BUNT STADIONÓW

by romskey

Miałem zaszczyt obejrzeć film, którego wartość poznawczą porównałbym do przysychającego łajna za budką TRAFO: „Bunt stadionów” – coś jak „Solidarni 2010” czy „Anatomia upadku”. Warto o istnieniu filmu wspomnieć, gdyż nie wszyscy wiedzą o tym, że kibole to nie tylko zadyma, ale i ogromna działalność charytatywna, patriotyczna, religijna oraz polityczna. Zadyma to dzieło „mediów aksjomatycznych”, które widzą tylko widowiskową i politycznie poprawną mroczną stronę kibolstwa a przecież: kibole chodzą do kościoła modlić się (mają nawet swojego kapłana d/s kibolstwa biegającego w kościele w szaliku reprezentacji). Kibole pamiętają o historii Polski, jeżdżą na Ukrainę na cmentarz lwowski, na swoich wielkich stadionowych prezentacjach przypominają o żołnierzach wyklętych, odliczają czas do powieszenia Jaruzelskiego, wspominają Smoleńsk. Biorą czynny udział w aktualnej polityce, wyrażając zdanie młodego pokolenia na temat skurwiałego rządu, jebania pedałów czy stosunku do Che Guevary. Jakby tego było mało wspomagają domy dziecka i w ogóle puchną od ogromu przeprowadzanych akcji charytatywnych. Polacy nawet nie wiedzą o tym, że „ruch kibicowski” jest bardzo podobny do dawnej Solidarności. Jest bowiem jedyną prawdziwie niezależną organizacją społeczną przewodzoną co jakiś czas przez ludzi pokroju Staruchowicza (bardziej Gwiazdy niż Wałęsy), których to osób współczesne służby z dupy racji czepiają się. O tym wszystkim jest ten film a komentujący dzieło ludzie, przeczuwają że prawda o kibicach nie trafi rychło do mainstreamu. Prawdy nikt nie kocha.

Gdzieś w połowie megaprodukcji zacząłem zastanawiać się: Ok, wierzę Wam, „głupi żem był” – ale co to ma do kurwy nędzy wspólnego z kibicowaniem? Jakoś w moim niepoukładanym czerepie utarło się, że kibice kibicują, więc nie widzę najmniejszego powodu, by działalność „pozasportową” łączyć z działalnością dla kibiców typową. Wspieranie domu dziecka jest tak samo związane ze sportem jak flekowanie kamerzystek. Co ma Jaruzel do Lecha Poznań? Dlaczego mam wybierać i myśleć o kibicach, że „ch..je są bandyci” albo że to anioły działalności społecznej? Kibice kibicują. Gdy robią coś obok, to już prywatnie, nie jako kibice.
Tak, tak. Oczywiście nie rozumiem tego, że bycie kibicem to rodzaj religii, to coś więcej niż zwykłe zajęcie, to sposób życia, podkultura, sposób istnienia. Być kibicem to wierzyć w klub jak w matkę, ojca, boga, historię czy wszystko to co święte. Być kibicem to coś jak grypsować w puszce, jak być katolikiem który nawraca, to być islamskim fanatykiem. Bycie kibicem to mieć powód by żyć, czuć się częścią bractwa, mieć godność i honor przez system zdeptane, móc zostać bohaterem, mieć dumę, być.

Akurat dzień wcześniej (reżimowo – aksjomatyczna) TVN24 doniosła o rozbiciu przez CBŚ gangu kibiców Cracovii. Wstąpienie do tego zrzeszenia wymagało „przeciągnięcia nożem” kogoś wskazanego przez gang. U aresztowanych znaleziono maczety, tasaki, granat i inne przybory oddziaływania. Znaleziono 100 tys zł i 2,5 kg. amfetaminy. Nie pamiętam już wszystkich dóbr zagrabionych przez policję, ale zapamiętałem zdanie jednego ze śledczych: „W trakcie rozpracowywania gangu zwróciliśmy uwagę na to, że gdy chodziło o interesy to odmienne (wrogie) barwy klubowe nie były przeszkodą”. Ha! – błysnąłem – to tak jak z PiS, PO i SLD. Oficjalnie na noże, ale gdy trzeba opowiedzieć się za marszałkowskimi premiami, to słychać śpiew jednego chóru. Czy biznes jest więc kosmopolityczny, łączący ludzi jak przekonywał M.Friedman? No chyba.

Po kilku minutach kolejna nirwana: Przecież ta amfetamina i extasy nie służą do wytrucia obcych klubów. Oprócz zrzutki na cmentarz lwowski, stadionowy baner, paczkę dla prześladowanego politycznie Staruchowicza, dom dziecka i tacowe na Jasnej Górze, znajdzie się i na biznes „okoliczny”. Całkiem dochodowy – 100 tys. – nieźle, można do hurtowni jechać. Czyli ludziom na trybunach trzeba dać jakieś opium, religię, wiarę, patriotyczne pierdoły konieczne do uzasadnienia płacenia, a kibolski zarząd zadba o kibicowskie tacowe jak o swoje. To nawet lepiej niż w polityce, bo bez faktur i skarbnika z długopisem, aż dziw, że Rostowski jeszcze sportem się nie zainteresował.

Kibice są jak zwaśnione plemiona przed Mieszkiem I, gdy biznes, religia i patriotyzm – mogą połączyć je ponad podziałami. Łączyć warto bo interes jest – podziały dla interesów są złe. Czy kibicowskiego kapłana obchodzi to czy płaci mu Legia lub Widzew? Klubowy diler ma w nosie różnice w kolorze szalików. Podobnie obrona Staruchowicza z Legii przez Rymanowskiego czy Kempę nie ma niczego wspólnego z wyrażeniem nienawiści do Arki Gdynia: „Wszyscy kibice są nasi” a przecież to zmierza do tego, że ustawki mogą się skończyć i skąd dziewczyny będą wiedziały, który ma dobre geny?

Jak bardzo to politykę przypomina… kluby-partie, idee-barwy, pod skórą biznesy ponad podziałami… i my kibole.

 

P.S.
Mam sojuszników – Angoli. Nie opowiadają o cudach na kiju. Robią filmy o tym jak jest. Chcącym zajrzeć za kulisy kibolskiej sceny polecam poniższe arcydzieło z 10/10 gwiazdek za autentyzm. W polskiej wersji „Zawód gangster”, w angielskiej „Rise of the footsoldier”. Rocznik 2007 ale zupełnie nieprzeterminowany. Jak z ostrego chłopaka kibola, przez bramkarza w klubie (nocnym) stać się gangsterem a na koniec zostać spokojnym kolesiem z ciekawą historią. Warto obejrzeć. To nie „aksjomatyczny wytwór TVN24 i Gazety WYborczej”. To nie wyskrobek gazetopolski. Po prostu dobre kino.
(Aż dziw bierze, że w naszej rzeczywistości więcej prawdy zawierają filmy fabularne niż dokumentalne).

 

gangster

 

Reklamy