FABRYKI STRACHU

by romskey

Kilka lat temu, dwie dorosłe osoby, przyjaźniące się od „dziestu” lat, traktujące się praktycznie jak członkowie rodziny, obwieściły sobie zakończenie relacji. Rzecz dokonała się typowo po polsku: „Moja noga więcej tu nie postanie!”. Powód? „Nie ma możliwości, by dalsza znajomość miała sens, skoro druga strona oddała w wyborach głos na PO (2007)”. Miałem nieprzyjemność uczestniczyć w obserwacji rozgoryczenia i zaskoczenia świeżo upieczonej wyborczyni Platformy, więc na miarę sił próbowałem łagodzić sytuację: „Nie ma się co przejmować, emocje jutro opadną, wszystko wróci do normy”. Nie wróciło – po dziś dzień. Przypomniałem sobie podobny przypadek. Dwie siostry (osoby starszej daty), zaniechały wszelkich kontaktów z powodu zmiany wyznania przez jedną z nich. Nie rozmawiały ze sobą, nie odwiedzały się, mówiły o sobie wyłącznie źle.

Życiowe wybory rozsypały moją rodzinę po Polsce i świecie, choć sporadyczne spotkania zawsze oznaczają długie godziny rozmów, dzielenie się sukcesami, porażkami, radością uwiecznianą setkami zdjęć i filmów. Nie pałamy do siebie miłością opiewaną przez „zwolenników silnej rodziny”, jednak ewentualna wrogość wydaje się tak abstrakcyjna, że jestem w stanie o niej myśleć wyłącznie w chwilach takich jak ta. Czy mogłoby nas coś skłócić? Polityka, religia? Spieramy się, owszem, jak nie Korwin to Tusk czy Palikot, ale zawsze nasze myśli ciążą w stronę konsensusu, choćby pt.: „cała polityka to wielkie bagno”. Przyglądając się otaczającemu światu, dochodzę do wniosku, że to poczucie jedności jest zaledwie pozorne, wydaje się mi, że po prostu nikt dotąd nie wpadł na pomysł podziału, który zadziałałby jak zapalnik. Geje, muzułmanie, aborcja, eutanazja, podatki, feministki, lewica, prawica, żydzi, katolicy, Kukliński, Wałęsa… jest tematów trochę i stale przybywa (Jolie choćby). Powiecie, że ryzykowne jest samo myślenie o tym co mogłoby spowodować, że nie odwiedzimy się na własnych pogrzebach, ale próbuję znaleźć odpowiedź na pytanie o to, na czym polega destrukcyjna moc religii i polityki? Skąd pochodzi ich siła będąca w stanie rozbić najtrwalsze spoiwa międzyludzkie?

Kilka dni temu, ktoś z Gości romskey’s bloga zauważył, że w przypadku klęsk żywiołowych czy zbiorowych lęków, Polacy zazwyczaj gnają do kościoła. Wspomniałem w odpowiedzi o zagospodarowaniu obaw poprzez stworzenie „azylu ostatecznego bezpieczeństwa”, dodałem, że tak najprawdopodobniej powstawały religie, które brały na siebie rolę centr objaśniających to, czego nie byli w stanie wyjaśnić najmądrzejsi plemienni racjonaliści. Dlaczego umiera niewinne dziecko? Dlaczego zdarzyło się trzęsienie ziemi czy powódź właśnie tutaj? „Niezbadane są wyroki jego” – to bardzo prosta odpowiedź, którą wystarczyło dać (kolejnym krokiem było pobranie drobnych opłat za zwiększenie zagubionego przez lud bezpieczeństwa – wszak prawdopodobieństwo wystąpienia klęsk dawało spore szanse zbicia fortuny).

Bezpieczeństwo okazuje się kluczowym elementem. Od zarania dziejów władzę tworzyli ludzie obiecujący bezpieczeństwo maluczkim. Władcy polityczni zapewniali bezpieczeństwo w sferze zagrożeń widzialnych a religijni niewidzialnych lub tych wykraczających poza możliwości sprawcze człowieka. Dla umacniania swojej roli niejednokrotnie sami animowali różnorakie kataklizmy wiedząc o tym, że zagrożenia jednoczą i pozwalają osiągać zyski z ‚jedności tych, którzy bezpieczeństwa potrzebują i są gotowi za nie zapłacić’. W najnowszych dziejach pojawił się kolejny gracz, praktycznie rozkładający na łopatki religijną i polityczną konkurencję – media. „Wojna, przemoc i chaos” – w ten sposób można streścić 99% medialnego przekazu. Przywiązani do gazet, telewizorów i monitorów ludzie, bardzo szybko zaczynają rozumieć to, że ich poczucie rodzinnego bezpieczeństwa jest dość kruche. Choć wyglądają za okno i nic niezwykłego nie dzieje się, to przecież „gdzieś tam” ktoś czyha na nas, może nawet za drzwiami naszego mieszkania. Tradycyjne „Marian, idź załatw tą sprawę” przestaje być lekiem, należy szukać kogoś kto jest w stanie poważne problemy poważnie rozwiązać. „Marian” uznawany przez gros lat za ostoję domowego miru i dostatku, staje się nagle elementem upośledzonym, „za krótkim”, a nawet wrogim gdy stwierdzi, że z mediów wypływa zwykłe pierdolenie. Antyterroryści napadli niewinnego emeryta, przestępca pociął na plastry sprzedawczynię w sklepie – każdemu z nas to grozi! Kupujmy drzwi antywłamaniowe, maski p-gaz, pistolety, módlmy się opłacając sowite tacowe i głosujmy na polityków pokojowych chroniąc się przed politykami, którzy chcą rozpętać wojnę i przynieść masową wewnętrzną zagładę.

Technika celowego zaburzania bezpieczeństwa to zwykle budowanie strzelistych tez na ziarnach prawdy. Ziarna potrzebne są po to, by pozbawić wiarygodności potrafiących rachować. Wiele problemów istnieje, choć stosunek ich rzeczywistej skali do skali wzbudzonej paniki budzi wiele znaków zapytania. Dlaczego tak łatwo ulegamy strachowi przed tym czego jeszcze nie widzimy?

Linie podziałów oparte na wzbudzonych lękach, dzielą ludzi i ich rodziny na ulegających lękom i im nieulegających a przynajmniej w skali zagrażającej logicznemu myśleniu. Nieulegający, stają się zagrożeniem dla bezpieczeństwa przerażonych, stają się publicznymi wrogami. Tercet – media, politycy i religie – doskonale bawi się tą sytuacją licząc kokosy, a skutki dla społeczeństwa – wspólnoty obywateli – są opłakane. Czy zwróciliście uwagę na to, że po programie informacyjnym obwieszczającym zarazę, masowe morderstwa czy wojnę domową emitowany jest „Taniec na lodzie” lub kabaret? Czy zauważyliście to, że większości „gigantycznych groźnych problemów” nie rozwiązuje się gdyż przynoszą wyborcze profity? Czy zauważyliście to, że atakowane ze wszech stron kościoły zajmują się odzyskiwaniem majątków choć koniec świata jest bliski? Szkoda, że efektem ubocznym tej karkołomnej „zabawy” stają się zwykli ludzie i ich relacje.

strach


Prawda jest tylko jedna. Dwie osoby starające się poznać prawdę nie dojdą do dwóch różnych wniosków. Siewcy lęków niezwykle rzadko posługują się rzetelnymi, potwierdzonymi analizami. Nie zmierzają do racjonalnego rozpoznania problemu. Wyłuskują z rzeczywistości wyłącznie te fakty, które pasują do kreowanej przez nich wizji realiów (odnajdowane choćby na końcu świata). Z głęboką niechęcią traktują argumenty mogące te wizje podważyć. Nie stronią od kłamstw, manipulacji, są nieprzejednani, zamknięci, zdają się nie zauważać tego, że zamiast prawdy mogącej przynieść rozwiązania ich osiągnięciem stają się panika, pogarda i nienawiść. Ich celem jest zaburzenie poczucia bezpieczeństwa w imię chorych wizji jednoczenia wokół ideologii religijnych czy politycznych. Niejednokrotnie stajemy się nieświadomymi pionkami tej gry. W skomercjalizowanym świecie, coraz trudniej ufać nawet naukowym źródłom i autorytetom, ale zawsze pozostaje widok za oknem. Najlepszy test wiarygodności.

Reklamy