zabierz głos…

by romskey

Przyglądając się z perspektywy na to całe moje blogowanie, widzę rzecz tak. Idę ulicą, nagle do bramy wciąga mnie jakiś rosły oprych, tłucze po mordzie a jednocześnie przeczesuje kieszenie. Nie bronię dobytku a jedynie wykrzykuję radośnie: „znam go, oto jego profil psychologiczny, znam jego rodzinę, środowisko, wiem co go zmieniło, miał trudne dzieciństwo a potem to w ogóle różne rzeczy się działy”. Obrywając kolejny raz w szczękę podejmuję się analizy tego akurat ruchu po czym ogłaszam odpowiedź, po chwili kolejny cios, następnie duszenie – sprecyzowanie znaczenia duszenia w historii ludzkości, kulturowa symbolika kopa w jaja itd. itp.

Chyba każdy normalny facet ma we krwi chęć wzniecenia jakiejś rewolucji. Coś w stylu dotknięcia świata magiczną różdżką w celu uczynienia go takim jakim chciałoby się żeby był. Sto przepisów, sto rozwiązań, wszystko jest proste. Spójrzcie na blogi ile w nich sposobów na naprawę rzeczywistości. Jak wychować dzieci, jak ruchać, czego nie palić, kto jest winny, kto powinien odejść i jaki system emerytalny jest optymalny. Trwa to pierdolenie za przeproszeniem lata i czasem naprawdę można dojść do wniosku, że wszystko już zostało powiedziane. Efektów jednak brak. Można na telewizyjną modłę organizować spotkania Agaty Młynarskiej z Kryśką Pawłowicz, Palikota z Cimoszewiczem, Lisickiego z Michnikiem lub Macierewicza z Niesiołowskim. Groza i emocje są, ludzie mają do czego wzrok i słuch przyczepić. Co z tego że nic z tego? Jest szopka, jest oglądalność, kręci się. Można na wzór Kominka opisywać polski life-style, choć do tej pory nie wiem co to dokładnie jest. Można rżnąć nośne artykuły i udawać, że są własne. Można dołączyć do jakiegoś partyjnego zakonu i po prostu powtarzać w koło Wojtek „Wyjazd Tuska do Nigerii to wyjątkowo zmyślny manewr strategiczny, świadczący o genialności polskiego premiera i słabości opozycji”. Można napierdalać ile wlezie w pijanego Kwacha – zaboli rozczarowanych, niech plują ale klików przybędzie. Można szukać właścicieli dla porzuconych psów, zagubionych ludzi i tworzyć albumy na temat ludzkiej podłości – nie zapominając oczywiście o dołączeniu do każdego obrazka tytułu bloga. Można robić to co zalecają znawcy – pisać z pasją o tym na czym znamy się najlepiej – czyli w moim przypadku o czymś czego prawie nikt nie rozumie albo o spaniu. Sypiam z pasją.

Wbrew snom o potędze blog do zmian nie prowadzi. Zmiany to praca organiczna, potem rząd dusz i cały ten zasrany psychologiczny przemysł. Niestety, ale nigdy nie ma czystej gry kiedy chce się, by ludzie tańczyli do odgrywanych melodii. Sami z siebie nie ruszą dupy, no.. może wtedy gdy przestraszy się ich tym, że ktoś właśnie im wolność zap. Przejdą się na ulicę, pokrzyczą „złodzieje, złodzieje”, potem wrócą do domu by mecz obejrzeć.

Zajrzałem w ramach historycznego rekonesansu do afery Rywina, o Centralach Handlu Zagranicznego coś uszczknąłem, nawet fragmenty książki Millera poczytałem i powiem Wam, że nie ma lepszej metody na głęboką patologiczną depresję niż taka wycieczka – na tym całym gównie rośnie nasza Polska piękna. Naprawdę, zacznę podjudzać koreańców z północy, że tak obiecują i obiecują tę wojnę nuklearną aż nudy biorą. Naprawdę, chcąc sprzątnąć gromadzony latami kał, trzeba byłoby zmieść go z tego świata. Bomba atomowa – a niechby – lepiej pożyć 5 lat napromieniowanym i zadowolonym z życia, niż błąkać się jak to dziecko w tłumie pytające każdego faceta „To pan jest moim tatą?”.

Tak rzecz widzę.

 

fog

 

Reklamy