GÓWNA

by romskey

Przyłapałem kiedyś znajomą na oglądaniu wiadomości w Polsacie. Zdziwiłem się, gdyż była zdecydowaną zwolenniczką TVN i TVN24. „A, bo oni jakoś tak po ludzku wiadomości podają” – usłyszałem w uzasadnieniu. „Co to znaczy po ludzku?” – zastanowiłem się – „Prostym językiem? Lepiej dobrane sensacje? To co człowiek chciałby usłyszeć?”. Pamiętam, że z podobnych pobudek zacząłem oglądać kiedyś Superstację. Była wolna od pisu, luźna, jakby ciągle w budowie. Wówczas jednak nie byłem taki cwany jak dzisiaj, dziś potrafię przeczytać dowcipy w Gazecie Polskiej i uśmiać się. Potrafię uszczknąć coś z dowolnego źródła, nawet z raportu Macierewicza. Na czym rzecz polega? To proste. Każde nośne kłamstwo należy wyhodować na ziarnie prawdy. Te ziarenka prawdy dają naprawdę wiele. W wielkim uproszczeniu: w większości źródeł znajdę nazwę TU-154M. Tej nikt nie neguje.

Ludzkie podawanie wiadomości
W większości przypadków polega na tworzeniu teorii zgodnych z podejrzeniami widzów/odbiorców. Gdy ktoś uważa, że Katarzyna W. zabiła, przestanie korzystać ze źródeł, w których mowa o prawie do sprawiedliwego procesu czy domniemaniu niewinności. Ktoś kto wierzy że „coś było na rzeczy z prezydencką Tutką” – ominie źródła kreujące hipotezę zwykłego wypadku. Sucha, pozbawiona tezy prawda nie jest dla większości Polaków interesująca. BBC, Reuters a nawet Spiegel w Polsce zbankrutowałyby szybko, bo jakże to tak podawać wiadomości bez tezy, albo równoważyć przekaz pisząc np. o dokonaniach Palestyńczyków i Żydów w jednym artykule? Medium musi być „nasze” albo „cudze”.

Spisek. Lep na Polaka.
W portalu Wirtualna Polska widzę „pociągający tytuł” – wkurwiający właściwie. Ale czytam, kurwica mnie bierze, na autorze wywieszam 100 psów, gdy nagle pod artykułem dostrzegam informację „Tytuł i śródtytuły zostały zmienione przez redakcję”. O k… – myślę. Może autor jest spoko, tylko te pazerne imbecyle zmanipulowały przekaz? Czytam więc jeszcze raz starając się zapomnieć o tytułach i śródtytułach. Nie. Autor jest jednak imbecylem, choć na pewno czyta się spokojniej – brakuje tezy, brakuje zawartego w tytule kłamstwa o treści „Co wiemy więcej o…”. Pod tekstem, większość komentarzy zgodna z moim punktem widzenia: „Co on pier…li?”.

Nic się nie dzieje, trupów mało, wypadki w standardzie, skandale oklapłe, szokujące doniesienia wytarte. Jednak gdy do tego gówna dorobi się spiskową teorię – pójdzie jak świeże bułki w PRL. Nie oszczędzę tu czytelników inteligentnych. Kiedy tzw. nisko-wykształcony wiejski plebs gustuje w teoriach spiskowych nawet najbardziej porąbanych, to wysoko-wykształcony wielkomiejski inteligenciuch szuka tego samego tyle, że o poziom wyżej – szuka knowań wyższego formatu. Inteligenciuch musi mieć temat, przy którym ruszy czerepem, uruchomi swoją wiedzę i przenikliwość. Nie można mu dać na tacy bomby czy trupa. Należy mu dać kryminalną zagadkę do rozwiązania preparując (przesiewając) materiał dowodowy oraz zasugerować jakie ewentualne myślenie uczyni z niego idiotę. „Kto kogo chce wysiudać z taboretu?”, „Dlaczego premier pojechał do Nigerii?”. Odpowiedzi są z góry ustalone, ale inteligentowi nie można ich tak jak prostakowi wsadzić w pysk. Trzeba pozostawić niedopowiedzenie, by błysnął intelektem.

Nie jesteś winny swojej głupoty, załatwili cię oni
Do czego potrzebny jest Polakowi spisek? Polak lubi się bać a najchętniej tego, że ktoś knuje przeciwko niemu. Skoro czytelnik jest życiową niedojdą, to tylko uzasadnienie w postaci spisku uzmysłowi mu, że jest ofiarą przewrotnej machinacji a nie zwykłą ciotą. Powtarzam jeszcze raz: nie urodziłem się taki cwany. Po prostu ważę, mierzę i zliczam.

Ciemno to wszystko widzę.
Prawdą jest to, że był sobie TU154M i rozbił się. Prawdą jest to, że mała Madzia straciła życie. Prawdą jest to, że w Bostonie wybuchły bomby. Reszta to spekulacje, praktycznie nie do rozstrzygnięcia, nawet sądy przedstawią jedynie interpretację. Gdyby tak codziennie zdarzała się jakaś masakra – może i prawda sprzedawałaby się, a tak… czymś trzeba wypełniać łamy, bo sprzedaż spada. W gruncie rzeczy, teoria na temat katastrofy czy rzutu słoikiem z kałem w pamiątkową tablicę, zmienia w naszych życiach tyle samo co film o rozmnażaniu żółwia błotnego w Animal Planet. No ale Polak, jest przecież urodzonym partyzantem, bez podziemia, drugiego dna i wroga żyje się mu nudniej. Fakt, jakaś teoria (słuszna lub nie, głupia lub wiarygodna) może zmienić układ sił w polityce, a to już może o zmianach przesądzić. Skoro głupota może przynieść zysk, to głupota staje się skuteczna. Historia nas rozliczy.
Jak jakaś historia będzie.

Tytuł i śródtytuły nie zostały zmienione przez autora.

 

 

Reklamy