Magia uprzedzeń

by romskey

„Reputacja jest wszystkim w naszym fachu. A twoja… wydziedziczony wyrzutku, się wyczerpała. Naprawdę myślałeś, że nie sprawdzimy kogo przyjmujemy pod dach? Sam Mackerras napisał, cytuję: „Jego nieprzyzwoite kontakty ze zboczeńcami i sodomitami… były na porządku dziennym w jego krótkiej, niesławnej karierze w Caiusie. Schowajcie srebra”. Ostrzegam, wyjedź bez mojego pozwolenia, a cały muzyczny świat dowie się o Frobisherze degeneracie. A wtedy, nawet jeśli stworzysz arcydzieło… Nikt o nim nie usłyszy, bo nikt nie będzie chciał mieć z tobą nic do czynienia”.
„Atlas Chmur” (2012)

„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” – mówi znane porzekadło. Jednak cnota cnotą ale opinia o człowieku jest opinią o człowieku. Rzeczywiście, przyjmując określone (np. negatywne) nastawienie do osoby nie ocenimy obiektywnie jej dokonań czy zalet charakteru, ba! możemy nawet nie mieć ochoty na dokonanie takich ocen. Powiecie że to nic nowego, jednak gdy zastanowimy się nad źródłami, w oparciu o które budujemy swoje opinie o innych, możemy poczuć niepokój. Charakterystyczną cechą uprzedzeń i właściwie tym co je odróżnia od większości stereotypów jest to, że nie są racjonalne, a więc nie są umocowane w rzetelnie zorganizowanych faktach czy osobistych doświadczeniach. Polegamy na zaufanych źródłach, nie zdając sobie często sprawy z tego, że jesteśmy manipulowani. Cel tej manipulacji jest przygnębiający: „Obrzucanie błotem” (słuszne czy niesłuszne) nie służy tyle stwierdzaniu prawdy, fałszu czy propagandzie, lecz zamykaniu naszych umysłów na racje „pobrudzonych”.

Osoba, z którą rozmawiałem o uprzedzeniach, przekonywała mnie, że mówię o rzeczach znanych i „każdy z nas ma swój rozum, który potrafi”. Czy rzeczywiście? Dowodów wokół brak. Gdy interlokutorka powołała się na psychologiczne pismo „Charaktery”, poczułem pokusę. Oto nagle, mogłem samodzielnie i z potrzeby chwili zbudować uprzedzenie by zwiększyć siłę swoich argumentów i zachwiać zaufaniem rozmówczyni do wymienionego źródła. Zawahałem się, gdyż nie chciałem naruszać obserwowanego imponującego szacunku, ale chęć odwetu okazała się silniejsza. „Psycholog Tomasz Witkowski” – zacząłem – „napisał stek kłamstw i fantazji na temat nowej psychoterapii. Podpisał się fikcyjnymi żeńskimi personaliami a jego tekst trafił do druku”. Zapadła chwila milczenia, dostrzegłem zmieszanie. Nie poczułem tryumfu widząc, że „wyszarpnąłem komuś dywanik spod stóp”. „A gdybym skłamał?”. W imię prawdy wyjaśniłem, że sam prowokator stwierdził, że od tamtej pory teksty są lepiej sprawdzane, jednak widziałem, że wyjęta przeze mnie cegiełka z fortecy zaufania nie wróciła na swoje miejsce. Zasiałem trwałą wątpliwość i już nigdy „Charaktery” nie staną się dla rozmówczyni źródłem całkowicie wiarygodnym.
Warte podkreślenia jest to, że doskonale czułem konsekwencje wyjawienia tej prawdy i mogę stwierdzić, że nie istnieje nieświadome tworzenie uprzedzeń. Zdawałem sobie sprawę z tego, że wyrządzam świństwo gdyż wspomniany prowokacyjny tekst, mógł być jedynym w historii czasopisma a przecież „każdemu może przytrafić się pomyłka”. Jednak natura ludzka działa inaczej. Raz zachwianego mitu nie uda się przywrócić pierwotnej pozycji. Nasz umysł zada pytanie „ile przypadków było podobnych?” nawet gdy oficjalnie solennie temu rozumowaniu zaprzeczymy. Jak to możliwe, że na ziarnie prawdy można zbudować tak destrukcyjny skutek? To już wielka tajemnica naszej natury. Przerażająca jest prostota wykonania.

Genealogia Komorowskiego, Kaczyńskiego, Palikota, Millera, „papy” Franciszka… – wokół toczy się prawdziwa wojna. Dziwimy się temu, że zmiany w Polsce zachodzą wolno, gdy przedmiotem publicznej debaty jest w gruncie rzeczy konflikt dziesiątków emitowanych przez różne źródła uprzedzeń a nie burza mózgów „na temat”. Przygnębia to jak łatwo uprzedzenia budować i jak łatwo stajemy się trybikami tej maszyny.

Temat trudno zamknąć, jednak pomyślmy o tych, do których czujemy odrazę i których zdanie mamy w nosie a potem zastanówmy się czy wiedza, na której ów wstręt zbudowaliśmy pochodzi z poważnej analizy i naszych osobistych doświadczeń czy jedynie z „zaufanych źródeł”? A gdyby podważyć wiarygodność każdego z tych źródeł, czy nie okaże się, że odrzucaliśmy racje wyłącznie z powodu potencjalnie uszkodzonej reputacji głosicieli a nie treści? Bądźmy otwarci, nawet gdy ostrożności nigdy za wiele. Walczmy ze stereotypami, gdyż tuż po nich czekają uprzedzenia, za uprzedzeniami czai się dyskryminacja a po niej prześladowania – w lżejszych przypadkach przegrane wybory. Myślmy samodzielnie i najlepiej róbmy to głośno.

Dla zainteresowanych tematem małe opracowanie na temat szerszego kontekstu: Stereotypy i uprzedzenia

Rumor

Advertisements