KLATKA CELEBRYTY

by romskey

W naszym kraju, większość głośnych spraw bardzo szybko nabiera politycznego znaczenia, gdyż tam gdzie kumuluje się ludzka uwaga, tam natychmiast musi pojawić się polityk, który wyrazi swoją opinię „na temat” a konkretnie opowie o tym co jego wyborcy chcą usłyszeć o działaniu jego partii. Szybkość reakcji ma tu duże znaczenie, dlatego politycy podłączający się do wagoników medialnej kolejki są mniej lub bardziej przygotowani.

Jolie. Piecha. Być może odsądzicie mnie od czci i wiary, ale w pierwszym odruchu po ukazaniu się sensacyjnej wiadomości również pomyślałem o „evencie”. Moja wiedza o A.J. jest dość nikła. Lara Croft (bohaterka niezbyt ambitnego filmu), małżeństwo z Bradem Pittem, adopcja. Nie pamiętam żadnego (oprócz „Tomb Raider”) filmu z jej udziałem. Twarz i nazwisko są mi znane dzięki tabloidom rozpatrującym jakość lakieru na paznokciach podczas wielkiej gali. Jeżeli w gęstwinie arcy-istotnych newsów dnia, pojawia się nazwisko Jolie, to ja zwyczajowo takie newsy pomijam, poznając najwyżej lead. Tym razem zainteresowałem się, przeczytałem „zajawkę”, gdyż kto jak kto, ale gdy (subiektywnie) symbol seksu dokonuje tak kontrowersyjnego zabiegu – to jest jakieś novum. Pierwszy raz zetknąłem się z wiedzą o tym, że w ten sposób można walczyć z rakiem, dlatego pomyślałem o promocji jakiegoś nowego zabiegu, który należy nagłośnić dzięki znanej osobie, by zachęcić ludzi do wydania tysięcy dolarów. Profit dla gwiazdy w postaci chwilowego rozgłosu również wziąłem pod uwagę. W sumie, rzecz uznałem za mało dla mnie istotną i zapomniałbym o niej gdyby nie to, że niedługo potem w całej Polsce rozpętały się igrzyska „na temat”. Pomyślałem wówczas: „Kiedy świat zajmuje się piersiami A.Jolie – to znaczy, że kryzysu nie ma”.

Jako pierwsze, polskie inteligenckie media opiniotwórcze dokonały zmasowanego ataku na „niedouczoną” prawicę, odbierając jej aktywistom prawo do posiadania wszelkich cech ludzkich. Siedziałem cicho, gdyż czułem, że również obrywam. „Ale czy chodzi o słowo „event”?” – to pytanie drążyło mój umysł. Do mediów prawicowych nie sięgam od dawna, nie widzę najmniejszego powodu i prawdopodobnie częściej zaglądam do Pudelka niż Niezależnej (czyli statystycznie wcale), więc nie dane mi było poznać opinii, które stały się przedmiotem batalii. Kiedy jednak usłyszałem argument sugerujący to, że akcja A.Jolie miała zwrócić uwagę Polaków na to, że tego rodzaju zabiegi są w Polsce refundowane, poczułem małe zgrzytanie w części mózgu odpowiedzialnej za logikę. Kiedy usłyszałem to, że A.Jolie to wspaniała aktorka i bardzo dobra osoba przypomniała się mi ocena Pasikowskiego po nakręceniu Pokłosia. Kiedy usłyszałem, że forma zwrócenia uwagi na poważny problem była jak najbardziej właściwa i tylko plebejusze tego nie pojmują, zacząłem się irytować.

Szukając kompromisu między własnym odbiorem a kreowaną linią oceny, zrzuciłem winę na tabloidowy przekaz. Kiedy G.W.Bush czy R.Reagan mówili otwarcie o swoich intymnych zdrowotnych problemach, a wirtualne schematy schorzeń prezentowały największe media wiedziałem, że jest w tym działaniu zasadny dydaktyzm. Głowy największego mocarstwa udowodniały milionom ludzi na świecie, że wizyta u specjalisty nie jest żadnym wstydem. Gdyby o swojej operacji piersi wspomniała Michelle Obama – kontekst byłby równie jasny i poważny. W przypadku A.J. to nie zagrało. Klatką celebrytów jest to, że ich sława wynika w znacznym stopniu z ich kontrowersyjnych wyczynów mających przysporzyć im widzialności. Jeżeli na 100 „sensacyjnych” informacji, pojawia się jedna, społecznie ważna – chcąc nie chcąc – większość ludzi ulegnie utrwalonemu wcześniej stereotypowi. Celebryta musi liczyć się z tym, że to co ważne może zniknąć pod tumanami wzbitego przezeń kurzu. Nie chcę tu spekulować, czy w silnej reakcji społeczeństwa główną rolę odgrywa zawiść i kompleksy czy może oburzenie pt. „co z tego co robi XYZ ze swoim ABC?”. Nie wiem czy celebryci próbują swoją prospołeczną działalnością łagodzić poczucie własnej próżności czy może chcą podkreślać to, że nie są pustymi w środku plastykowymi laleczkami. Pewne jest to, że wokół każdej sprawy której podejmą się służyć będzie gorąco. Czy celebryci powinni zajmować się kreowaniem istotnych problemów biorąc pod uwagę ryzyko przewidywalnego odbioru? Czy opłaca się to im i sprawom, które wspierają? Znamy ogromną liczbę zdarzeń, w których udział celebryty przyciągał uwagę mediów, ale rozbijał całkowicie kontekst zdarzenia. Odbiorcy mówili o tym kto był na paradzie, nie specjalnie zajmując się tym co niesiono na transparentach. „Bycie twarzą kampanii” – to poważna sprawa i odpowiedzialny wybór. Zbyt często w naszej medialnej rzeczywistości dobrą opinię „dorabia się” po fakcie, gdy lata temu, pracowano nad nią latami „przed”.

Koniec końców, nie wiem czy treść przekazu odniesie pożądany przez aktorkę skutek, lecz na pewno wsparł to co w Polsce udaje się niezwykle łatwo i często. Chciałoby się powiedzieć: „Panie premierze, Polaków nie dzieli tylko Smoleńsk, Polaków podzielić może nawet Angelina Jolie a już na pewno rak piersi.

ccc

Reklamy