BEZROBOCIE – czy jest nas za dużo?

by romskey

Jak długo można na to nabierać się? – to pytanie dopadło mnie w trakcie oglądania materiałów o kampanii wyborczej Tea Party. Jeden z wyborców zapytany o propozycje republikanów dotyczące walki z bezrobociem, jednym tchem wyrecytował kiść znanych również w Polsce formułek: „Kto tworzy miejsca pracy jak nie korporacje? Kto stworzy miejsca pracy jak nie bogaci?”. Nie przeczę, oddając głos na Platformę Obywatelską w roku 2007 korzystałem z podobnego argumentu. Znałem sytuację polskich firm i proponowane ze strony politycznych przeciwników rozdawnictwo przerażało mnie. Brak doświadczenia amatorów przedsiębiorczości był w moim odczuciu poważną przeszkodą. Po zwycięstwie PO, boom gospodarczy jednak nie nastąpił. Nie obniżono podatków, składek, nie zlikwidowano w wyraźnym stopniu biurokracji, temat „szarej strefy” pozostał w szarej strefie. Pojawiło się za to kilka zagranicznych koncernów, w urzędach pracy przybyło nowych urządzeń sfinansowanych przez UE, wzrosła liczba proponowanych bezrobotnym kursów. Bezrobocie rosło a „wszystkiemu winny jest kryzys” – to hasło pojawia się do dziś.

Polityczna ekonomia nie jest zbyt skomplikowana. Jeżeli powstaje poważny budżet (np. unijny) na realizację np. programu zwalczania bezrobocia, to ambicją zainteresowanych realizacją jest ów budżet przejąć a już niekoniecznie problem rozwiązać. Administracje państw tworzą urzędy i urzędnicze etaty a korporacje miejsca pracy (w idei). Środki rozchodzą się po kościach, zaś polepszenie sytuacji pozostaje wciąż przedmiotem gorących sporów. Dlaczego? Dlatego, że zaoferowane przez korporacje warunki pracy uwłaczają ludzkiej inteligencji a urzędnicza pomoc może być jedynie źródłem żartów. Warto jednak podkreślić, że celowego budżetu nie można rozdać małym firmom, gdyż godziłoby to w założenia uczciwej konkurencji. Co robić?

UE przejęła się bezrobociem młodych i postanowiła w latach 2014-2020 przekazać 6 mld euro na ten cel. Wszystkie frakcje w PE zajęły się intensywnym tworzeniem programów, których efektywności można spodziewać się po przeszłych doświadczeniach. Mam przed oczami obraz polskiego kibola siedzącego z piwem na osiedlowej ławeczce, który jest celem tej mobilizacji. Jego zapatrywania na życie nie są wielkie. Mieć na piwo, może gdzieś dwa razy łopatą ruszyć. Oczywiście, w głębi duszy, kibol chciałby być szefem wielkiej firmy, mieć kilka domów, kilka samochodów i fakt, najlepiej gdyby to spadło z nieba, ale to mrzonka. Za godziwe pieniądze pójdzie do jakiejś roboty.

Kłopot w tym, że godziwych pieniędzy nikt mu nie zaoferuje, bo lepiej za taką godziwą gażę opłacić 100 Bangladeszańczyków, którzy wykonają 100 razy więcej i 100 razy szybciej. Dla kibola w tym układzie miejsca nie ma. Rynek podstawowych dóbr wypełnił się. Rynek tworzą dziś zbytki, zależne od mód i pomysłowości producentów. Wiele z tych zbytków wytwarza się tylko po to, by dawać pracę w ramach opisanego wcześniej budżetowego wsparcia, produkty muszą być nietrwałe, aby dla ochrony miejsc pracy produkcja nie zatrzymywała się. Czy jest nas za dużo? Za dużo o owego kibola? Kibol nie jest żartem i wyjątkiem. Pracy nie ma dla tysięcy absolwentów nierynkowych kierunków (zresztą, czy są rynkowe?). Ta tragedia dotyczy całej Europy. Likwidacja zatrudnienia w szarej strefie i powrót emigrantów wywołałby w Polsce katastrofę.

Istnieją dwie teorie ekonomiczne na rozwiązanie tego problemu. Pomijają programy służące jedynie władzy i „faryzeuszom”. Pierwsza mówi o rozpętaniu jakiejś wojny, w celu dokonania małej selekcji naturalnej i zwiększenia zatrudnienia w zbrojeniówce. Druga polega na totalnym odizolowaniu władzy od rynku pod hasłem „daj sobie pracę i wykarm się sam”. Czas liberałów? A może trzecia opcja: komunistów?
Jest nas za dużo i za długo żyjemy ale uśmiechnijcie się.

kielce

Advertisements