Sąd nad CBA

by romskey

Pisowski impet w uzdrawianiu kraju za czasów IVRP nie był dla mnie nowością. Obserwując pierwotne „zbrojenia” CBA było mi do śmiechu. Kominiarki, pistolety maszynowe, agresywna kampania promująca strach. Nie potrafiłem zrozumieć w czym to ma pomóc? Środki adekwatne do walki z gangami w Rio de Janeiro wydawały się mało efektywne w starciu ze zjawiskiem ukrytym, cichym, nienarażającym życia lub zdrowia obywateli i wymagającym od nich bardziej uczciwości niż stojącego nad ich głowami siejącego grozę strażnika. Czy chodziło tylko o wrażenie i efekt psychologiczny? Konserwatywna IVRP lubowała się we wzbudzaniu strachu. Nie zgadzałem się z tym ale i nie bałem się. Nie planowałem korumpowania nikogo i bycia korumpowanym. Nawet gdyby łapówkarzy ścigały istoty bardziej przerażające niż „antyterroryści Kamińskiego” – czułbym się bezpieczny. Działalność CBA uważałem za zwykły cyrk organizowany pod publikę, gdyż korupcji w Polsce nie ubywało i nie przybywało – przynajmniej w medialnym przekazie.

Historia korupcji w Polsce jest powikłana. W większości przypadków, korupcja służyła uniknięciu kary, wojska czy groźby niezaliczenia szkolnych egzaminów. W ogromnej części, korupcja obniżała wygórowane koszty formalnego postępowania, w związku z czym, przyjmujący łapówki traktowani byli jako „ludzie z sercem” rozumiejący troski i problemy obywateli. Przepisy niedostosowane do możliwości materialnych społeczeństwa, biurokracja, psujące ‚bografie’ sprawy w sądach – kto miał do tego głowę? Banknot włożony w prawo jazdy przy kontroli na drodze rozwiązywał wiele przyszłych problemów.

Korupcja (łac. corruptio – zepsucie) – nadużycie stanowiska publicznego w celu uzyskania prywatnych korzyści. (Wikipedia)

Zjawisko korupcji umyka definicjom, choć określenie bardziej ogólnych jej ram jest możliwe. Tam gdzie pracownik budżetówki posiada władzę i wpływy (np. możliwość interpretacji przepisów), tam może pojawić się korupcja. Wykrywanie korupcji jest o tyle trudne, że obie strony procederu osiągają korzyść, co oznacza, że w przypadku braku poszkodowanego trudno liczyć na zgłoszenie zaistnienia sytuacji organom ścigania. Jednak czy rzeczywiście nie ma poszkodowanych? Skutki korupcji nie dotykają jednostek lecz całych społeczeństw. Korumpujący i osoba korumpowana mogą narazić w jednej chwili dziesiątki tysięcy osób na niewielkie straty choć zdecydowanie dotkliwe dla ogółu. Trudno uniknąć skojarzenia, że na tego rodzaju „mikro-grabieżach” wzrastają współcześnie potężne fortuny, monopole, oligopole, kwitnie nepotyzm, kolesiostwo, kliki, pogłębia się rozwarstwienie społeczne, o których szkodliwości nie trzeba chyba pisać.

Obronę naszego wspólnotowego bezpieczeństwa i interesu powierzamy państwu. Zakładanie, że wybierani przez nas politycy i ludzie przez nich mianowani stanowią etyczną elitę narodu jest mrzonką – rzeczywistość bardzo szybko wyrywie nas z takiego przekonania. Urzędnicy państwowi którym ufamy, nie muszą być animatorami zjawisk korupcyjnych, jednak ich władza i wpływy przyciągną tych, którzy za ich sprawą będą chcieli osiągać korzyści, które nie leżą w naszym interesie. Rok rocznie dochodzi od dziesiątków przypadków korupcji w obszarze zamówień publicznych i sprzedaży nieruchomości Skarbu Państwa. Dotacje unijne w bliżej nieokreślonej części w wyniku korupcji nie trafiają do miejsc przeznaczenia. Korupcja lub jej jaśniejsza odmiana ‚lobbying’ mają wpływ na kształt prawa. Korumpowani są prawnicy. Czy nie mamy powodów do niepokoju?

Czy obawa urzędników o to, że jeden na stu stojących do nich w kolejce biznesmenów będzie agentem policji – nie zadziała dyscyplinująco? Czy samo zagrożenie jako straszak spełni swoją rolę? Jak zapewne domyślacie się, nawiązuję tu do sprawy B.S. gdyż wielu Polakom umknęło to, że działania CBA nie były wymierzone w prywatną osobę lecz polityka posiadającego wpływy lub określone kontakty z wpływowymi osobami. To w Polsce obywatele traktowani są jak złodzieje gdy nad urzędnikami administracji państwowej (w taki sposób nas traktujących) rozpościera się parasole ochronne. Kontekst moralności metod śledczych będzie zawsze przedmiotem dyskusji, ale czy już wcześniej nie wylaliśmy dziecka z kąpielą, przyczyniając się do tego, że na prawa człowieka powołuje się dziś każdy schwytany bandyta a policja ma w wielu przypadkach związane ręce? B.S. okazała się słabym ogniwem i daleki jestem od tego, że należałoby ją za jej chwiejność moralną powiesić, tym bardziej że wykorzystano ludzką słabość. Pamiętajmy jednak o tym, że korupcja z wcześniejszym buziakiem, może stać się od chwili wydania wyroku przez Sąd Apelacyjny dozwolona.

W dyskusji o uprawnieniach organów policyjnych, znamiennym jest przypadek rozbicia gangu kibiców Cracovii przez CBŚ. Przystąpienie do gangu wiązało się z egzaminem polegającym na „przeciągnięciu nożem” ofiary wyznaczonej przez gang co oznacza, że infiltracja poprzez przeniknięcie do takiego środowiska była, jest i będzie dla policji niemożliwa. Brak dowodów przestępstwa nakazuje traktować bandytów jak czcigodnych obywateli. Na jakiej podstawie wszcząć wobec nich czynności operacyjne? Jak w imię bezpieczeństwa obywateli zapobiegać działalności gangu? Wspominam ten przypadek aby uzmysłowić nam, że same środowiska przestępcze tworzą wystarczająco poważne przeszkody by obywatele dokładali do tych ograniczeń także swoje. Oczywiście nie stawiam tu znaku równości między przestępczością zorganizowaną a nadużywaniem stanowisk do czerpania osobistych korzyści, ale zauważmy, że większość Polaków nie korumpuje nikogo – po prostu nie mamy na to środków, nie wiemy jak to się robi i do kogo należy się udać. Środowiska w których dochodzi do korupcji są również hermetyczne. Czy niezależność polityczna prokuratury (charakter anglosaski) uczyniła ją lepszą? Być może niezależność polityczna CBA byłaby krokiem ku naprawie i przywróceniu właściwej roli tej służby? Współcześnie CBA jest instrumentem nadzorowanym przez Prezesa Rady Ministrów a więc stare porządki wciąż mogą wrócić.

 

cba

 


P.S.
Nadal mnie nie ma, ale jeżeli macie ochotę, komentujcie.

Reklamy