Rząd dusz

by romskey

Steve Jobs powiedział kiedyś, że ludzie nie wiedzą czego chcą, do póki im się tego nie pokaże. Czy w XXI wieku podobnie dzieje się z ideami lub wartościami? Czy to o czym uczymy się w szkole, o czym słyszymy z mediów, ambon czy od polityków, jest tym czego potrzebujemy choć jeszcze o tym nie wiemy? „Rząd dusz” to okrutny temat, podjęto wiele mniej lub bardziej udanych prób opisania zjawiska, ale czy o samo zrozumienie powinno chodzić? Jak tę wiedzę wykorzystać, jak uczynić z niej coś użytecznego?

Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że nasze oceny działań własnych lub cudzych, w znacznym stopniu są efektem dawno temu urządzonego nam „prania mózgu”? Teza przewrotna, ale im bardziej uważamy swoje osądy za twory całkowicie indywidualne, tym większą pralniczą skutecznością może szczycić się ktoś kto podstawy stosowanych przez nas kategorii ocen w nas zaszczepił.

Nie chcę tutaj wejść w filozoficzne rozważania nad człowieczeństwem co zajęłoby trochę miejsca, ale na płaszczyźnie mentalnej jesteśmy tylko jednym z wielu (pozbawionych górnolotnych zasad, nieróżniących się zasadniczo od siebie) żywych gatunków zamieszkujących naszą planetę. Rodzimy się, poznajemy system kar i nagród, uczymy się tego co wolno, czego niewolno, co jest dobre, co złe, jak należy postąpić, jak nie należy postąpić, a wreszcie, co i o czym powinniśmy myśleć. Ten proces przechodzi praktycznie każde żywe stworzenie po to, by gatunek do którego należy przetrwał. Człowiek uczynił jedynie drobny wyłom. Zamiast przetrwania gatunku zaproponował np. przetrwanie jego wybranych części: narodu czy zgromadzenia wiernych. Umierać za ojczyznę i zabijać wrogów to honor, ginąć za wiarę w samobójczym zamachu to zbawienie. Jak to możliwe? Czy tak łatwo przeprogramować nasze instynkty i sprawić by działały wbrew naturze? Nie całkiem. Okazuje się, że zabijając nawet w imię najwyższych wartości czujemy, że nie postępujemy właściwie. Bynajmniej z powodu wyrzutów sumienia. Instynkt sprzeciwia się zabijaniu współplemieńców, ale program, który ktoś nam dostarczy, może mówić o czymś zupełnie innym. Wewnętrznie kłócimy się z samymi sobą, lecz instynkt to tylko poziom głębokich emocji, gdy wspomniany program to jasne czytelne idee, kary, symbole, działania, zyski. Wybór często jest całkiem prosty, niekiedy zbyt prosty.

Programowanie naszych umysłów zaczyna się w dzieciństwie, w rodzinnych domach o ile dysponujemy komfortem ich posiadania. To właśnie w rodzinnych domach uczymy się podstaw koegzystencji, poznajemy podstawowe reguły i wartości. Wychowanie w domu przestępców, nie nauczy nas szacunku dla prawa własności. Wychowanie w domu, w którym surowo przestrzegane są normy religijne nie nauczy nas tolerancji światopoglądowej. W gruncie rzeczy szacunek dla prawa własności jak i idea tolerancji są również tylko programami, które wpaja się wychowankom tzw. „dobrych domów”. Kolejne obszary wpływające na kształt naszych ocen i postępowania to najbliższe środowisko zewnętrzne (np. religijne, sąsiedzkie) oraz edukacja szkolna. Tutaj również obok neutralnej ideowo praktycznej wiedzy, nabywamy wiedzę o obowiązujących (rzekomo) powszechnie normach. Kolejny raz spotykamy się z systemem kar lub nagród, kija lub argumentu. Bagaż wpojonych danych pozostaje nam na całe życie, choć warto wiedzieć, że niepodlewane roślinki gotowe są usychać. Co jakiś czas zostanie nam przypomniane co jest dobre a co złe, tak na wszelki wypadek, gdybyśmy mieli problemy z pamięcią.

Doczekaliśmy się czasów, w których programowaniem umysłów nie zajmuje się jedno źródło. Walkę o nasze „dusze” toczą związki wyznaniowe, areligijne, politycy, media, biznes, artyści. Nie zawsze wbrew nam, choć czy potrafimy ocenić czy nam służą? To właśnie w wyniku tej różnorodności, gotowi jesteśmy zmieniać zdania, nierzadko wbrew sobie. Dlaczego w ogóle komuś zależy na tym programowaniu? Rząd dusz zmierza do unicestwienia indywidualizmu, zwanego niekiedy „samodzielnym myśleniem”. Zasadniczo służy umacnianiu spójności danej grupy, stanowiącej o jej sile. Siła zapewnia nie tylko skuteczniejszą obronę ale jest podstawą dominacji. Zysk (posiadanie), bezpieczeństwo, sprawiedliwość, wiedza, poczucie godności – to kilka ze składanych nam ofert.

Zapewne każdemu i każdej z nas, zdarzyło się w życiu odczuć dylemat „Postępuję właściwie, ale na tym tracę”. Znajdujemy portfel – jedni z nas schowają go do kieszeni, inni zaczną rozglądać się za właścicielem. To typowy przykład sprzeczności, na które jesteśmy narażani ale i typowy przykład tego jak działa „pranie mózgów”. Nasza reakcja w dorosłym życiu zależeć będzie od kilku czynników, nie tylko od tego jak zostaliśmy wychowani ale i m.in środowiska świadków danego zdarzenia. Gdy oddamy portfel, czujemy że zrobiliśmy coś dobrego – zostajemy pochwaleni, jesteśmy z siebie dumni. Jednak ta duma to twór sztuczny. W nieco innym środowisku nasze postępowanie uznane zostałoby za frajerskie i dopiero zagarnięcie portfela dla siebie byłoby powodem zadowolenia.

Każdy kto zabiega o posiadanie rządu nad duszami, chce właśnie stwarzać ‚dyscyplinujące’ środowiska oraz wpływać na proces edukacji. Te dwa elementy są najistotniejsze. Zapewne słyszeliście pojęcie „środowisko opiniotwórcze”? Tu wracam do zdania ze wstępu. Gdyby każdy człowiek (obywatel) był w stanie samodzielnie oceniać, środowiska opiniotwórcze nie byłyby potrzebne. Okazuje się jednak, że ludzie zasadniczo nie mają poglądów na wiele (zazwyczaj nowych) spraw i gotowe poglądy należy im dostarczyć, a chcąc, żeby je przyjęli, należy dać im coś w zamian. Zasada jest prosta. Szanowane medium intelektualistów publikuje jedyną słuszną rację na dany temat. Potencjalnie, nikt takiej racji nie musi przyjąć, dlatego uruchomiony zostaje mechanizm wspomagający. „Każdy kto przedstawioną rację podważy zostanie wykluczony z kręgu ludzi inteligentnych” – co zostanie powszechnie ogłoszone. Trudno nie zgodzić się ze słuszną racją, prawda? Tak to działa. Podważenie racji polityka o narodowych przekonaniach grozi zarzutem zdrady i wykluczeniem ze środowiska patriotów. Podważenie racji religijnego przywódcy grozi piekłem i wykluczeniem ze zboru wiernych. Kupienie niemarkowego produktu grozi wykluczeniem z grona ludzi modnych. Na dorosłych działa najlepiej strach przed agresją, izolacją, wykluczeniem, ostracyzmem.

W procesie edukacji natomiast, można pompować dowolne balony. Jeszcze nie tak dawno, można było wmówić naiwnym i chłonnym dzieciom, że tow. Stalin jest ich drugim troskliwym tatą, nawet ważniejszym od prawdziwego taty, o ile prawdziwy tata nie lubił czerwonych. Dziecko zostawało pochwalone jeżeli na swojego nieczerwonego tatę doniosło. W procesie edukacji, można wmówić dzieciom, że chodzenie do kościoła jest równoznaczne z miłością Jezusa co daje pełnię łask. Przykładów można mnożyć. Gdy rodzice zostaną odpowiednio zastraszeni a umysły ich dzieci odpowiednio uformowane bajkami, proces zbiorowego prania mózgów wchodzi w fazę podobną do działania perpetuum mobile. Tworzy się samonapędzająca maszyna i jedynie z uwagi na tendencję człowieka do rozluźniania krępujących go norm, należy co jakiś czas publicznie przypomnieć o tym co jest słuszne (moralne) i czym grozi wyłamywanie się.

XXI wiek, przyniósł jednak potężne zmiany w obszarze komunikacji. Utrzymanie rządu dusz, staje się coraz trudniejsze. Internet stał się niekontrolowanym przez nikogo źródłem opinii, można w nim znaleźć środowiska, które pochwalą za to za co inne wykluczą. Zamysł kontrolowania sieci, będzie zawsze łakomym kąskiem dla tych, którzy rząd dusz chcą posiadać lub go umacniać, lecz do póki sieć jest wolna, stanowi zagadkę, którą ciekawie opisał A.Kwaśniewski:

/…/Te nowe środki komunikacji nie integrują społeczeństwa, raczej atomizują. Mamy miliony uczestników, ale nie mamy środowiska, nie mamy społeczności, nie mamy więzi, które budowałyby wspólne myślenie. To jest problem. Dlatego sądzę, że internauci mogą być bardzo silni w proteście, destrukcji, ale mogą mieć problemy w budowaniu/…/.

Jakie społeczeństwo ukształtuje się w dobie internetu? Jakie normy powstaną, czy zostaną uznane za obowiązujące? Przypuszczam, że bardzo wiele dowiemy się o prawdziwej naturze człowieka i jego rzeczywistych potrzebach.

Advertisements