ŚMIERĆ KULTURY

by romskey

Zdarza się nam wszystkim dość lekko mówić o zagrożeniach dla kultury europejskiej, o upadku zasad, o rozmemłaniu zachodniej cywilizacji. Doskonale wiemy czym jest kultura, dlatego nie jesteśmy w stanie przyjąć do wiadomości tego, że ona umarła. Śmierć kultury polega na tym, że staje się abstrakcyjnym punktem odniesienia a nie przedmiotem używania.

Okrawki kultury zgnietliśmy grą pozorów, degradując ją do kilku grzecznościowych odzywek, formy mów oficjalnych i kilku mało zrozumiałych narodowo-świątecznych rytuałów. Pogrzebaliśmy ją w wojnie o pochodzenie kultury, o jej tożsamość. Stworzyliśmy formy kultury alternatywnej, która choć mieni się „kulturą” to wywołuje chęć ukradkowego rzygnięcia. Na co dzień, obywamy się bez niej. Wiedziemy swoje żywota od wypłaty do wypłaty i kulturę mamy w dupie. Etyka, moralność, prawo? Wolne żarty. Gdy tylko nadarzy się sposobność wybierzemy najkrótszą drogę. Oficjalnie w tłumie owszem, lubimy pomachać flagą, oburzyć się na niegodziwość, obryzgać otoczenie swoją wrażliwą empatią, ale w domu, w pracy… to wszystko staje się fikcją. Czym właściwie jest kultura? Patriotyzmem? Ideą lewej strony? Strojem, modą? Judeo-chrześcijanizmem? Narodowizmem? Kosmopolityzmem? Rasą uświęcającą wszelkie działania? Wolnością nieskrępowaną?

Z kulturą mamy podobny problem co z definicją głupoty. Doskonale identyfikujemy zachowania głupie, ale gdy przyjdzie nam opisać czym jest głupota, to pojawią się schody. Ulizany srebrnowłosy starzec, w gajer odziany, krasomówca, przemawiający sprzed ściany książek czy flag, uchodzi za osobę kulturalną, elitę. Nawet gdy kłamie. Kultura ma spory związek z religiami, w których konieczne było stworzenie za jednym razem bożka i boga. Bożek musiał być namacalny, z brodą, na tronie skoro włada i złoty skoro mądry. Bożka stworzono dla tych, którzy nie byli w stanie pojąć „bóstwa abstrakcyjnego”, „źródła etyki, wszechmocy, wieczności i stworzenia”. Religie popadały w kryzysy, gdyż nierzadko samozwańczy duchowni, sami przywdziewali szatki bogów, ulegali chciwości, zboczeniom, napasali swe żałosne mózgi widokiem posiadanej władzy nad naiwnym ciemnym ludem. Wiara sprowadzona do wymiaru show napędzanego żądzą władzy i zysku, wcześniej czy później napotka na problem „przesady”. Któregoś dnia, show obracał się przeciwko wierze, lud tracił zaufanie, choć nie zaczynał wierzyć w „bóstwo abstrakcyjne”. Musiał dostać kolejnego namacalnego cielca.

To nie sztandary narodowe, krzyże czy dzieła starożytnych filozofów dawały nam bezpieczeństwo, siłę, jedność, nie one przynosiły wolność. Przetrwanie zapewniały nam przyjaźń, braterstwo, poświęcenie za wspólną sprawę. Czy potrafimy sięgnąć do tych źródeł?

ecul

Advertisements