZCZĘŚCIA

by romskey

Zrozumienie funkcjonowania tzw. „wielkiej polityki” nie jest problemem. Zrozumienie ludzi, którzy ją tworzą może przerastać wyobrażenia i kreatywność średnio a nawet sporo myślącego mieszkańca globu. Jak zarobić na śmieciach, podatkach, surowcach czy budowie infrastruktury – wiemy. Jak zbić kapitał na głodzie, śmierci lub biedzie? – tu, nasze handlowe wyobrażenia czy doświadczenia muszą skapitulować. Przecież na wartościach ujemnych i nieistniejących towarach nie sposób zarobić(!). A jednak. Polityka, media, korporacyjny big-biznes – to trio tryskające genialnymi pomysłami w tej dziedzinie.

Śmierć. Dzięki pracy holenderskiego dziennikarza Renzo Martensa, dowiedziałem się o ciekawym „przeliczniku”, którego przeciętny zjadacz chleba nie zna lub nie dostrzega. Jak myślicie, ile dowolny tabloid zapłaciłby Wam za zdjęcie z wiejskiego wesela, w którym udział biorą osoby powszechnie nieznane? Dokładnie NIC, ale… pod warunkiem. Gdyby w trakcie wesela wybuchła bomba, brutalnie zgwałcono kogoś, ktoś wyciągnął maszynowy karabin i posłał dziesiątki weselników do nieba – wtedy cena zdjęć wzrosłaby, nawet znacznie. Nieszczęście ma swoją cenę? Ma! Jest kapitałem.

Bieda. Tu oddajmy głos profesjonalistom – big-biznesmenom. Widok ludzi biednych a szczególnie umierających z głodu dzieci, budzi nasze współczucie. Bywa, że to współczucie jest hojne. Niewielu z nas zastanawia się nad tym, że pokazywane w mediach tysiące wygłodzonych murzynów z jakiegoś zapomnianego afrykańskiego kraiku to rodziny pracowników i pracownicy zatrudnieni w (naszych) europejskich czy amerykańskich korporacjach. Oczywiście nie pracownicy „zza biurka”. To ludzie, którzy zarabiają 1 dolara przez 30 dni, zasuwając od świtu do nocy, z najtańszą maczetą na plantacji kawy czy innego cenionego u nas dobra. Za dolara trudno przeżyć, ale podwyżki dać murzynom nie można, bo cena czekolady za 1.34 zł wzrosłaby. Do głodujących i umierających należy wysłać pomoc humanitarną, najlepiej z logiem UNICEF czy „Lekarze bez granic”. Skoro korporacja nie musi wydać pieniędzy na dożywanie i opiekę medyczną pracowników i ich rodzin, a jednak taka opieka istnieje – to czy bieda i głód są kapitałem? Są.

Kataklizm i katastrofa. O obłudzie „programów walki z” pisałem nie raz. W tym akapicie mowa o politykach. Weźmy bezrobocie. Wzbudza społeczny niepokój, nie protestujemy gdy nasi wybrankowie decydują zająć się problemem, czyli stworzyć jakiś budżet celowy. Widząc połyskujące nowe budynki urzędów, słysząc o milionie darmowych kursów (uczących tego jak znaleźć pracę w kraju, w którym miejsc pracy nie ma lub zawodów, w których wolne etaty są słodką teorią) czujemy że „coś się dzieje”. Bezrobocie oczywiście nie zanika – jest potrzebne firmom, które z nim walczą i z czego czerpią krociowe zyski. Powódź, trzęsienie ziemi czy klęska urodzaju – nie ma że boli. Czy katastrofy są kapitałem? Są.
(o kapitale politycznym już oszczędzę słów)

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten kapitał pochodzi od nas, „przejętych problemami” ludzi. To my płacimy za zdjęcie nogi urwanej a nie nogi zdrowej, to my wrzucamy do puszek UNICEF czy Caritasu, to nasze podatki zasilają budżety firm d/s fikcyjnego zwalczania problemów. Pieniądze pochodzą od nas a jednak nie decydujemy o ich przeznaczeniu. Czy jesteśmy głupi, skoro nas to nie zajmuje?

Stara marketingowa zasada, mówi o tym, że gdy zakładasz biznes dla wyszukanego, unikalnego klienta to nie pociągniesz długo. Klient inteligentny i obyty nie przynosi dochodu – jego wadą jest głównie to, że wymaga i chce mało płacić. Dochód przynosi idiota kierujący się stadnymi odruchami, moralnością Kalego, modami, ciągłą potrzebą zaleczania setki realnych i urojonych kompleksów, lubiący pokazać sąsiadowi „a mnie stać i dam!”. Idiota unika myślenia. Czy zdjęcie martwej zgwałconej murzynki leżącej przy drodze – jest dla niego wiedzą, informacją? Jeżeli tak to o czym? Raczej już dla patologa sądowego, choć „przeciętny masowy Kowalski” cieszy się tą wiedzą jak dziecko, a nawet wyda złotówkę za gazetę z całym albumem. Przeciętny masowy Kowalski pokryje koszty każdego brudnego biznesu, a dlaczego?

Dlatego że jest przekonany o tym, że na wartościach ujemnych i nieistniejących towarach nie sposób zarobić.
… i choroba trochę go rozumiem.

xer

P.S.
O tym, czyich interesów chronią błękitne hełmy i objęci „akredytacją” kontraktorzy w mundurach, może w innej notce.

Reklamy