GRUBA SPRAWA – CBA, Sawicka, państwo

by romskey

2 października 2007 Beata Sawicka zostaje usunięta z PO. Grzegorz Schetyna mówi wówczas: „Nie przesądzamy o winie posłanki Sawickiej, ale informacje, które pozyskaliśmy, były wystarczające do podjęcia takich decyzji”. Lider opozycyjnej PO Donald Tusk wyraża podobną opinię: „Osoba, która nie jest w stanie wyjaśnić, w jaki sposób znalazła się w takiej sytuacji, nie może być ani chwili dłużej w Platformie”. Po głośnym procesie, 16 maja 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazuje B.S. na 4 lata więzienia, 40 tys. zł grzywny i pozbawienie praw publicznych na 4 lata za łapownictwo i płatną protekcję. Zarzut łapownictwa dotyczy przyjęcia 100 tys.zł w dwóch ratach (pierwsza: 50 tys. zł. na ławce w parku sejmowym 8 września 2007 > film CBA< oraz  kolejna  w jednym z hoteli 1/2 października 2007 r. kiedy to nastąpiło zatrzymanie B.S). W obu przypadkach pieniądze na kampanię wyborczą posłanki wręczane były w zamian za przyszłą pomoc w ustawieniu przetargu na sprzedaż nieruchomości na Helu. „Tak mi się wydaje, że 100 tysięcy, a może 150. Wszystko zależy od tego, jaka kampania będzie” – ustalała wcześniej B.S. w rozmowie z agentem CBA. Agent zastrzegł, że nie można przelać tych pieniędzy bezpośrednio na konto bankowe, co B.S. skwitowała: „Przynosi się w torbie i nic więcej”. 20 listopada 2007 B.S. przelewa 50 tys. zł które otrzymała od CBA na konto poznańskiej Prokuratury Krajowej. Gazeta Wyborcza 21 listopada 2007 pisze „Sawicka oddała łapówkę”.

Wielkie łowy CBA

Istotne w wyjaśnianiu okoliczności sprawy, można uznać zeznania dyrektora zarządu operacyjno-śledczego CBA, któremu prokurator zarzucił złamanie tajemnicy państwowej. Były dyrektor w trakcie trwającego procesu B.S. (5 maja 2011) wyjaśnił powód pojawiania się agentów CBA na kursie rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, w którego trakcie B.S. poznała agenta „Tomka”. Wg. jego słów, agent „Tomek” „legendował” się – czyli budował fałszywą tożsamość, konieczną do wykonywania zadań. B.S. miała stać się jednym z „kontaktów referencyjnych”, czyli takim, na który agenci mogliby powoływać się lub wykorzystywać w innych operacjach. Z zeznań b. dyrektora wynika, że B.S. nie była kluczową postacią w akcji CBA. Biuro w operacji „Słonecznik” zarzucało sieć na szerszy krąg ludzi. O jakich ludzi chodziło? Agenci sugerowali B.S. organizowanie spotkań m.in. z Julią Piterą, Markiem Biernackim czy Jarosławem Wałęsą (wszyscy z PO). Podczas spotkań, które doszły do skutku padały podejrzane propozycje. Większość (m.in. J.Wałęsa) nie uległa prowokacji, choć nie wszyscy wzięci na celownik zachowali podobną powściągliwość.

Dlaczego zatrzymano B.S. skoro była postacią dla CBA użyteczną, a więc mogła stanowić klucz do innych prowokacji? Można domniemywać, że zbliżały się wybory a CBA nie będąc w stanie skompromitować nikogo z wysokiego szczebla PO, postanowiło zadowolić się nagłośnieniem sprawy „wciągniętej” w działania operacyjne mało znanej działaczki kandydującej do senatu. Analiza tego wątku może stanowić ważną przesłankę w formułowaniu zarzutu upolitycznienia działań CBA (stosowania politycznego klucza w wyborze wszczynanych śledztw) .

„Kryształowa akcja” w świetle prawa

W celu rozwijania metod walki z przestępczością i skuteczności działań policji, w noweli ustawy o Policji, Urzędu Ochrony Państwa i Straży Granicznej (Dz. U. Nr 104, poz. 515) wprowadzono zapisy zezwalające na zakup kontrolowany oraz przyjęcie lub wręczenie korzyści majątkowej (łapówka kontrolowana). Zmiana ta miała zwolnić z odpowiedzialności funkcjonariuszy, którzy sięgając po tzw. prowokację złamaliby prawo. Dla jasności: Prowokatorem jest osoba, która namawia inną osobę do popełnienia czynu zabronionego wyłącznie po to, by wszcząć przeciwko tej osobie postępowanie karne. Podżegaczem jest osoba, która namawia inną osobę by ta popełniła przestępstwo. Powszechnie stosowane pojęcie „prowokacja policyjna” jest nieprawidłowe, gdyż policja w ramach czynności operacyjnych nie narusza prawa lecz działa zgodnie z nim. Przepis art. 144a ustawy o Policji stanowi, że nie popełnia przestępstwa podmiot uprawniony, który wykonuje czynności określone w art. 19a ust. 1 i 2 i 19b ust. 1 cytowanej ustawy. .

W ustawie o policji, nie wymieniono szczegółowo jakie przesłanki mają przesądzić o wszczęciu procedury kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej. W pouczeniu wydanym przez policję można znaleźć jedynie zastrzeżenie o treści „wiarygodne a nie jakiekolwiek” (podejrzenie). Oznacza to, że może to być donos, plotka (ze źródeł uznanych za wiarygodne) jak również celowe wrabianie (o czym szeregowi funkcjonariusze nie muszą wiedzieć). Wg. prok. Maćkowiaka jedną z przesłanek do wszczęcia dochodzenia CBA (rozpracowywania B.S.) była oferta załatwienia egzaminów w kursie rad nadzorczych złożona przez B.Sawicką nieujawnionej osobie w hotelu Sheraton.

W kontekście sprawy B.S. należy podkreślić to, że agent (rozpracowujący) lub osoba upoważniona do kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej nie może w trakcie czynności operacyjnych przekroczyć m.in. „granicy intymności” a więc nie może posunąć się do kontaktu seksualnego. Agent „Tomek” nie przekroczył tej bariery i warto zwrócić uwagę na to, że poprzeczka wyznaczona przez prawo, znajduje się nieco niżej niż ta, którą wyznaczyła oburzona część część społeczeństwa sugerująca, że samo uwodzenie jest działaniem niedopuszczalnym. Dyskusja nad tym zagadnieniem jest utrudniona, gdyż agent chcąc wzbudzić zaufanie rozpracowywanej osoby musi użyć takich środków jak przyjaźń, adorowanie. Jaka jest granica pomiędzy użyciem tych „narzędzi” a celowym „uwodzeniem”? Na to pytanie odpowiedzi nie znamy.

Akcja CBA, której celem było postawienie przed sądem znaczących osobistości, musiała być przeprowadzona z wysoką precyzją i w gruncie rzeczy taką wydaje się od strony technicznej. O rozmachu przedsięwzięcia świadczy m.in. to, że w celu uwiarygodnienia zagranicznej firmy, której szefem miał być agent CBA, zwrócono się o pomoc do FBI, która prośbę strony polskiej spełniła. Agent FBI odegrać miał nawet rolę w jednym z epizodów śledztwa. Z uwagi na niejawność wielu technicznych szczegółów operacji , rozwinięcie tego wątku nie jest na tym etapie możliwe.

Niejawność wielu danych śledztwa pociąga za sobą negatywny skutek. Obrona B.S. zyskuje zdecydowanie większe pole manewru / oddziaływania na opinię publiczną niż związane tajemnicą służby i instytucje. Wyjaśnienia B.S. bardzo emocjonalne i przypadkowe, okazują się precyzyjnie ukierunkowanymi próbami podważenia kluczowych dowodów przeciwko niej.

Sedno sedn – WINA i KARA

Celem niniejszego tekstu nie jest skazanie B.S. jako osoby prywatnej a nawet jako polityka od którego wymagamy wyjątkowo sztywnego kręgosłupa moralnego. Staramy się rozstrzygnąć m.in. kwestie kompetencji służb, ram procedur, nadużyć. Gdyby przyjąć, że rozkochiwanie polityków (urzędników państwowych) rozgrzesza ich z przyjmowania korzyści majątkowych, trudno byłoby myśleć o przyszłości. Nawet gdy miłość czyni niepoczytalnym, to być może osobom zakochanym należałoby odbierać prawa jazdy. Kolejna kwestia: dowód pozyskany nielegalnie pozostaje dowodem a sąd może jedynie odmówić jego uznania (przypadek taki – w prawie amerykańskim – może przesądzić o umorzeniu sprawy lub odmówieniu wszczęcia procesu, choć obowiązuje u nas prawo polskie). Podważanie sporządzonych przez agentów nagrań audio i video dokumentujących rozmowy i sam fakt wręczenia korzyści jest kuriozalne a tego w istocie dokonał sąd apelacyjny ogłaszając wyrok „uniewinnienie od zarzutu korupcji”.

W przypadku B.S. a może i całej operacji „Słonecznik” kontrowersje powinien wzbudzać etap „rozpracowywania”. Ustalenie jakie osoby  znalazły się na celowniku CBA jest bardzo istotne, gdyż istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że CBA zostało wykorzystane jako narzędzie walki politycznej a nie instytucja działająca zgodnie z wyznaczonymi jej obowiązkami.

Do uczciwego procesu CBA prawdopodobnie nie dojdzie, gdyż w sieci operacji złapało się kilka ryb, których upublicznione dane mogłyby wywołać nieprzewidywalne skutki.

Smutne jest również to, że w Polsce nie sposób trzymać się zasady „niekwestionowania wyroków sądów (zwyczaj amerykański). Wyrok o treści „Uniewinnienie od zarzutu korupcji” po surowym wyroku niższej instancji 16 maja 2012 r. skazującym B.S. na 4 lata więzienia, 40 tys. zł grzywny i pozbawienie praw publicznych na 4 lata za łapownictwo i płatną protekcję, nakazuje postawić pytanie o wiarygodność wymiaru sprawiedliwości – tak skrajne orzeczenia oparte o ten sam materiał dowodowy nie budują autorytetu wymiaru sprawiedliwości.

Społecznie zaś, czytając o tym, że wyrok jest dobry bo konkurencja dostała w kość – nie krzepi. Taka trochę dziwna sprawiedliwość.

 

cba

 

Tekst powstał w oparciu o powszechnie dostępne źródła

 

P.S.
Chętnych do dyskusji ostrzegam, że nie wystrzelałem całej amunicji.
Oczywiście nadal mnie nie ma, ale zapraszam do komentowania.
Nie chciałem żeby sprawa wystygła – stąd wybryk od zapowiedzi nieobecności.
Majówka trwa.

Reklamy