CO Z TYM STRAJKIEM?

by romskey

Dziś trochę aktualności, bo i spór o przywództwo strajku zahacza o paranoję. Niestety, kiedy o swoje udziały w torcie upominali się Gwiazda czy Walentynowicz, było jasne że naburmuszone ego tych ludzi woła o pomstę do koryta. Kiedy jednak bierze się za coś podobnego Krzywonos czy Borusewicz, to ustalenie cui bono staje się trudniejsze. Wałęsa poza polityką, Borusewicz szybuje, Krzywonos gdzieś na poboczu choć widzialna. Znudził się Wałęsa czy co? Dziwi mnie przede wszystkim to, że im więcej czasu upływa, tym łatwiej niosą się prawdy potencjalnie demaskatorskie. Dziesięć lat temu tylko Kaczyńskim mogło coś podobnego do łbów strzelić, ale widać taka już norma historyczna. Za 50 lat Wałęsa objawi się nam pedofilem albo agentem Stasi.

Nie mam ze swojego pisania żadnego zysku, więc mogę pisać prawdę. Odchylenia religijne Wałęsy zawsze były mi nie w smak, nie w smak było mi to, że JPII pojednał Polaków (skumulował uwagę społeczeństwa wokół jednego centrum strajkowego), nie w smak jest mi 100 współczesnych durnowatych wypowiedzi Lecha, ale nie przeczę faktom. Godzę się z nimi. Dla większości Polaków Wałęsa i Solidarność były synonimami. Wybór na prezydenta był ukoronowaniem działalności, której niemal nikt nie kwestionował i był tym samym co dla szpiega Zacharskiego objęcie dyrektorskiego fotela Pewexu. Oczywiście, gdzieś w tyle głowy pali się mi dioda z tabliczką „uwaga! kolejna medialna piana”, no ale coś chyba jest na rzeczy. Ludzi to rusza.

Ledwie pisałem o „twarzy kampanii” i dzień kolejny przynosi przykład pasujący do sprawy jak puzzle. Właściwie nie wiem, czy chodzi o sam strajk w stoczni, czy w ogóle o strajk powszechny, jednak sceptycy roli Wałęsy nie rozumieją czegoś. Dotychczas każda skuteczna rewolta, przewrót, bunt, musiały mieć wodza, symbol, ikonę. Bez tego ani rusz a Wałęsa tym dla strajku był. Czy był marionetką? Jeżeli już, to marionetką, która szarpała od dołu za sznurki. Słychać gdzieś głosy, że gdyby Wałęsa dostał ‚co chciał’ to żadnej krajowej rebelii nie byłoby, gdyż chciał jedynie podwyżek płac. Wielka Rebelia wedle „nowych” źródeł powstała gdzieś w tle i bez wielkiego zakulisowego planowania byłyby z niej nici. Takie dyrdymały można opowiadać licząc na to, że słuchają tego durnie. Przemiany były tak chaotyczne i szybkie, że sam fakt ich zaistnienia zakrawa na cud. Właściwie dla toku wydarzeń najwięcej zrobili komuniści, którzy określali z kim chcą rozmawiać, z kim pertraktować, kogo internować a kogo zostawić w spokoju na szkodę Polski przyszłą. Komuna oddała władzę na korzystnych dla siebie warunkach, choć zarówno naród jak i strajkowa góra nie przewidywały takiego efektu. Nikt po prostu nie wierzył w to, że komuna może runąć czy poddać się – chodziło wszak o 21 postulatów a nie zmianę systemu. Przejęcie władzy było wielkim cyrkiem. Kancelaria nowo wybranego Prezydenta błagała ambasadę USA o ściągawki na temat tego co w ogóle ma robić prezydent.

Wydaje się, że ma miejsce taki typowy polski efekt. „Kilku” siedzi z tyłu czy na emigracji bo trzęsie dupą, choć czasem kanapkę komuś przyniosą, czasem coś napiszą w gazetce, coś tam knują, w każdym razie uważają, że odgrywają wielką rolę. Potem takie osoby czują się niedocenione, oszukane, mówią o swoim wielkim poświęceniu, zaangażowaniu i wkładzie w budowę nowej rzeczywistości, tyle że mało kto ten wkład na oczy oprócz nich widział. Można mieć żal do Wałęsy że pił wódkę a nie kazał się bohatersko rozstrzelać (co niewątpliwie zrobiłyby Kaczyńskie), ale nie ma co giąć pały. Może to wszystko to tylko medialny event, sensacyjka. Szkoda gadać.

solidarnosc2 copy

Advertisements