STOP KATOLIZACJI EUROPY

by romskey

Definicji „katolizacji” na próżno szukać w słownikach i encyklopediach, co jednak nie oznacza, że takowa nie istnieje. Katolizacja – to wciskanie ludziom populistycznej ciemnoty, żerowanie „na”, pompowanie i produkcja lęków, mówienie o wszelkich możliwych demonach z wyjątkową dbałością o niewypowiadanie nazwy źródła gdyż słowo „katolicyzm” mogłoby odstraszyć 3/4 zainteresowanych. Czasem naprawdę trudno odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie boją się tego co rzeczywiste, czy kłamstw szerzonych w ramach misji KRK? Kościół mentalnie tkwi w średniowieczu, dlatego stosuje adekwatne techniki promocji – dziwi to, że ludzie wciąż dają się na to nabierać.

Istotą katolizacji, jest wyszukiwanie dowolnych zagrożeń, które należy dla wzmocnienia efektu nieco zakłamać i ukierunkować, po to by zainteresować jak najszerszą publiczność. Szerokie zainteresowanie i poparcie dla idei zwalczania wskazanych problemów, są potrzebne po to, by zdjąć odpowiedzialność z zakutych wyrywnych jełopów, którzy w ramach walki z konkurencją kościoła dokonają różnej maści samosądów, rabunków, gwałtów (bez powszechnej przychylności, trudno byłoby im wypełniać szlachetne dzieła w imię społeczeństwa). Kiedy dane zagrożenie zostaje zwalczone, wyszukane zostaje nowe i tak bez końca. Zagrożenia jednoczą a walka z nimi pozwala tworzyć bohaterów, o których pamięć najlepiej dbać pod kościelnymi sklepieniami, gdzie wyraźniej słychać dźwięk spadających na tacę monet.

Gdyby Hitler zamiast o problemach gospodarczych, zagrożeniu ze strony Żydów, niesprawiedliwości związanej z końcem I wojny światowej, mówił o swoich ambicjach, nie zdobyłby poparcia. W podobny sposób działa katolizacja. Propaganda nie może opierać się na faktach, gdyż te są niewygodne, a raczej mało użyteczne. Użyteczne są instynkty. Człowiek dla połapania się w rzeczywistości, stosuje proste wzory, stereotypy, uogólnienia, dlatego należy mu takowych dostarczyć. Zasada jest dość prosta. Kiedy „walczymy” ze świadkami Jehowy, nie można pozwolić na to, by ktoś powiedział, że zna świadków, którzy są w porządku. Dany ogół należy zohydzić, odczłowieczyć, uczynić zeń potwora, a z każdego sceptyka skroić lewacką szmatę – wszystko za sprawą wyszukania pojedynczych negatywnych przypadków, które mają rzucić cień na całą daną społeczność. Zasadniczo ludzie nie pytają o skalę, nie analizują. Skoro dany „żyd” ukradł to znaczy, że wszyscy „żydzi” kradną.

Kościół nie lubi konkurencji. Uważa – tak jak swojego czasu Jarek Kaczyński – że obsranie wszystkiego wokół sprawi iż on sam będzie urodziwszy. Może z wadami, ale przy całym otaczającym bagnie i tak wyjdzie na plus. Okazuje się, że działa rzecz średnio. Produkcja wrogów zewnętrznych i wrogów wewnętrznych była dobra w poprzedniej epoce, gdy w dobie internetu należy wieścić jej koniec. Po prostu, zbyt łatwo sprawdzić wiarygodność szerzonych komunikatów. Kłopot w tym, że niektóre problemy pod które podczepia się kościół istnieją, tyle że dzika katolizacja gotowa jest je strywializować, wywołując masową ignorancję a to nie musi mieć pozytywnych skutków. Jak dbać o to, by problemy rozumnie rozwiązywać a jednocześnie nie dać się wciągnąć w tryby maszynerii spod znaku krzyża? To proste. Należy po prostu sprawdzać źródła.

Jest kryzys, spada zaufanie do władz (na władz nieudolnych własną prośbę), zmniejsza się poczucie bezpieczeństwa obywateli. Kościół nie przepuści takiej okazji. Kryzys jest złotym okresem dla populistów obiecujących gruszki na wierzbie. Swoich postulatów nie są w stanie spełnić (choć łatwo się w nie wierzy) jednak władza jest w zasięgu ich rąk. Nie wierzmy więc w to co jest zbyt proste aby było prawdziwe. Lęk, kłamstwo i nienawiść nie naprawiły jak dotąd żadnego problemu, dawały za to władzę tym, których rządów nie całkiem sobie życzylibyśmy. Myślmy.

Reklamy