Romskey's blog

A tłum skandował: Złodzieje, złodzieje!

JAK UMARŁA BLOGOSFERA (P)

Istniał czas, w którym można było odnieść wrażenie, że polityczna blogosfera ma na coś wpływ i jest głosem tych, którzy mieli coś do powiedzenia (nierzadko w imieniu innych niesłyszanych) a którzy nie mieli sposobności przekazania czegoś w głównym nurcie.

Okazało się jednak, że politycy nie czytają blogów a samą blogosferę (P) dotknęły wszystkie możliwe choroby i patologie tzw. mainstreamu (pogoń za sensacją, plagiaty, przedruki, niesprawdzone informacje, propaganda polityczna, rywalizacja o pozycję i rozgłos w formie wolnej amerykanki, niska jakość techniczna będąca najczęściej wynikiem szybkiej pracy na kolanie), także z tą dodatkową cechą, że tzw. blogosfera nie posiadała żadnych narzędzi „samooczyszczających”. Nadmiar blogów i maszynowo produkowanych treści wywołał naturalne zjawisko „inflacji”. Spadło zainteresowanie cudzymi opiniami skoro każdy ma własne.

Reklamy

CZY WŁADZA POWINNA SŁUCHAĆ PROTESTUJĄCYCH OBYWATELI?

Ostatnio odbył się marsz „proepidemików”, przeciwników szczepień czy jak sami o sobie lubią gładko mówić „ludzi, którzy chcą mieć wybór”. Powiem, że było ich na tyle wielu, że niejedna formacja opozycyjna mogłaby poczuć dreszcz zazdrości. Media i z lewej i z prawej w zasadzie przemilczały sprawę, choć zapewne z różnych przyczyn. No ale do sedna, czyli tytułowego pytania:
– Czy wielotysięczny, pokojowy protest powinien w demokracji zmuszać władzę do uległości?


(fot.zr.tvn.warszawa.24)

CO ZMOTYWOWAŁOBY BIERNYCH DOTYCHCZAS LUDZI DO UDZIAŁU W GŁOSOWANIU?

W wyborach 2015 frekwencja ledwie przekroczyła 50%. Fakt ten podawany jest w oficjalnych komunikatach gdzieś na marginesie, gdy realnie wiele mówi o stanie demokracji.

Obywatelska obojętność, rezygnacja, lenistwo – nie są dobrymi sygnałami tak jak dobrym sygnałem nie jest gdy dziecko stroni od grupy rówieśniczej, jest apatyczne, niezaangażowane, tworzy swój własny alternatywny świat, itd.

Przyczyny absencji wbrew pozorom nie są łatwe do ustalenia – szukając analogii – podobnie nie potrafimy ustalić jakiegoś generalnego powodu czy powodów, które sprawiają, że np. długotrwale bezrobotni nie podejmują pracy.

Zakładanie, że każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego potraktowania jest błędne, gdyż z całą pewnością bylibyśmy w stanie stworzyć listę powtarzających się „ukrytych przyczyn”. Tylko jak je poznać?

Na pytanie: „Dlaczego nie głosujesz?” usłyszymy: „nie ma na kogo, nikt mnie nie reprezentuje, nie znam się na polityce, nic nie zmienię, nie chcę się w to (w ten brud) mieszać”.
Tylko, że to oficjalne odpowiedzi.

Nieoficjalne to te, które lepiej zachować dla siebie dla własnego bezpieczeństwa, dla dobra towarzyskich czy rodzinnych relacji, dla bezpieczeństwa zatrudnienia (gdy np. poglądy pracownika nie są lustrzanym odbiciem poglądów pracodawcy), dla dobra relacji biznesowych, kiedy bycie skatalogowanym zwolennikiem partii A lub B wiąże się z różnorodnymi konsekwencjami (oczywiście nie tylko negatywnymi, ale negatywnymi również). Niechęć do angażowania się może być również przejawem wolności, niezależności, neutralności o czym trudno mówić w towarzystwie ludzi zaangażowanych politycznie uważających takie postawy za nieodpowiedzialne, groźne czy po prostu idiotyczne.

Tajność głosowania nie rozwiązuje sprawy.

Nie zbudujemy dobrego domu jedynie w oparciu o zdanie połowy domowników (nawet W.Putin dopuszcza do wyborów kandydatów opozycji /bez szans na zwycięstwo/ by wysoka frekwencja lepiej legitymizowała jego władzę:).

W marketingu zaleca się nie pytać potencjalnego klienta o to jaki produkt podobałby się mu, tylko za który zapłaciłby.
„Retorycznie” pytam: co zmotywowałoby biernych dotychczas ludzi do udziału w głosowaniu?

ZANIM OSKARŻYCIE PROTASIUKA!

Cofnijmy się do roku 12.08.2008 r., gdy mjr. Grzegorz Pietruczuk pełnił obowiązki dowódcy załogi prezydenckiego TU 154. Kiedy po analizie sytuacji i w porozumieniu m.in. z ochroną pozostałych prezydentów Grzegorz Pietruczuk odmówił wykonania lotu do Tbilisi, skontaktował się z nim p.o. dowódcy wojsk lotniczych gen. Krzysztof Załęski, który zasugerował, że lot powinien być wykonany zgodnie z wolą prezydenta. Gdy pilot przedstawił swoje argumenty i wątpliwości, usłyszał pytanie o to czy możliwa jest zmiana dowódcy załogi? Niestety, pełniący obowiązki drugiego pilota Arkadiusz Protasiuk nie był jeszcze wyszkolony do pełnienia takiej funkcji. Dowództwo wysłało w tych okolicznościach rozkaz na piśmie, o którego istnieniu mjr.Pietruczuka powiadomił płk. Pietrzak, ale rozkaz nie dotarł do adresata.

(…) Gdy już wszyscy byli na pokładzie, prezydent wszedł do kabiny pilotów. Wtedy padło pytanie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. Odpowiedziałem: „Tak, wiem, panie prezydencie”. Na co prezydent: „W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi”.(…).

Po kolejnym przeanalizowaniu sytuacji, mjr. Pietruczuk (przez płk. Olszowca) przekazał prezydentowi, że do Tbilisi nie poleci. „Skoro nie da się nic zrobić” prezydent wyraził zgodę na lądowanie w Gandży, ale wychodząc z samolotu już w Warszawie, rzucił: „Jeszcze się z panem policzę”. Niedługo potem poseł PiS Karol Karski złożył do prokuratury doniesienie w którym zarzucił mjr. Pietruczukowi „odmowę wykonania rozkazu”. Poza tym, nazwał G. Pietruczuka tchórzem i napisał, że „przyniósł pan wstyd państwu polskiemu i jego siłom zbrojnym”.

Jeśli ktoś decyduje się być oficerem, to nie powinien być lękliwy – (Autor: prezydent Lech Kaczyński, po wyjściu z kabiny pilotów, do dziennikarzy i notabli lecących samolotem. Źródło: wyborcza.pl, 24 kwietnia 2010)

Dowódca sił powietrznych, gen.Błasik, tego samego dnia – 12.08.2008 – wezwał do siebie G.Pietruczuka, jednak stwierdził, że nie doszukał się w jego postępowaniu działań niezgodnych z regulaminami lotów i że również stał na stanowisku, żeby nie lecieć do Tbilisi. Gen. Błasik zasugerował, żeby nie komentować zdarzenia i machnąć na to ręką.

Arkadiusz Protasiuk był świadkiem lub słyszał z bezpośrednich relacji o większości opisanych sytuacji.

———————————-*——————————–

W cywilizowanym kraju, powyższy ciąg zdarzeń wzbudziłby tornado. Tornado jednak nie przyszło, a o mjr. Pietruczuku przypomniano sobie dopiero 2 lata później, po 10 kwietnia 2010 r. badając kwestię ewentualnych nacisków w trakcie lotu do Smoleńska.

Pozwólmy sobie na skróconą analizę metod, skądinąd znanych także z wielu innych dziedzin niż lotnictwo:

Nie ty, to kto inny, kolejka chętnych czeka na twoje miejsce i nie myśl, że gdy wylecisz to poszybujesz w górę, bo będąc zerem będzie to trudne [ad. ‚czy możliwa jest zmiana dowódcy załogi’]

– „staraj się bardziej, bo raz nawaliłeś” [ad ‚rozkaz na piśmie’ – w zwykłym życiu to UMOWA (np. o pracę) umożliwiająca postawienie zarzutu niewykonania polecenia czy dopełnienia obowiązków. Tego rodzaju dokument może być narzędziem szantażu przez lata, raz czy dwa przymknie się oko, a za kolejnym może pojawić się rozwiązanie umowy (czyt. „idziesz na dno”)]

bądź uległy a zyskasz przychylność i zwiększysz szanse kariery [ „czy wiem, kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych?” – mowa przez autorytet… W Polsce wciąż nie istnieje obyczaj dyskutowania z przełożonym]

nie bądź uległy a twoje życie zmieni się w piekło . [jeśli ktoś decyduje się być oficerem, to nie powinien być lękliwy – wypowiedzi (także. posła Karskiego) to „podręcznikowy” przykład publicznego gnojenia a „Jeszcze się z panem policzę” – zastraszania].

nie rób afery, przyschnie [machnij ręką nawet gdy masz rację] Tu akurat gen Błasik jawi się jako postać tragiczna.


SZANTAŻ
OŚMIESZANIE
PONIŻANIE
ZASTRASZANIE
UCISZANIE….

Porównywanie sytuacji z 12.08.2008 i 10.04.2010 byłoby niefortunne. Odmowa mjr. Pietruczuka opierała się m.in. na ujęciu czynników związanych z działaniami wojennymi w kraju do którego planowano wylot (możliwość zderzenia z jednostkami wojskowymi, zestrzelenia, brak zabezpieczenia (ochrony) ważnych osobistości na miejscu, możliwość uszkodzenia lotniska w wyniku zaistniałych już okoliczności konfliktu zbrojnego, brak danych na temat stanu łączności radiowej). Jeżeli tego typu argumenty nie były wystarczająco silne, by powstrzymać maszynę nacisków, to jakim argumentem jest mgła („albo/albo” skoro Jakowi się udało)?! Pietruczuk był przekonany, że ma rację. Czy Arkadiusz Protasiuk, mógł również mieć taką pewność?

Możemy sobie deliberować o „procedurach”. Możemy twierdzić, że procedura jest święta, pamiętając jednak, że o świętości procedur była przekonana także granatowa policja a nawet policja żydowska w gettach w czasie okupacji. Zostawmy patologiczne wyjątki. Zadajmy ważniejsze pytanie czy Polska jest właściwym krajem do stosowania procedur?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przestrzeganie procedur w Polsce nie jest ścieżką sukcesu, pomni roku 2008 możemy nawet powiedzieć, że przestrzeganie procedur oznacza kłopoty. To zwierzchnik lub autorytet jest procedurą a nie kartki papieru, które można zmienić mając większość. W Polsce ordery dostaje się za uległość i dyspozycyjność a nie praworządność co doskonale rozumieli policjanci 30 listopada 2006 roku oddelegowani do zapewniania kateringu (dowózka hamburgerów) głodnej pani minister. Czy mogli odmówić? Trudno ich osądzać, zginęli niedługo potem, tuż po wykonaniu innej tajnej misji (jak dowiedzieli się dziennikarze, misja dotyczyła „odwiezienia pijanego dyrektora z MSWiA”). Małym pocieszeniem jest, że ktoś stracił wówczas taboret dlatego, że stało się o wydarzeniach głośno i należało zastosować technikę przedszkolaka, który zakrywa sobie łapkami oczy i uważa, że go nie widać. O ilu sprawach nie robi się głośno (czytaj: w ilu sprawach nie robi się nic)?

Arkadiusz Protasiuk nie podporządkował się procedurom. Nie odmówił zwierzchnikom. Uznał, że się zmieści, że może się uda, choć „ogólnie rzecz biorąc to pizda tutaj jest”. Nie jestem w jego głowie, nie mam najmniejszego pojęcia jak wpływano na jego decyzje, nie mam zielonego pojęcia ile nakazów prokuratorskich przeciwko niemu było już gotowych i czekało na podpis, nie wiem czy wziął kredyt na mieszkanie, nie wiem czy miał dzieci dumne z ojca lotnika, nie wiem czy rozmawiano w jego obecności o lękliwych pilotach i policzaniu się po niewykonanym zadaniu. Właściwie nie musiano rozmawiać, nie bez powodu, przynajmniej od kilku tysięcy lat urządza się publiczne egzekucje, by widzowie wiedzieli jak postąpić, gdy znajdą się w podobnej sytuacji do tej, która uczyniła z wolnego człowieka skazańca. Nie znam się przy tym na lotnictwie, nie wiem kto odpowiada za wysokościomierz, nie wiem co można włączyć, co wyłączyć, co można zignorować, a czego nie. Dlatego nie oskarżam!

Czy oskarżający – a niestety oskarżenia pojawiły się – byliby tego samego zdania, gdyby z całej sprawy związanej z katastrofą wyłączone było PO i nie przesłuchiwano by dziś D.Tuska? Czy wówczas okazałoby się, że naciski, presja psychiczna mogły mieć miejsce, czy może nadal uznawano by, że A.Protasiuk nie miał jaj i był głównym winowajcą śmierci pasażerów i załogi feralnego lotu? Wróćmy do procedur.

Skoro tak łatwo szafujemy wyrokami, to czy A.Protasiuk był jedyną osobą w Polsce zobowiązaną do przestrzegania procedur? Czy do przestrzegania procedur nie był zobowiązany gen. Błasik, prezydent, obsługa lotu?

Katastrofa smoleńska w wyjątkowo jaskrawy i tragiczny sposób ukazała nam patologie naszego kraju. Patologie tolerowane i niewzruszenie trwające na wszystkich poziomach hierarchii społecznej: dowódca – podwładny, pracodawca – pracownik…

Czy usłyszeliśmy choć raz gdzieś z wyżyn: „Żołnierzu, masz nie tylko prawo ale obowiązek nie wykonać nieregulaminowego rozkazu i włos z głowy ci za to nie spadnie, gdyż państwo zapewni ci ochronę”? Czy usłyszeliśmy choć raz: „Policjancie, masz nie tylko prawo ale obowiązek odmówić przełożonemu wykonania zadania, które wykracza poza twoje regulaminowe obowiązki”? Czy usłyszeliśmy choć raz: „Pracowniku, masz nie tylko prawo ale obowiązek nie pozwalać się klepać po tyłku (jeśli jesteś kobietą) lub nie stosować taniego materiału o którym nie ma mowy w dokumentacji technicznej choć pracodawca chce byś to robił”? Czy usłyszeliśmy: „To nie ty żołnierzu, policjancie czy pracowniku poniesiesz konsekwencje, karę poniesie zwierzchnik i nikt nie zasugeruje ci, byś coś zamiótł lub przemilczał”?

Co – jako społeczeństwo – możemy zaoferować tym, którzy odważą się sprzeciwić? Zaoferujemy im pracę, ochronę prawną, byt ich rodzinom, zagwarantujemy obronę dobrego imienia? Czy w ogóle obywatele indywidualnie powinni dawać takie gwarancje w realiach dziejącego się scenariusza filmu „Psy”, w którym słychać:
Kobieta: Proszę przestać, bo wezwę policję.
Franz: To ja jestem policja!

Dopóki ludzie nie otrzymają gwarancji bezpieczeństwa, to słodkie sny o państwie prawa odłóżmy w najciemniejsze i zapomniane kąty naszych świadomości. Bezpieczeństwo, o którym mowa, powinno gwarantować państwo oraz jego instytucje. Arkadiusz Protasiuk nie miał takich gwarancji.

KRETYNIZM UŻYTECZNY – GODEK, ZIĘBA, SOCHA (STOPNOP)

Co łączy wymienione postacie i wiele innych? Otóż, odnalazły one sens życia w dziele zbawiania ludzkości wbrew ludzkości. W ich mniemaniu, wypełniana misja stawia ich ponad prawem skoro działają w obliczu wyższej konieczności, z wyższych, uświęconych pobudek. Mówią o sobie: „historia mnie rozliczy”, „przyszłe pokolenia mnie rozliczą”, „rozliczy mnie bóg” a nawet nieme, niepełnosprawne dziecko. Nigdy panujące prawo, nigdy sąd, nigdy drugi człowiek. Tak naprawdę, nie rozliczy ich nikt, w ich systemie wartości nie funkcjonuje pojęcie „odpowiedzialności”. Samodzielnie przyznali sobie licencje na decydowanie o życiu i śmierci, zbawianie, samozwańczo ogłosili się kontrolerami i władcami ludzkich sumień. Dla określenia tej postawy, takie słowa jak skrajne: egoizm, pycha i arogancja to eufemizmy, ale słowa czy argumenty nic w nich nie zmienią. Uodpornili się.

Eugenika – semantyka

W emocjonalnym społeczeństwie racjonalizm nie istnieje i choćby powtarzać owemu społeczeństwu znaną prawdę: „Nie wchodź na terytorium idioty…”, to lud nie zrozumie, ugnie karki pod ciężarem pojęć i nie dostrzeże, że zastosowane obecnie słowa „zabić” lub „eugenika” są tyleż warte co nazwanie współczesnego testowania leków „nazistowskimi eksperymentami rodem z Auschwitz”. Nie chcę tu zrównać emocji z głupotą, ale efekt bywa na ogół identyczny i jest katastrofą. Czy zastanawiasz się już nad tym, kiedy zaczyna się człowiek? Otóż jesteś już na terytorium idioty.

Fanatycy niezbędni

Żadna instytucja władzy bez fanatyków nie byłaby w stanie rozwinąć skrzydeł. Fanatycy otrzymują od instytucji „plecy”, są pieszczeni, usprawiedliwiani, „podnoszeni z kolan”. Choć miejsce fanatyków jest w zamkniętych oddziałach szpitali psychiatrycznych (gdzie odnaleźliby się wśród im podobnych samorodnych Jezusów i Napoleonów), to nie trafiają tam, gdyż są efektywnym narzędziem. Nie ma tu znaczenia czy gra dotyczy zakazu aborcji czy handlu w niedzielę, chodzi o to jak dalece człowieku-adresacie zrezygnujesz z siebie samego z powodu tych i na rzecz tych, którzy Twojej uległości oczekują. Jak daleko cofniesz się przed siłą, strachem czy patosem ale też… autorytetem i stadnością? Czy zatrzymasz się w chwili gdy poczujesz zimny chłód ściany za swoimi plecami? Czy oni zatrzymają się również?

Zawartość człowieka w człowieku

Można długie godziny debatować o rozmiarach autonomii człowieka z strukturze państwowej. Tylko czy mamy te godziny, gdy ktoś wkracza bez pukania do naszego domu i nakazuje nam zawiesić zielone zasłony w oknach, gdyż mamy brązowe? Czy świstek, który przyniósł i którym wymachuje nam przed oczyma z podpisami 800 tysięcy mieszkańców osiedla, którzy uznali, że zielone zasłony są bezwzględną normą, może usprawiedliwić najście? W cywilizowanym świecie, taki emisariusz, nie tylko ma obowiązek zapukać i powiedzieć „dzień dobry”, lecz przede wszystkim może nas jedynie przyjaźnie i uprzejmie przekonywać, że kolor zasłon ma pozytywny wpływ na wizualne walory osiedla i byłoby miło, gdybyśmy poparli jego pomysł. W racjonalnym świecie, tylko właściciel posiada prawo dysponowania swoją własnością. O akcie własności nie decyduje liczba podpisów, siła czy bałamutnie zinterpretowana idea.

W imię czego?

Przyszło nam żyć w patologicznej odmianie demokracji, w której gdy większość uzna, że ziemia jest płaska to władza wsłuchana w głos suwerena ustawą taki fakt zatwierdzi. Pytanie, które postawiono dziś brzmi: „Do kogo należy kobiecy brzuch: do państwa czy do kobiety?”.

Tu i ówdzie na świecie, rabunek banków i domów uciekinierów politycznych nazywano zgrabnie „nacjonalizacją”, a więc przywracaniem „odzyskanych” dóbr prawowitym właścicielom – suwerenowi. Ładnie brzmi (lepiej niż złodziejstwo) i jakże głupi byliśmy wczoraj, skoro nie mówiliśmy o nacjonalizowaniu majątku żydowskiego.
Dziś podjęto próbę znacjonalizowania kobiecych brzuchów, w imię zwrócenia ich prawowitym właścicielom – narodowi!
Pomarłby Bareja drugi raz, tym razem ze śmiechu i w konwulsjach!
Szkoda, że jest mało śmiesznie.

JAK OKREŚLONE ŚRODOWISKA REKRUTUJĄ OKREŚLONYCH SYMPATYKÓW NIE STOSUJĄC OTWARTEJ AGITACJI?

Wielokrotnie zetknąłem się ze stwierdzeniami typu: „neonaziści, faszyści, rasiści” skierowanymi pod adresem pewnych ludzi. Gdy zadawałem pytanie: „Dlaczego tak twierdzisz?” słyszałem: „no przecież wystarczy ich posłuchać!”. „Ależ słuchałem! Niekiedy bardzo wnikliwie analizowałem nawet nagrania z ich wieców i nic nazistowskiego w nich nie padało!”. Rozmówca na ogół obruszał się na mnie, bo przecież wszyscy widzą, bo coś jest oczywiste. Cóż, gdyby było oczywiste, to wystarczyłby jeden pozew by taka organizacja straciła rację bytu a jej członkowie usłyszeli wyroki grzebiąc przy tym wizerunek swoich sponsorów, mocodawców czy politycznych sojuszników. Tłumaczenie pt. „bo pis rządzi i dlatego!” jest wygodne dla opozycji, ale mało rzeczywiste. Nawet gdy istnieją dyspozycyjni sędziowie, to trudno zrozumieć niemoc całego środowiska lub organizacji biorących sobie za cel walkę z tym problemem. Sprawę komplikuje dodatkowo to, że gdy ktoś rozwinie jakiś niepoprawny transparent lub wyryczy o kilka słów za dużo, to natychmiast sami organizatorzy piętnują takie działanie. Nawet gdy robiono wiele by tego typu epizody były odbierane jako reprezentatywne dla wszystkich uczestników, to niestety, nasz system sprawiedliwości tak nie działa – nie ma odpowiedzialności zbiorowej.

No więc jak? Jak oni to robią, że nie mówiąc o czymś osiągają swój cel?
Uchylmy rąbka tajemnicy.

W niewielkim niemieckim miasteczku, organizacja uznawana za skrajnie prawicową ale wciąż legalna urządza marsz pamięci ofiar alianckich bombardowań. Władze miejskie nie znajdują pretekstu by uniemożliwiać przemarsz młodzieży przepełnionej troską, pamięcią oraz empatią. Zginęli cywile, zwykli ludzie, należy się im szlachetna pamięć, ba! nawet najzagorzalsi antyfaszyści nie powiedzą: „A dobrze im tak, po co Hitlera popierali?!”. Do marszu dołączają zwykli ludzie, zatapiają się w żałobnej refleksji, część z nich zaczyna myśleć, że ci bombardujący to właściwie podli byli. W zależności od stopnia wrażliwości czują gorycz, nienawiść. Tak, podli byli ci alianci, wyzuci z człowieczeństwa, a my dziś mamy być z nimi w unii, mieć ich za przyjaciół? Kogo? Przecież UE i Ameryką rządzą Żydzi, no i właściwie to Żydzi są winni. Nie lubimy ich (wstrętnych).

W Wielkiej Brytanii, grupa przepełnionych empatią i troską ludzi z Britain First otacza bezpośrednią i medialną opieką ofiarę gwałtu. Oczywiście mało kto słyszał, by akurat ta partia zajmowała się walką z przemocą wobec kobiet, ale może zmienili się? Brytyjczycy włączają się w ten partyjny odruch serca, klikają zapłakane buźki w Facebooku myśląc, że gwałciciel to jednak kawał drania. Co z tego, że emigrant? Nikt nie nawołuje do nienawiści, lud domaga się jedynie szacunku dla prawa, wartości oraz przykładnego ukarania sprawcy. Niewielu dostrzega, że przecież można było zająć się setkami ofiar gwałcicieli czystej krwi brytyjskiej czy aryjskiej, no ale… jaki by to miało sens?

W polskim mieście trwa marsz pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zginęli bohaterowie walczący o suwerenną Polskę. Nawet gdy zdarzały się jakieś niechwalebne epizody, to byli tacy jak my, ponieśli największą ofiarę, zapalmy im świeczki. A że przemknie nam przez myśl kto ich zabił, jakiej był narodowości lub jaką ideologię wyznawał, cóż, z pewnością potomkowie zabójców dziś chcą bojkotować nasz marsz.

Jedna z podobnych opowieści nie zakończyła się sukcesem. Choć prawda miała być objawiona co miesiąc (chociaż właściwie wszyscy uczestnicy ja znali) to nie udało się zdobyć dowodów mimo wielu zużytych parówek. Macierewicz musi odejść, a zamiast pochodów będzie pomnik.

Oto troska i pamięć, ta ukochana martyrologia, która zamyka usta oponentom, bo przecież cmentarnym uroczystościom należy się cisza i szacunek. Czy musimy mówić kto był sprawcą, gdy staje się to oczywiste i oczywisty staje się stosunek do sprawców? Czy trzeba mówić o nienawiści do ciapaków, gdy widzimy zapłakaną ofiarę gwałtu dokonanego przez ciapaka? Czy musimy mówić o nienawiści do Żydów i Ruskich, gdy to przecież żydokomuna zabiła naszych Wyklętych? Czy musimy mówić, kto posadził smoleńską brzozę? Czy musimy opłakując ofiary bombardowania mówić o tym kto bombardował?
Dlaczego mamy nazywać siebie nazistami, faszystami czy rasistami, gdy to takie brzydkie, szufladkujące słowa? Czy to jakiś nasz sztandar? Mamy ochotę skopać pewne tyłki, więc jakie znaczenie ma to jak się nazwiemy? Bądźmy jak zielone ludziki, nazwijmy się „patriotami” albo „chrześcijanami” a może i polexit wyjdzie.

W mowie potocznej nazywamy to „bałamuceniem”. Nie całkiem pomagają siedzące protesty pod hasłem „nazizm nie przejdzie” (bo nie ma nazistów), nie pomagają a nawet szkodzą wesołkowate tańce w trakcie religijno-żałobnych pochodów (bo nie ma nic wesołego), nie całkiem pomaga przekonywanie, że palenie Sorosa to palenie Żyda (bo może i Sorosa). Mamy problem, gdyż nasze prawo nie umożliwia skazania za wywoływanie skojarzeń, nawet gdy są to bardzo konkretne skojarzenia. W USA najskuteczniejszą bronią przeciwko nazistom i gangsterom było grzebanie w ich rachunkach, co pozwoliło pozostawić pierwszą poprawkę nienaruszoną („Kongres nie ustanowi ustaw wprowadzających religię lub zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy, lub naruszających prawo do pokojowych zgromadzeń i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd„). W Niemczech protestujący przeciw żałobnikom są w stanie zablokować marsz żałobników liczebnie. Liderzy Britain First za mocno zaangażowali się w troskę o ofiarę gwałtu i zgarnęła ich policja, dziś są za kratami i chyba nie wiedzie się im najlepiej w multikulturowym kryminale. Wygląda na to, że realizacji takich pomysłów może sprzyjać konkretna władza ale czy zmiana władzy to wyjście?

Mam taki problem, że kilku moich znajomych lubi tę Polskę Walczącą na t-shircie, oddają hołd Wyklętym w Facebooku, a w gruncie rzeczy mają głęboko w tyle czy ktoś jest Żydem, lewakiem czy KODomitą. Myślę, że dzięki tej symbolice czują się kimś, wyszli z marginesu, czują się wreszcie pełnoprawnymi obywatelami-Polakami, gdy nie tak dawno byli roszczeniową hołotą bez wykształcenia. Mleko rozlało się, więc na nic biadolenie nad błędami przeszłości, a jednak „Powrót do tego co było jest dla nich wykluczony”. Nie da się zbudować lepszej Polski bez nich.

POMIĘDZY PATRIOTYZMEM A OBYWATELSTWEM

Podejrzewam, że temat wywołuje już naturalne zmęczenie, ale pozwólcie na jeszcze kilka krótkich słów – mam nadzieję zwieńczających temat. Niedawno (gdzieś) napisałem, że „idea narodowa” staje się przydatna w chwilach zagrożenia, mobilizuje do walki o wolność danego społeczeństwa, gdy w czasie pokoju może być groźna a szczególnie wówczas gdy ktoś zechce zaangażować ją do politycznych czy religijnych celów.

Praktycznie nie jesteśmy w stanie uwolnić się lub wymazać patriotyzmu na wieki wieków, możemy go jedynie usypiać, pozwolić ulegać erozji lub zamknąć w muzeum mając świadomość, że w określonych okolicznościach wróci z całym bagażem pozytywnych i negatywnych skutków.

W zagranicznych źródłach dotyczących narodu, tożsamości narodowej, itd, zetknąłem się z kilkoma odniesieniami do ataków z 11 września (WTC). Opisywano w nich, jak po zamachach w różnorodnym ze względu na pochodzenie, kulturę obywatelskim społeczeństwie USA odżyło poczucie „amerykańskości”. Oto ktoś zaatakował kraj, system wartości, styl życia i zmusił do podjęcia obrony. Jak grzyby po deszczu wyrosły koncerty, akademie, wszystkie pod łopocącą amerykańską flagą, pośród dźwięków amerykańskich pieśni narodowych (historycznych/patriotycznych). Budziła się tzw. jedność narodowa, społeczeństwo wyraziło gotowość do stawienia czoła zagrożeniu.

Tym o czym głównie chcę powiedzieć jest to, że przebudzenie takie można niestety wywoływać sztucznie poprzez pompowanie, stwarzanie czy wprost zmyślanie zagrożeń. Im bardziej będziemy straszyć społeczeństwo nawałą uchodźców, Ukraińców, islamu, terroryzmu, Unia Europejską, inwazją rosyjską, niemieckimi roszczeniami, żydowskim spiskiem ekonomicznym i diabeł wie czym jeszcze – to jednym z pierwszych efektów będzie odradzanie się „idei narodowej”, „jedności narodowej”, „tożsamości narodowej”, itd, itp. i co bardzo ważne! – szerzący propagandę zagrożenia posiada sposobność wskazywania bardzo konkretnego wroga.

Nie wiem dlaczego jako społeczeństwo jesteśmy w stanie ulegać takim propagandowym narkozom, w każdym razie nie całkiem wiemy jak przed tym bronić się lub co zrobić by coś co potencjalnie powinno nas chronić nie obróciło się przeciwko nam.

Czy jesteśmy w stanie rozwiązać problem dialogiem, edukacją (tajnymi kompletami obecnie) a może demaskując publiczne kłamstwa wskazując, że jedynym skutkiem wynikającego zeń strachu są społeczne podziały i polityczne zwycięstwa ludzi, dla których patriotyzm był wyłącznie narzędziem? A może patriotyzm należy odkłamać?

================================================================
Wielki Han (Hanuszkiewicz) spotyka Daniela Olbrychskiego i opowiada mu o tym kiedy problemy należy rozwiązywać szablą a kiedy trzeba rozmawiać. Tylko czy to jest „ten moment” czy może coś już przespaliśmy?

===============================================================
Jeden z koncertów Tribute to Heroes po zamachach 11/09

HISTORIA PROKURATORSKA

Miałem iść smacznie spać, ale nie udało się, gdyż zadałem sobie enty raz pytanie, czy warto dyskutować, gdy argumenty nie mają żadnego znaczenia [nie chodzi o bloga, inspiracją były dyskusje w innym miejscu sieci]? Wyrażamy jakieś racje, przemyślenia, staramy się je uzasadniać… i nic. Pozostajemy przy swoim, bo przecież każda opinia „w demokracji” ma równorzędny status i „mamy prawo”. Po co więc dyskutować? Nie zmierzamy do znalezienia jakiegoś mostu zrozumienia, poszerzenia horyzontów, lecz forsujemy czarne lub białe dyktaty oddzieleni jaskrawą linią podziałów politycznych (religijnych też).
Ale do rzeczy:

Historia prokuratorska to historia z tezą… ba, żeby tylko z tezą, to historia z pełnym aktem oskarżenia. Na dobrą sprawę, w ramach przeciwwagi, można byłoby uprawiać „historię adwokacką” i o dziwo taką uprawia się w wielu przypadkach, tylko czy o to powinno nam chodzić?

Każda ze stron zarzeka się, że zależy jej na przeciwdziałaniu złu i na udziale w budowie świadomego społeczeństwa, a jednak – wbrew deklaracjom – skutki tego są coraz bardziej opłakane. Co jest problemem, skoro wszyscy chcą tego samego? Otóż, okazuje się, że tak jak w przypadku walki o niepodległość, metody dążenia do niej jak i same jej wizje potrafią nas tak podzielić, że zanim potencjalną wolność odzyskamy, większość z nas ma poprzegryzane przez współplemieńców krtanie (i z wzajemnością).

Postawa obecnej władzy rzeczywiście wskazuje na zakusy napisania „nowej” Historii Narodu Niepokalanego (m.in. poprzez pozamykanie w więzieniach wszystkich kontestatorów takiego projektu). To chore, choć równie chore są próby przeciwdziałania tym ambicjom przez utrwalanie Historii nARODU Podłego i Bezwartościowego.

Niestety – to nie przejdzie. Być może żyję w innej Polsce, ale nie odnoszę wrażenia, by wiedza o relacjach polsko-żydowskich była wiedzą tajemną. Mamy bezproblemowy dostęp do setek jeśli nie tysięcy godzin materiałów wideo, audio i literatury. Nawet gdy wśród nich pojawiają się rewelacje Nowaków, Żarynów czy Żebrowskich, to dla równowagi mamy też opinie skrajnie przeciwne choć… równie „zastanawiające”.
W związku z tym nie kłócimy się już o to czy coś wydarzyło się czy nie gdyż byłoby to kompromitujące, a że musimy o coś się kłócić to spieramy się o to jacy jesteśmy (lub byliśmy): Margines czy większość? itd.

Gdy PiS krzyczy: „margines” to opozycja woła „większość”, gdy PiS mówi „większość” to opozycja krzyczy „margines”. Gdy PiS krzyczy „prowokacja” to opozycja krzyczy „antysemityzm”. A jakie są na to dowody? – i tu okazuje się, że żadna ze stron nie posiada porażającego arsenału.

Każda ze stron stara się tak niemiłosiernie naciągać swoje argumenty by przykryć nimi przeciwnika i zadusić, tylko każdy kto nie ma problemów ze wzrokiem widzi, że to niczemu nie służy a nadmierne rozciąganie wywołuje pęknięcia przez które dostaje się powietrze. Szmalcownikami nie przykryje się Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata i odwrotnie, Podlasie nie wykluczy Żoliborza (historycznego!) i odwrotnie, donosiciele nie zamażą Żegoty i odwrotnie, nawet przy olbrzymich chęciach nie zakryjemy białych plam. I naprawdę możemy sobie prywatnie oceniać, umniejszać lub „uwiększać”, słuchać Weissa lub Grossa.

Antysemityzm, mit mordów rytualnych, prowokacja ubecka, radziecka, kościelna, terror wojny i powojnia, pobudki materialne, prywatna zemsta? A co gdy wszystko naraz w stu odcieniach na mapie Polski? Tak, wiem, tego nie lubimy, gdyż to komplikuje i trudno użyć takiej prawdy jak cepa… a Marsz Niepodległości idzie dalej.


(źr.graf.emaze.com)

JACY JESTEŚMY? JACY BYLIŚMY?

Najprościej odpowiedzieć: „różni”, choć nie mówi to nam zupełnie nic. Podobnie moglibyśmy zapytać o to, czy w Marszu Niepodległości maszerują naziści czy piękna biało-czerwona młodzież? Osobiście odpowiadam „nie wiem”, gdyż uważam, że obie, bardzo popularne w Polsce oceny (naziści lub dumny kwiat patriotycznej młodzieży) są z gruntu fałszywe. W jednym z filmów w serwisie YouTube, vloger zbliżony do środowisk prawicowych, relacjonując marsz podchodzi do pary ok. 40-50-letnich Brytyjczyków. Mężczyzna dzieli się wrażeniami (cyt. z pamięci): „Odwiedziliśmy Polskę i korzystając z okazji wzięliśmy udział w tym ważnym i pięknym dla was święcie, ale słuchaj!” – przerywa nagle – „tam idą faszyści, zróbcie coś z tym!”. Brytyjczyk pokazuje palcem grupę osób, nad którymi powiewa czarna flaga z krzyżem celtyckim. Wyraźnie zagubiony vloger filmuje całą scenę, po czym wycofuje się bez słowa i kontynuuje relację rozmawiając z innymi uczestnikami (niosącymi już na ogół biało-czerwone flagi), rejestrowane opinie przedstawiają dość szeroką paletę poglądów.

Kilka godzin temu wpadłem na pomysł, który jednak okazał się trudny do wykonania ze względu na ograniczony czas, którym dysponuję. O ile w ogromnej większości spraw znalezienie wiarygodnych materiałów źródłowych nie jest trudne, tak tu natrafiłem przynajmniej na znaczne białe plamy a chciałem określić odcienie przekonań politycznych Polaków w okresie międzywojennym na podstawie ich preferencji wyborczych.

Czy Polska była w całości endecka (a więc otwarcie antysemicka)? – to pytanie nasunęło się mi już dawno. Istniała przecież lewica, istniał silny obóz piłsudczykowski, ok. 10% ludności stanowiły mniejszości narodowe mające również swoje polityczne przedstawicielstwa – do tego endecja praktycznie nigdy nie rządziła, choć była silna np. we wschodnich regionach kraju. Analizując wyniki wyborów od 1918 do 1935 zetknąłem się – przyznaję ze skruchą – z ugrupowaniami, których nazwy nie mówiły mi zupełnie nic a sprawdzanie ich byłoby kolejnym pracochłonnym wyzwaniem. Problem stanowiło też to czego doświadczamy i obecnie – Polacy wówczas nie byli entuzjastami wyborów, gdyż frekwencja wynosiła mniej więcej 50%, więc co z tymi, którzy głosować nie chodzili?

Pomimo to, w moim przekonaniu, zbadanie preferencji wyborczych i ich zmian na przestrzeni ok. 20 lat, dałoby pewien ogólny i racjonalny obraz, który można byłoby konfrontować z istniejącymi w obiegu dwiema raczej subiektywnymi „narracjami” o przeciwstawnych treściach: „Polska antysemicka” lub „Polska kultur”.

Żydowska rodzina opuściła Polskę dowiadując się o Pogromie Kieleckim choć mieszkała w innej części kraju. Strach i zagrożenie – nie sposób odebrać ludziom prawa do obaw i podważać racjonalności decyzji, jednak czy takie zdarzenia jak Pogrom Kielecki były normą w powojennej Polsce? Czy były normą w dużych miastach, mniejszych, we wsiach? Jak wygląda sytuacja w czasie wojny? Jedwabne i inne polskie miasteczka – gdy sięgniemy po mapę i zaznaczymy ich lokalizację, okaże się, że nie są rozsiane po całym okupowanym kraju, lecz znajdują się głównie w regionach wschodnich, gdzie akurat endecja była silna.

Gdyby zbudować obraz współczesnych Niemiec na opiniach ofiar rasistowskich czy etnicznych ataków to znacznie odbiegać mógłby od obrazu stworzonego na podstawie badań niemieckiej opinii publicznej, które ukazałyby, że np. kilka procent Niemców ma negatywny stosunek do emigrantów.

Wiem, że nie wyczerpuję wszystkich ciekawiących mnie wątków, ale odnosząc się do współczesności: czy gdy grupa agresywnych „narodowców” zaatakowała kilku sympatyków KOD w biały dzień, to czy możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że brak reakcji świadków wynikał z uprzedzeń wobec KOD a Polacy to nacjonaliści?

Obraz Polski stworzony na podstawie relacji ofiar i świadków przestępstw to obraz ponury i silnie nacechowany emocjami. Z drugiej strony w kontrze do opinii „Obozy zagłady powstały właśnie tu” można przedstawić równie silną i sugestywną opinię: „Największa diaspora żydowska była właśnie tu”. Polin – czyli Polska w języku hebrajskim oznacza także „tutaj odpoczniesz”.

Hej, kto Polak na… Syberię

… właśnie wczoraj słuchałem historii człowieka zesłanego na Sybir (za cara). Jego pomysłem na sprzeciw wobec systemu było… nie dać się zginąć na Syberii czyli przeżyć. Bardzo to cwane i bohaterskie, nie powiem, tylko zastanawiam się, dlaczego nie chciał przeżyć odmawiając sobie śpiewania głośno w okupowanym kraju pieśni patriotyczno-religijnej w kościele za co został zesłany?

Czy wg. Polaka tylko doniosło-obnośne akty niepełnosprawnego umysłowo patriotyzmu są skuteczną formą walki z tyranią? Co one właściwie dają – „Ducha nie gaście!” czy może jedynie stają się wdzięcznym tematem pieśni takich jak o Janku Wiśniewskim czy kibitkach, które gnały na Sybir w ciemną, mroźną noc?

Po latach (czyt. po porażkach) powstają spekulacje, mówiące o tym, że to okupant, zaborca czy dyktator manipulował zręcznie opozycją sugerując jej za sprawą swoich tajnych agentów podejmowanie działań, które nie przyniosą żadnego politycznego skutku, a podejmującym przyniosą dotkliwą szkodę. Takie spekulacje oczyszczają trochę nasze sumienia, gdyż gdybyśmy sobie tak tego nie wyjaśniali musielibyśmy uznać, że jesteśmy nienormalni (dodatkowo: dzięki spekulacjom możemy zwalić winę na jakichś zdrajców).

Oczywiście, nie zawsze było głupio. Dziwnym trafem, w czasie II wojny światowej, żaden działacz podziemia nie wybiegał przed gmach Gestapo z biało-czerwoną flagą śpiewając „Boże coś Polskę”. Wówczas jakoś ludzie byli mądrzejsi albo rozumieli, że pewne działania są jeżeli już nie głupie to przynajmniej bezsensowne. Partyzantka psuła okupantom krew i jako walka na wykończenie (tym bardziej, że wróg musiał walczyć na wielu frontach) miała swój potencjał, oczywiście… do czasu gdy nie odebraliśmy sobie „patriotycznej” premii w postaci Powstania Warszawskiego. Mimo wszystko – gdy spojrzymy np. na Afganistan, to przyczyną wycofania się ZSRR nie były akty desperacji Afgańczyków. Właściwie, do tej pory nie wiemy dlaczego ZSRR wycofało się, choć zachód przebąkuje coś o Stingerach i związanej z tym ekonomii (patrz. koszt naramiennej wyrzutni (konkretnie:pocisku) vs koszt radzieckiego helikoptera).

Mamy jednak pokój. W pokoju – ludzie zasadniczo wychodzą na ulicę gdy czegoś chcą, głośno o tym krzyczą a władza pod wpływem krzyczącego tłumu mięknie i wprowadza korzystne zmiany.
No cóż… tak bywa głównie w dobrze kończących się bajkach, choć czasem – gdy tłum bywał spory – zdarzało się i naprawdę, dlatego:
W Polsce nie ma tłumu!!! – słychać ubolewanie ze strony 120 tysięcy hermetycznych, niezdolnych do współpracy i skłóconych ugrupowań opozycyjnych, które chcą przejąć władzę gdyż mają receptę na Polskę (każde ugrupowanie dysponuje receptą niepowtarzalną).

Mógłbym na powyższej konstatacji zakończyć, gdyby nie kilka myśli wiążących się:

1. Jak stworzyć parodię demokracji?
Rozdrobnić tak prodemokratyczne siły polityczne, by większościową (demokratyczną!) władzę zdobyła partia np. z 10% poparciem społecznym.
2. Jak nie przejąć władzy?
Stworzyć zjednoczenie (koalicję) 120 tysięcy ugrupowań sprzeciwiających się danej władzy i chcieć by każde przejęło władzę poprzez powyrzynanie się wcześniej w walce o numery na listach wyborczych.
3. Co nie pociąga w opozycji?
Idea powrotu tego co stare oraz coraz wymyślniejsze opisy tego jak bardzo krwiożercza dyktatura w Polsce panuje.

Jak jest?
PiS przed wyborami ugrzeczniło się, nawet Radio Maryja zajęło się płodami używanymi do produkcji szczepionek w zastępstwie szczucia przeciw uchodźcom, UE, itd. Nowy rząd PiS (a przynajmniej minister środowiska) całkiem błyskotliwy, wygadany a co niezwykłe… koncyliacyjny (pozostali właściwie również). Padają deklaracje otwarcia na rzeczowe i przyjazne rozmowy z UE o klimacie, uchodźcach, sądach, punkcie 7, a nawet rozliczaniu „ONR-ów”. Pojawiają się krytyczne głosy o kościele płynące z łona kościoła. Gdzieś z kręgów PiS słychać, że to wszystko po to, by PiS stało się poważną partią konserwatywną a nie durno-wściekłą jak dotychczas. Gdy ta atmosfera przetrwa do wyborów i nikt nie zostanie zabity na komisariacie to PiS może spać spokojnie.

Jednak spokojny sen zapewnia nie tylko powyższe i rozdrobnienie tzw. „opozycji”. Rozdrobnienie ma także drugi poziom (wewnętrzny). Jak okazało się, np. kobiety związane z każdym ze 120 tys ugrupowań, nie są w stanie uzgodnić czy wychodząc protestować walczą:
a) z pis
b) z kościołem
c) o liberalizację przepisów aborcyjnych
d) o kompromis aborcyjny
e) o prawo wyboru dla ok. 90% katolików w Polsce
f) najładniejsze hasło i plakat, który pokażą w GW lub TVN

Prawdziwe przywództwo wyłania się z umiejętności wybrania z tych licznych punktów (jednych i drugich) tego co realnie łączy (posiada potencjał) oraz przekonania do tego ludzi.
Póki co trwa konkurs na miss/mistera charyzmy.

—————————————————————————————
Pragmatyzm – jak mówi SJP – to postawa życiowa polegająca na trzeźwej ocenie sytuacji i podejmowaniu wyłącznie działań, które zapewniają skuteczność
—————————————————————————————-