POLITYCY! Ruszcie DUPY!

by romskey

Być może zbyt długo oglądam polityczne bajorko, gdyż czytając takie tytuły jak „Czy Tusk boi się SLD?”, „Czy Solidarni uzbierają podpisy?” lub „Nowe dowody w sprawie katastrofy”, dochodzę do wniosku, że polityka to perpetuum mobile. Jeszcze klika lat temu ludzie niecierpliwie wyczekujący zmian, upatrywali w grach przy ulicy Wiejskiej przebiegłych intryg czy forteli, ale i cierpliwość ma swoje granice. Co z efektami? Naprawdę można dość długo spekulować na czym polegały obserwowane niebywale zmyślne posunięcia i opiewać inteligencję graczy, tylko na litość Raczkowskiego czy Mleczki, czemuś to ma służyć (przynajmniej w założeniu).

To co dzieje się przypomina jakąś wyjątkowo upierdliwą – bo ciągnącą się w nieskończoność – naprawę popsutego urządzenia w serwisie. Początkowo, z uwagą i pełną tolerancją wysłuchujemy fachowych tyrad serwisanta – ufamy jego wiedzy i praktyce. Po miesiącu czy dwóch zaczynamy zastanawiać się nad przyczynami zwłoki, wszak podobne naprawy standardowo wykonywano w trzy dni. Serwisant pozostaje niewzruszony i na nasze coraz bardziej uprzykrzone wizyty, telefony i smsy odpowiada grzecznie i z olimpijskim spokojem, że jakiejś śrubki nie przysłano, że model rzadki itd. itp. Zaczynamy się zadręczać: „Może serwisant nas nie lubi?”, „Może coś popsuł jeszcze bardziej i boi się przyznać?” albo „Może nie umie?”. Dziwne, przecież zarobek czeka, zakład nie zarabia na magazynowaniu… Dawniej – zanim nauczyłem się samodzielnie naprawiać różne rzeczy – miałem zwyczaj, przynoszenia do serwisu wraz ze sprzętem ‚kilkopaku’ piwa „na zachętę”. Rechotałem kiedy moja naprawa trwała kilka godzin, gdy w kolejce do tej samej usługi oczekiwały wysokie, długie i szerokie sterty urządzeń. Z polityką nie jest jednak tak łatwo – miałbym zamówić na Wiejską basen piwska? Teraz już nawet nie mam ochoty bo jestem wpieniony. Mógłbym coś zdziałać samodzielnie, tyle że gwarancji dać sobie nie mogę i w razie czego odszkodowania za utracone życie lub zdrowie nie dostanę gdy coś elektryczne jest.

Dlaczego polityczną wydajność mierzy się kilometrami przebytych dróg do elektoratów, liczbą wypowiedzi w sejmie czy ilością stron spłodzonych ustaw, które nawet nie trafiły do prezydium sejmu? Autostrady i inne budowy – owszem ładne, coś się dzieje – ale do diaska, dostać pieniądze z UE i je wydać potrafiłby pośledni samorządowiec. Od polityków oczekiwać należałoby raczej tego byśmy wreszcie nauczyli się sami zarabiać, bo niestety wielkie ochy i achy nad skutecznością negocjacji można traktować z przymrużeniem oka – pewne sumy i tak wpłynęłyby w ramach ustalonych programów – ma kto oddawać. Budżetowe zarabianie w Polsce XXI w. polega na wgniataniu w ziemię ocalałych z fiskalnej pożogi podatników. Nie powstają nowe miejsca pracy i firmy (na zadowalającą skalę) – władza czerpie z tego co jest, bez żadnych hamulców. Dociskanie wydaje się mieć jeden jedyny cel – spełnić warunki uzyskania kolejnych unijnych środków na kolejne inwestycje, które zasilą konta nielicznych speców d/s wszystkiego. Przewidywania co do przyrostu PKB biorą co chwila w łeb, ale co tam, dalejże wycisnąć z ludzi, jak nie akcyzą to innym fotoradarem, czy podatkiem za oddychanie. Zmieni się coś?

Miliony Polaków wyjechały za pracą i chlebem, polskie firmy dają drapaka do Niemiec, lada dzień „emigracja zmywakowa” zmieni się w „emigrację biznesową”. Może to jakiś unijny spisek, może tak to ma wyglądać, z wyspy zielonej mamy zmienić się w wyspę bezludną? Czy nasi fachowcy tego nie widzą? Mało pociesza argument starszych pokoleń mówiący o tym, że za komuny to dopiero było dno. Dno jest wtedy kiedy słyszysz że ‚yes-we-can’, a gdy ruszysz tyłek widzisz, że ktoś jedynie żartował. Zgorzknieć można! – podeptać ludzkie nadzieje gorsze niż obicie pyska. Przywyknąć? Zrobić „polską minę” i machnąć ręką? Dziwić się, że szamańscy spece od „rozwiązań arcy-prostych” zbijają polityczny kapitał. Póki co ludzie jeszcze myślą, ale myślenie może przestać się opłacać.

Politycy, ruszcie dupy!

pol

Reklamy