BŁOGOSŁAWIONE OLEWSTWO

by romskey

W jakiejś internetowej rozdajni myśli znalazłem coś takiego: „Kiedy włączasz sobie ignora, wszystko zaczyna się układać”. Nie potrafiłem jednoznacznie rozstrzygnąć czy myśl jest słuszna czy nie, choć jakaś część podświadomości wykrzyknęła: „Jakie to celne!”. Nadal nie potrafię odpowiedzieć sobie na zadane pytanie, lecz o dziwo potrafię słuszność racji logicznie wyjaśnić.

Czym jest ignorancja? Ignorancja to po prostu wyparcie z siebie określonego nastawienia względem czegoś. Także oczekiwań. O oczekiwaniach pisałem kilka notek temu, wskazując na to, że przerośnięte oczekiwania przyczyniają się utracie lub utratom motywacji (m.in. wtedy gdy nie osiągamy wyznaczonych celów). Ignorancja jest niejako kolejnym krokiem, w którym odkładamy cele na bok, przez co nie musimy mieć zarówno motywacji jak i nie ryzykujemy ciągłego „napinania się”. Ukazuje się tutaj ciekawy schemat: nie ignorując – chcemy na coś wpływać (wyzwalamy i zużywamy energię), ignorując zaś, wpływ na coś nie ma dla nas znaczenia (jesteśmy „elektrycznie” obojętni). Myśl przedstawiona we wstępie jest więc logicznie uzasadniona, ignorując – energia pozostaje w nas, nie cierpimy na jej deficyty.

Znam ludzi, którzy nie taranują głowami różnych murów, nie walczą, nie zabiegają o nic wyjątkowego, mają swój uporządkowany świat bez wielkich oczekiwań i ich spokój pociąga mnie i zastanawia zarazem. Nie wściekają się choć i ich radość jest stonowana. Posiadają dystans, na każdą burzę mają proste spokojne wytłumaczenie „nic to, nie takie rzeczy się zdarzały”. Niekiedy może to nastawienie uspokajać, niekiedy gasić entuzjazm. Ci „spokojni” ludzie, potrzebują zwykle gdzieś w pobliżu siebie „ludzkich taranów”, którzy poprawią coś w otaczających realiach, zrobią coś, ale sojusze obu „gatunków” przynieść mogą zaskakujący skutek. Ludzki taran zaczyna zastanawiać się „skoro można żyć spokojnie, to po co ja się męczę? A nawet jeżeli coś chciałbym zrealizować, to może udałoby się to zdziałać profesjonalnie, na zimno, bez emocji i tych wszystkich uduchowionych bagaży, które przypinamy sobie do garbów?”.

W gruncie rzeczy obojętność, ignorancja, zaangażowanie – to tylko nastawienia, psyche. Nastawienie nie zmienia niczego – zmiany przynosi praca „na rzecz”, im rzetelniej wykonana, tym dająca lepszy efekt.

Ludzie zaangażowani cierpią na dziwną przypadłość. Lubią czuć adrenalinę, uczestniczyć w czymś, wyróżniać się – nierzadko bardziej zależy im na tym, niż na zapłacie za wykonaną pracę. Nie chcą i uważają że nie potrafią być obojętni, obojętność kroi ich dusze na kawałki, nie uczestnicząc czują się wykluczeni. Idealiści, urodzeni społecznicy. Skomplikowani w relacjach, impulsywni, gorzcy gdy pozbawieni komfortu zewnętrznej akceptacji. Niektórzy z nich szarpią się z rzeczywistością przez całe życie a gdy nie ma powodu do jakiegoś buntu to go sobie znajdą, choćby walcząc z samymi sobą, z własnymi słabościami. Czy to należy leczyć? Skoro potrzebują kogoś/czegoś bronić lub atakować, by czuć że istnieją, to strach pomyśleć o tym co zrobią w spokojnych czasach – będą musieli wroga lub ofiarę znaleźć lub stworzyć. Czy jest dla nich jakieś miejsce?

ignorance_bliss_LRG

Reklamy