LONDYN – krew – religia

by romskey

Człowieka cywilizowanego przeraża człek prymitywny, który nie przestrzega reguł, nie myśli, jest nieobliczalny. Strach przed dziczą jest pozostałością dziejów, wiąże się z atawistycznym lękiem przed drapieżcą czyhającym na nasze żywota. Przez miliony lat ewolucji nauczyliśmy się odpowiadać na zagrożenia: zamierać w bezruchu, maskować, uciekać, wdrapywać na drzewa i wreszcie podejmować obronę poprzez walkę. Nauczyliśmy się tego, że nasze emocjonalne nastawienie do drapieżnika nie ma najmniejszego znaczenia, gdyż przy osobistym spotkaniu i tak nas unicestwi łącznie z naszą plakietką „Animal Front” czy „Greenpeace”. Zrozumieliśmy, że znaczenie ma postawa. Kiedy na atak odpowiemy kamieniami, krzykiem i przywdzianiem groźnych masek, możemy drapieżnika spłoszyć a nawet uśmiercić. Oczywiście nie rozwiązujemy w ten sposób problemu, gdyż usuwamy z naszej przestrzeni zaledwie pojedyncze osobniki. Nasze działanie jest doraźne. Ten czy inny drapieżca wróci, choć zaczeka aż ułożymy się do snu – on również uczy się.

Walcząc z zagrożeniami wyeliminowaliśmy wiele gatunków. Jedne wykluczyliśmy całkowicie, inne sprowadziliśmy do parteru egzystencji. Największym problemem okazał się jednak drugi człowiek, który swoim postępowaniem niejednokrotnie udowodnił nam to, że dzielą go lata świetlne do statusu cywilizowanej istoty. Nie sposób go odróżnić w tłumie. Wygląda potencjalnie tak samo. Nie chronią nas nawet te stereotypy, które oparto na wiarygodnych przesłankach. Człowieczego drapieżcę rozpoznamy dopiero wówczas gdy ukaże swoje prawdziwe oblicze. Gdy zaatakuje.
Czy powinniśmy czekać?

Analizując akty terroru uświadamiamy sobie to, że jesteśmy całkowicie bezbronni. Nie potrafimy reagować. Jedyną nowością pośród naturalnych odruchów bezwarunkowych stało się sięganie po komórkę i kręcenie filmów do You Tube. Sfilmowane zdarzenia potrafią znacząco podsycić powszechny niepokój, choć nadal nie dają nam recepty na to jak walczyć i bronić się. Wystraszeni domagamy się od polityków przepędzenia niebezpiecznych intruzów lecz politycy milczą lub mówią o marginalnych przypadkach czy niewygodnym prawie. Czy powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce? Po zamachach z 9/11 taki projekt brzmi mało przekonująco. Nie istnieje sposób na przetrwanie w wieżowcu, w który uderza samolot. Jeżeli walka z terroryzmem ma przynieść jakikolwiek skutek, to oprócz tworzenia nowych form ewakuacji czy procedur na lotniskach, uwaga antyterrorystów musi skupić się także na problemie przyczyn. Czy przyczyną jest lub może być obca kultura lub religia?

Jednostki dopuszczające się najgroźniejszych przestępstw zdecydowanie rzadko są upośledzone lub działają w ramach recydywy. Kontrolowanie recydywistów czy osób chorych, chroni nas jedynie przed ponownym popełnieniem przez nie tych samych czynów. Wpływ tej pieczy na statystyki jest znikomy. Sprawcami najgroźniejszych przestępstw stają się najczęściej osoby, których nikt o to nie podejrzewa, a cechą dla nich charakterystyczną jest to, że zatraca się w nich umiejętność właściwej kwalifikacji własnego działania. Czy wiecie o tym, że większość pedofilów i kazirodców uważa, że molestowała nieletnich z miłości? W podobny sposób swoje działania uzasadniają fanatycy religijni i polityczni. W ich umysłach płonie poczucie wypełniania wielkiej szlachetnej misji nawet gdy dopuszczają się najbardziej odrażających zbrodni. Rzadko stosowana specjalistyczna terapia pomagała uzmysłowić im to, że ich czyny nie miały najmniejszego związku z bogiem, miłością czy służbą ojczyźnie. Co ciekawe, pedofile kończący leczenie, zapytani o to, co podpowiedzieliby rodzicom, którzy chcieliby lepiej chronić pociechy, twierdzili: – „Słuchajcie swoich dzieci, gdyż to co wam mówią o tym, że coś niedobrego dzieje się w ich sypialniach może być prawdą”. Co powiedzieliby nam terroryści? Prawdopodobnie coś bardzo podobnego, choć nie chcemy ich o to pytać, słuchać czy ewentualnie im wierzyć.

Fanatyk podporządkowuje wiarę swojej wizji rzeczywistości, nie wypełnia jej zaleceń, sam dokonuje interpretacji. Uświęca sam siebie na własnych zasadach. Fanatyk gotów jest przeciwstawić się przywódcom religijnym – co obserwowaliśmy zresztą na Krakowskim Przedmieściu kiedy duchownym zarzucono herezję i odprawiano pod ich adresem egzorcyzmy. Boston, Londyn, Utoya są dziełami fanatyków. Postępowanie sprawców pozbawione było fundamentalnej logiki, która charakteryzuje operacje grup zorganizowanych. Dokonując zamachów mogli uśmiercić i być może uśmiercili przedstawicieli własnych wyznań (nie popiera tego żadna religia), mogli uśmiercić członków własnych rodzin, sprzymierzeńców i sympatyków.
Jeszcze poważniejsze zagrożenie od nich stwarzają fanatyczni duchowni i politycy, którzy oddziałują na większe grupy społeczne. Czy możemy powstrzymać ich oddziaływanie? Delegalizacja m.in. Ku Klux Klanu nie rozwiązała problemu. Ruch rozproszył się, przeszedł do wojny partyzanckiej. Taki sam byłby finał delegalizacji religii czy groźnych poglądów politycznych. Nadzieja tkwi w ludziach, którzy zrozumieją jak wielkie spustoszenie w ich głowach może uczynić zbyt głębokie oddanie filozofiom o wątpliwym pochodzeniu. Oby tych ludzi przybywało.

break copy

31 maja 2013 – pojawia się artykuł: http://fakty.interia.pl/swiat/news-fanatycy-religijni-beda-leczeni-w-szpitalach-psychiatrycznyc,nId,976404

Advertisements