WOLNA MARIHUANA

by romskey

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że nadużycia seksualne wobec nieletnich, nie zawsze są traktowane przez „poszkodowanych” w kategorii krzywdzenia. Dochodzi do naruszenia granicy cielesności, dziecko doskonale czuje to, że dzieje się coś nieprawidłowego, jednak gdy dochodzi do zatrzymania, policjanci mogą i nierzadko zostają wprawieni w osłupienie. Na ich słowa „Uwolniliśmy cię wreszcie niewinna istoto z sideł zła, twój oprawca nigdy cię już nie skrzywdzi i na długie lata trafi za kraty” – mogą usłyszeć: „Trochę mi go szkoda, bo zawsze był dla mnie dobry”. Zamiast poczucia spełniania szlachetnej społecznej misji i wyrwania bezbronnej ofiary z sideł zwyrodniałego zbrodniarza, policjant otrzymuje destrukcyjny dylemat-pytanie o to czyjej właściwie sprawie służy, czy jest właściwym narzędziem?

Bardzo rzadko silimy się na odróżnienie przymusowej prostytucji od tej, o uprawianiu której decyzja jest całkowicie samodzielna. Karać! Rzadko słysząc o pedofilii staramy się dostrzec różnicę między seksualną przemocą (gwałtem) a jej brakiem. Ten matriks trwa, gdyż tzw. moralność społeczna jest wyjątkowo bagnistą przestrzenią. Kultura osadzona mentalnie w prostym jak drut dekalogu, nie sprzyja rozumieniu istnienia setek paragrafów w kodeksie karnym. Czy dekalog jest dla ludzi? Wybaczcie, ale psa również można nauczyć 10-ciu prostych praw, tylko nie należy się potem dziwić gdy w obronie domu przed obcymi pogryzie listonosza lub hydraulika. Od człowieka wymagamy więcej. Przede wszystkim by zastanawiał się nad tym co robi.

Myślenie jest dla wielu bolesnym doświadczeniem. „Czy jest pani za legalizacją marihuany?”. „Kategorycznie nie! Nie miałam kontaktu, ale to bardzo szkodliwy narkotyk, nie wolno go wprowadzić do obiegu!”. Zgoda, nie musimy znać się na wszystkim, używki szkodzą, jesteśmy na nie. Odwróćmy jednak sytuację: „Czy gdyby znalazła pani w szufladzie biurka syna czarną lufkę i foliowy pakiet, zadzwoniłaby pani po oddział szturmowy CBŚ i wystąpiła w procesie w roli oskarżyciela posiłkowego? Czy zależy pani na tym, by pani dziecko trafiło w ręce wytatuowanego personelu za murami w celu zdobycia potrzebnego życiowego doświadczenia i stosunku do niezdrowych substancji?”.

Kuriozalne jest to, że większość rodziców, którzy stwierdzają istnienie problemu narkotykowego udaje się do najbliższego ośrodka terapeutycznego. Skąd więc dysonans między publicznie wyrażonym „bezwzględnie karać!” a jednocześnie, zupełnie inna postawa w przypadku bardziej osobistym? Otóż nie odróżniamy – tak jak w opisanych we wstępie sytuacjach – spożycia od przestępczości narkotykowej (bardzo szerokiego pojęcia zresztą). Nie karzemy przecież ludzi za picie piwa ale za jazdę pod wpływem. Nie karzemy ludzi za picie wódki na weselu ale za uszkodzenie współ-weselników strażackim toporkiem po jednym głębszym za dużo. Jeżeli nie dochodzi do społecznej szkody opisanej w kodeksie karnym, to nie ma przestępstwa, choć część przepisów tej logice przeczy.

Potraktowanie z pełną powagą obaw związanych ze szkodami psychicznymi lub wzrostem liczby uzależnień, nie przekona nas do tego, że zakład karny jest adekwatnym środkiem profilaktycznym, wychowawczym czy terapeutycznym. Niestety, mrzonką populistów jest to, że organy państwa mogą ustawami i surowym prawem uzdrawiać społeczeństwo. Wprowadzenie religii do szkół nie wywołało fali masowych nawróceń i wzrostu uczciwości, wprost przeciwnie, z każdym dniem kościół traci nie tylko wiernych ale i wszelki autorytet, choć nie ulega wątpliwości, że sporo na swym ustawowo błogosławionym działaniu zarobił (zarabia).

Profilaktykę uzależnień sprowadzono w naszym kraju do najprostszej z możliwych form. KARAĆ I ZAMYKAĆ! Efekt jest podobny do sytuacji, w której dziecko podczas zabawy w chowanego zasłania sobie oczy dłońmi i uważa, że jest niewidzialne. Nie potrafię ocenić na ile widok dresa pijącego piwo pod zieleniakiem może wpłynąć na wzrost spożycia alkoholu przez szkolną młodzież, ale zgodnie z „ustawą o przeciwdziałaniu” dresy powoli znikają – piją teraz przy własnych dzieciach we własnych domach, gdzie państwo ma niewiele do powiedzenia. Ku uciesze pobożnych staruszek i populistycznych polityków, zdyscyplinowani przez państwo agresywni ochleje sprzed sklepów monopolowych nabyli możliwość budowania miłej rodzinnej atmosfery. To Iran. W Teheranie władza dba o czystość i koraniczność ulic, gdy w piwnicach lud pędzi bimber a nocami urządza domówki. Można i tak.

Jak mantrę należy powtarzać to, że kryminalizacja kolejnych grup społecznych, których działanie nie zawiera elementu umyślnego szkodzenia współobywatelom czy państwu jest haniebne i śmieszne a skutki dla ogółu tragiczne. Ocena szkodzenia samym sobie jest subiektywna gdyż każdy spożywający posiada własny przelicznik „korzyści”, ale może nadszedł czas, by profilaktykę powierzyć specjalistom a nie strażnikom więziennym? Narkotyki nie znikną z polskich ulic do póki będzie istniał na nie popyt. Surowe prawo wpływa na wzrost cen czarnorynkowych, wzrost przemocy związanej z egzekwowaniem długów i ryzykiem, eksperymentowanie z nowymi substancjami, wpływa na nasilenie lęków związanych z konsumpcją a co najistotniejsze – zjawisko trwa w podziemiu, przez co wszelka z nim walka jest walką z cieniem. Rolą państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom i tu odróżnienie „kogo (i czy w ogóle) leczyć a kogo zamknąć” ma fundamentalne znaczenie.

guardian
(fot: guardian.co)

Reklamy