Nie mamy szczęścia do bohaterów

by romskey

Czy państwo jest opresyjne skoro skazuje lub uniewinnia skandalistów? W obliczu medialnych spektakli, których rzekomym celem jest wywołanie zmian w prawie chciałoby się powiedzieć: „Tak, dyskusja jest potrzebna, ale nie w oparciu o te przypadki”. Nergal, Nieznalska, Doda, Kora, Frycz a nawet CBA/B.Sawicka.

Zdecydowanie łatwiej jest gdy „ofiara systemu” jest postacią nieskazitelną i wywołuje powszechne współczucie. W takich sytuacjach nie byłby nawet potrzebny spór czy debata skoro błąd prawa widzieliby wszyscy. Gdy przypadek jest patologiczny, rodzi się pytanie „Czy mamy do czynienia z winowajcą czy męczennikiem?”. Po ogłoszeniu wyroku nie jesteśmy do końca pewni czy uniewinniono winnego, czy może skazano ofiarę? Nasza potrzeba i poczucie sprawiedliwości nie zostają zaspokojone.

O wielu prawnych absurdach dowiadujemy się w atmosferze szoku. Rzadko używane przepisy śpią sobie spokojnie w kodeksach gdy nagle następuje ich raptowne przebudzenie. „Obraza uczuć religijnych???” – co za bzdura! Przecież stwierdzenie „nie wierzę w boga” może kogoś obrazić! Jednak już po chwili zaczynamy zastanawiać się nad tym, czy w nagłośnionym przypadku urażono uczucia religijne czy może doszło do profanacji? Zadajemy sobie pytanie o to czy mieliśmy do czynienia ze sztuką – której należy się taryfa ulgowa – czy zwyczajnym chamstwem? Wreszcie dociekamy czy w danym czynie istniał jakiś głębszy moralny podtekst czy chodziło jedynie o show? Zależnie od ideologicznych sympatii opowiadamy się po jednej ze stron, grzebiąc praktycznie możliwość zdroworozsądkowego rozwiązania problemu, a więc zważenia „za” i „przeciw”, uporządkowania i sklasyfikowania nierzadko odrębnych elementów.

Polskie prawo stworzono na przekór fatalnym przepisom systemu totalitarnego PRL. Idea była prosta: „Oby nigdy więcej nie skazywano i nie prześladowano opozycjonistów, oby nigdy nie zakazano nam mówić tego co myślimy”. W wyniku przekształceń powstało prawo, które potencjalnie zezwoliło na wszelką działalność opozycyjną i mówienie wszystkiego. Dość szybko zauważono, że liberalne i humanistyczne przepisy nie pozwalają zwalczać organizacji neonazistowskich i wielu podobnych groźnych dla demokracji problemów . Znaleźliśmy się w punkcie, w którym należałoby uświadomić sobie to, że społeczne inicjatywy nie muszą być zawsze moralne. W związku z tym, jakie kroki naprawcze należy podjąć? Co zrobić z wolnościami, które należałoby ograniczyć mając świadomość, że doprowadzi to wielu ludzi do furii?

O ile postulatami wolności można bardzo łatwo zyskać przychylność tłumu – o czym wspomniał Gustaw Le Bon w „Psychologii tłumu”, o tyle propozycjami jej ograniczania można równie prosto uczynić tłum swoim przeciwnikiem. Tłum nie przyjmie inteligentnych wyjaśnień i argumentów. Oczekuje emocjonalnych, powtarzanych, prostych i wyrazistych komunikatów. To właśnie z natury tłumu wynika konieczność eksponowania „trupów-ofiar” dla uzmysłowienia szkodliwości danego przepisu czy podważenia opiekuńczej roli władzy. Kłopot w tym, że eksponowane ostatnimi czasy trupy przewracają żywo oczami zaciekawione rozwojem wypadków.
Nie mamy szczęścia do bohaterów.

dead

Reklamy